Przed lubelskim Sądem Okręgowym ruszył proces małżeństwa oskarżonego o handel w internecie lekami poronnymi. Jak dowiedziało się radio TOK FM małżonkowie chcą dobrowolnie poddać się karze.
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
Sąd
Nie wiadomo dokładnie jakiej kary małżonkowie zażądali dla siebie, bo proces utajniono już na początku. - Proces trzeba utajnić ze względu na dobro osób pokrzywdzonych - uzasadnił lubelski sąd. Chodzi oczywiście o kobiety, którym oskarżeni małżonkowie sprzedali tabletki poronne. Handlowali lekami na przełomie 2007 i 2008 roku.
Dawid M. pracował jako ratownik medyczny w jednym z lubelskich szpitali. Według ustaleń śledczych kradł recepty. Potem kupował środki poronne w aptekach i wraz z żoną sprzedawali je z zyskiem. Oboje przedstawiali się jako ginekolodzy. Za zestaw pigułek brali nawet tysiąc złotych. W trakcie śledztwa okazało się, że przeprowadzili około 50 transakcji. Dwie kobiety zażyły tabletki, jednak do poronienia nie doszło, bo dawki leku były zbyt małe. Oskarżeni przyznali się do winy i odpowiadali z wolnej stopy.
Nie wiemy jakiej kary chcą dla siebie oskarżeni, ale ich obrońca i prokurator doszli do porozumienia. Teraz do sprawy musi się odnieść jeszcze sąd. Wyrok w tej sprawie zapadnie w najbliższy piątek.
Małżeństwo odpowiada przed sądem za narażenie ludzi na utratę życia lub zdrowia oraz za pomoc w usuwaniu ciąży. Grozi im do 3 lat więzienia.