Kłaniali się złodziejowi, bo myśleli, że to... profesor

Milena Nykiel
08.12.2009 , aktualizacja: 08.12.2009 18:19
A A A Drukuj
Zgłoszenia o braku komórki albo portfela administracja Uniwersytetu Śląskiego przyjmowała co tydzień. Złodziej bez problemów poruszał się po korytarzach, bo wszyscy uważali, że to... jeden z profesorów
Przed miesiącem na Wydziale Filologicznym UŚ pojawiły się ostrzeżenia o złodzieju grasującym w budynku. - Zaczęłam zwracać większą uwagę, gdzie kładę torebkę. Bo wcześniej zdarzało mi się zostawiać ją na chwilę np. na parapecie - mówi Magdalena Górska, studentka bibliotekoznawstwa.

O pilnowaniu torebek i plecaków żakom przypominał też portier. Mimo to zgłoszeń o kradzieżach przybywało. Ginęły głównie pieniądze i komórki.

W minioną niedzielę złodzieja udało się złapać. Mężczyznę na gorącym uczynku nakryła jedna z zaocznych studentek. Przeszukiwał torebkę jej koleżanki. Zdążył wyciągnąć portmonetkę i zaczął uciekać po schodach. Na dole czekał już zaalarmowany krzykami dziewczyny portier.

Był zaskoczony, bo okazało się, że zna twarz złodzieja. - Odkąd zaczęły się kradzieże, szczególnie obserwuję, kto wchodzi do budynku. Tego pana wielokrotnie wypraszałem. Musiał wykorzystywać moment, gdy wydawałem komuś klucze - mówi portier.

Mężczyznę znali też studenci. - Chodził po korytarzach w garniturze albo ciemnym płaszczu. Mówiłam mu nawet "dzień dobry". Podobnie zresztą jak większość mojej grupy. Myśleliśmy, że to jeden z profesorów - mówi Aleksandra, studentka polonistyki. Dziwi ją, że nikt z administracji uczelni nie zainteresował się obcym mężczyzną.

Magdalena Ochwat, rzeczniczka prasowa Uniwersytetu Śląskiego, zaręcza jednak, że od czasu pierwszych kradzieży pracownicy wydziału obserwowali korytarze. - Uczelnia jest instytucją otwartą dla społeczności. W budynku bez przeszkód można korzystać z czytelni, chodzić na wykłady albo ogólnodostępne seminaria. Mając świadomość, że tego typu sytuacje mogą się zdarzać, zatrudniliśmy firmę ochroniarską, której grupa interwencyjna reaguje na każde zgłoszenie portiera - mówi Ochwat.

Dodaje, że złodzieja trudno było złapać, bo na uczelni pojawiał się w weekendy lub popołudniami, kiedy są studenci podyplomowi. - Ci zwykle już pracują i mają w kieszeniach więcej pieniędzy. Mężczyzna był sprytny - mówi rzeczniczka UŚ.

Złodziejem okazał się 52-letni mieszkaniec Siemianowic Śląskich. - Sprawdzimy, czy oprócz niedzielnej kradzieży dokonał także poprzednich - zapewnia Jacek Pytel, rzecznik prasowy katowickiej policji.

Polecamy: Wykładowcy będą konkurować z widokiem za oknem



Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    21 głosów