Chciał 10 milionów, dostanie 14 tysięcy

tono, bard
10.12.2009 , aktualizacja: 16.08.2010 11:49
A A A Drukuj
Warszawski sąd wydał wyrok w sprawie wielopokoleniowej kolekcji znaczków, która została bezprawnie zarekwirowana 20 lat temu przez milicje. Kolekcjoner domagał się 10 milionów zł odszkodowania za zgubienie najdroższych okazów. Sąd przyznał tylko 14 tys. zł za zniszczenie znaczków, które do dziś zalegają w policyjnym depozycie.

Mirosław Bzdyra - warszawski filatelista, któremu dwadzieścia lat temu zarekwirowano kolekcję znaczków - usłyszał wyrok w swojej sprawie, o której pisaliśmy kilka miesięcy temu.



Sąd nie zgodził się wypłacić kolekcjonerowi 10 milionów złotych, których filatelista się domagał za niesłuszne zarekwirowanie i zgubienie części kolekcji dwadzieścia lat temu. Bzdyra dostanie tylko 14 tys. złotych, czyli rekompensatę za złe przechowywanie w depozycie znaczków, które przetrwały do dzisiaj.

Kolekcjoner domagał się tak dużego odszkodowania, bo jak mówi w skład jego kolekcji wchodziły okazy, za które można było kupić samochód. Sąd jednak nie dał wiary jego słowom i uznał, że Bzdyra nie udowodnił jakie znaczki faktycznie posiadał.

Sprawa była skomplikowana, bo rekwirując parę milionów sztuk znaczków milicjanci nie spisali kolekcji i wystawili pokwitowanie, które składa się z 7 linijek tekstu. Tymczasem kolekcjoner, poza własnymi notatkami, nie miał praktycznie żadnych dowodów na to, że posiadał jakieś konkretne okazy. Sąd przyznał, że w trakcie przeszukania w domu Bzdyry i późniejszego postępowania doszło do wielu błędów ale jednocześnie zaznaczył, że z faktu źle opisanego depozytu nie można wyciągać wniosków, że kolekcjoner posiadał to o czym mówi.

Mirosław Bzdyra stwierdził, że 14 tys. złotych go nie satysfakcjonuje. - Jestem zaskoczony i brakuje mi słów. Spodziewałem się że sędzia zgodnie z przysięgą sędziowską rozpozna sprawę tak, że będę miał dobre zdanie o prawie obowiązującym w kraju - mówi Mirosław Bzdyra. Kolekcjoner zaznacza, że to nie koniec walki i już zapowiada odwołanie się od wyroku do sądu apelacyjnego.

24 klasery znaczków różnych

Historia Mirosława Bzdyry zaczęła się w 89 roku kiedy kolekcjoner został aresztowany - jak się później okazało niesłusznie. W czasie dochodzenia z jego mieszkania funkcjonariusze zabrali zupełnie niezwiązaną ze sprawą wielopokoleniową kolekcję znaczków. Co więcej parę milionów sztuk znaczków zapisali w telegraficznym skrócie. - Na przykład jedno zdanie jest treści następującej: "24 klasery znaczków różnych" - mówi pan Mirosław. Mężczyzna w końcu został oczyszczony z zarzutów ale zbioru już nie odzyskał. Przez lata bezskutecznie starał się o wydanie depozytu - w końcu okazało się że jego duża część w tajemniczych okolicznościach zniknęła z policyjnych magazynów lub została zniszczona. Pan Mirosław zaczął więc walczyć w sądzie o odszkodowanie, niestety po latach jedynym dowodem na to, że posiadał jakieś konkretne znaczki są jego własnoręczne notatki. Biegli podważali słowa Bzdyry mówiąc, że nie mógł mieć wszystkich znaczków, o których mówi. - Posiadanie tych znaczków jest nierealne u nas np. dzielona trzyfenigówka z krążownika niemieckiego jest tak rzadka, że w ubiegłym roku występowała tylko raz na aukcji - mówił w kwietniu biegły sądowy ds. filatelistyki Waldemar Piotr Więcław.

W serwisie policyjni.pl także: Tak wygląda prawdziwy neonazista [ZDJĘCIA]



Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    25 głosów