O opinię ministerstwa zwrócił się "Dziennik Wschodni", który w zeszłym tygodniu opisał "kamuflażowe" działania policji. Przy al. Spółdzielczości Pracy, jednej z najruchliwszych ulic Lublina,
policja ukryła w ulicznym koszu na śmieci fotoradar. Na podstawie zdjęć wystawiono w ciągu zaledwie dwóch dni 1300 mandatów.
W opinii kierowców policja wykonała w ten sposób klasyczny "skok na kasę". - To jest bez sensu, bo policji wcale nie chodzi o działanie prewencyjne, a jedynie o robienie kasy - mówili.
Okazało się, że wątpliwości ma też biuro ruchu drogowego KGP. - Policjanci narażają drogi sprzęt na zniszczenie, bo ktoś przypadkowo może wjechać w śmietnik stojący przy drodze - zauważał w rozmowie z "Dziennikiem Wschodnim" Marek Kąkolewski z komendy głównej.
Choć Wioletta Paprocka, rzecznik prasowy MSWiA podkreśliła, że ministerstwo nie rekomenduje policjantom takiej "taktyki" stosowania fotoradarów to lubelska policja upiera się, że pomysł jest dobry.
- To nie jest działanie standardowe i ma głównie na celu zbadanie zjawiska naruszania przepisów ruchu drogowego. Nie chodzi o ukaranie jak największej liczby kierowców - mówi dla "Dziennika Wschodniego" Janusz Wójtowicz, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie.
Sprawą zainteresowali się jednak posłowie z Lubelszczyzny. Stanisław Żmijan (PO) zapowiada, że poruszy sprawę fotoradaru w śmietniku na najbliższym posiedzeniu sejmu dotyczącym bezpieczeństwa ruchu drogowego.