Za czynną napaść na policjanta z użyciem niebezpiecznego narzędzia, za jakie prokuratura uznała ciągnik Białoruś, odpowie przed sądem 20-letni częstochowianin.
Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / AG
Do częstochowskiego sądu wpłynął właśnie akt oskarżenia przeciw Piotrowi M. W ostatni dzień wakacji we wsi Siedlec policjanci z drogówki chcieli zatrzymać do kontroli ciągnik rolniczy Białoruś, który jechał bez tablic rejestracyjnych. Traktor wyminął jednak radiowóz i... przyspieszył. Policjanci ruszyli radiowozem: wyprzedzili traktor, wzywając do zatrzymania. Wtedy traktorzysta wjechał w pole. Dwaj funkcjonariusze rzucili się w pogoń - już pieszo. Traktor zaczął wówczas jeździć po polu zygzakiem, wyraźnie "celując" w któregoś z mundurowych. W trakcie kolejnej próby zatrzymania traktorzysta potrącił funkcjonariusza. Policjanci dalej biegali po polu, krzycząc, że użyją broni. Gdy nie zrobiło to żadnego wrażenia, strzelili ostrzegawczo w powietrze, a potem przestrzelili koło. Białoruś stanęła. Kierowca nie chciał dobrowolnie wyjść z kabiny, więc jeden z policjantów kolbą pistoletu wybił szybę, otworzył drzwi i wyciągnął Piotra M. zza kierownicy.
20-latek miał ok. pół promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Nie posiadał uprawnień do kierowania pojazdami, ciągnik nie był dopuszczony do ruchu i nie był własnością kierującego ani siedzącego obok trzeźwego - jak się okazało - brata. Obaj mieli grzecznościowo jednemu z mieszkańców wsi zaorać pole. Piotr M. nie przyznał się w śledztwie do winy i odmówił składania wyjaśnień.