- Pan G. został aresztowany na trzy miesiące, razem z nim zarzuty zabójstwa przedstawiono dwóm innym osobom - potwierdza "Gazecie" prokurator Marta Zawada-Dybek, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Katowicach.
Według śledczych były prezydent i dwaj jego wspólnicy torturowali, a następnie zabili Lecha Frydrychowskiego, prawnika z Zabrza. Jego zwłoki znaleziono w sierpniu zeszłego roku w lesie koło Będzina. Ciało było skrępowane, miało ślady przypalania, sprawcy obcięli mu również ucho.
- Nie udzielamy informacji na temat motywów tego zabójstwa - mówi prokurator Zawada-Dybek. Według naszych informacji śledczy zakładają, że do zbrodni doszło z powodu rozliczeń finansowych pomiędzy Frydrychowskim i byłym SLD-owskim prezydentem Zabrza. Lech Frydrychowski twierdził bowiem, że jeszcze przed objęciem urzędu przez Jerzego G. pożyczył mu 20 tys. i 246 tys. zł, ale tej drugiej kwoty nie odzyskał. Jerzy G. oskarżył wtedy Frydrychowskiego o próbę wyłudzenia.
Frydrychowski został oczyszczony z zarzutów. Wtedy okazało się, że Jerzy G. złożył w tej sprawie fałszywe zeznania i prokuratura przedstawiła mu zarzuty. W 2007 roku przestał przychodzić na rozprawy i sąd wydał za nim list gończy. Z kolei w procesie cywilnym sąd nakazał byłemu prezydentowi zwrot 246 tys. zł.
Więcej o sprawie we wtorek w katowickiej "Gazecie Wyborczej"
Przeczytaj: Sąd musi rozstrzygnąć, czy pracownik świętochłowickiego magistratu zabił żonę