Jak ustaliła Prokuratura Kraków Śródmieście-Zachód, współczesny "Kalibabka" oszukał w ten sposób trzy kobiety. Prokuratura skierowała przeciwko niemu akt oskarżenia do sądu.
Pierwszą z kobiet poznał jeszcze w 2006 roku. Marcin Ł. tak ją oczarował, że zamieszkał u niej. Wkrótce zaczął od swojej dziewczyny pożyczać pieniądze, rzekomo na wynajem
mieszkania. Zawsze obiecywał, że wkrótce je zwróci. Ale kiedy suma pożyczek przekroczyła 3 tys. zł, Marcin Ł. zniknął. Zrozpaczona kobieta zorientowała się, że razem z nim ulotniły się również warte 600 zł książki, które miała zwrócić do Biblioteki Śląskiej, oraz 100 euro.
Kolejne dwie swoje ofiary Marcin Ł. poznał latem tego roku nad morzem. Jedną w Krynicy Morskiej, drugą - we Władysławowie. Obu paniom przedstawiał się jako dziennikarz gazety sportowej "Hokej". Potem schemat był już taki sam: coraz bliższa znajomość i coraz większe pożyczki od rozkochanych pań. Jednej z nich mówił, że "chce z nią spędzić całe życie". Pożyczyła mu blisko 8 tys. zł. Od drugiej wyłudził w podobny sposób 2,7 tys. zł.
Marcin Ł. wpadł, bo w końcu jedna z oszukanych kobiet sprawdziła, że jej partner nie jest żadnym dziennikarzem, a w internecie znalazła komentarze na temat innych oszukanych pań. Zawiadomiła policję.
Marcin Ł. przyznał się do wszystkich zarzucanych mu przestępstw. Nie krył, że wykorzystywał naiwność pokrzywdzonych kobiet, udając związek emocjonalny z nimi. "Chciałem podnieść swój standard życiowy" - tłumaczył swoje zachowanie. W końcu oświadczył, że żałuje tego, co zrobił, jest mu wstyd, że wykorzystał dobroduszność pokrzywdzonych kobiet, i złożył wniosek o dobrowolne poddanie się karze. Będzie też musiał naprawić szkodę wyrządzoną wszystkim oszukanym kobietom.
Polecamy także: Prywatni detektywi na tropie małżeńskich zdrad