"Waler", "Buncol" i inni. Zobacz, kto kradnie nasze samochody

Na wolność wyszło niedawno kilkunastu członków gangów specjalizujących się w kradzieżach samochodów. Efekt? Natychmiastowo wzrosła liczba kradzieży. Złodzieje się profesjonalizują. Swój proceder uważają za normalny zawód.
Zdjęcia podejrzanych o kradzieże samochodów - zobacz

W tym roku w Warszawie złodzieje ukradli już około 200 samochodów więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Zdaniem policji wzrost liczby znikających samochodów ma bezpośredni związek z wyjściem na wolność kilkunastu członków grup specjalizujących się w tych kradzieżach. - Analizując znane postacie ze środowiska złodziei samochodów można powiedzieć tak: lata 2008/2009 to okres, kiedy te osoby opuściły zakłady karne - mówi oficer operacyjny z wydziału do walki z przestępczością samochodową.

Oficer operacyjny: Złodziej nie boi się więzienia


Za przykład może posłużyć mężczyzna o pseudonimie "Waler", który wyszedł na wolność w styczniu tego roku. Złodziej odsiadywał wyrok czterech lat więzienia za kradzież samochodu i napaść na policjanta, którego potrącił podczas ucieczki.

Stołeczni policjanci zatrzymali go kilka dni temu podczas próby kradzieży kolejnego samochodu. - To jest bardzo znana persona. Od kiedy istnieje nasz wydział jego pseudonim cały czas przewija się w aktach spraw - dodaje policjant. "Waler" był zatrzymywany przez policję wielokrotnie i za każdym razem wracał na przestępczą ścieżkę.

"Buncol" dostał sześć lat

Złodzieje samochodowi zaraz po wyjściu z więzienia wracają do swoich zajęć. Kilkuletnie wyroki w ogóle ich nie odstraszają. - Oni nie boją się więzienia. Jest takie powiedzenie "rok to nie wyrok, dwa lata jak dla brata" - mówi oficer. Za kradzież samochodu grozi od jednego roku do dziesięciu lat. Najdłuższy wyrok za kradzież, jaki pamiętają policjanci z komendy stołecznej to sześć lat dla złodzieja o pseudonimie "Buncol". - Ten mężczyzna, tylko przez nas, był zatrzymany czterokrotnie - opowiada policjant. "Buncol" został skazany za kradzież kilkudziesięciu samochodów i udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Zdaniem policjantów, gdyby sądy dawały wyższe wyroki przestępcy po wyjściu z więzienia nie wracaliby do starych zajęć, bo ryzyko musi się opłacać.

Złodzieje zawodowcy

- Złodzieje samochodów nie wyglądają tak jak się wielu wydaje. Oni nie latają w dresach, nie mają łysych głów - mówi policjant z KSP. Niczym nie różnią się od zwykłego przechodnia. Mogą wyglądać jak przedstawiciel handlowy albo biznesmen. Mogą podjechać fiatem pandą z napisem serwis komputerowy i na naszych oczach ukraść samochód, a my nawet się nie zorientujemy, że to złodzieje. - Dysponują specjalistycznym sprzętem, w jednej chwili mogą zneutralizować nowoczesne zabezpieczenia elektroniczne - opowiada.

"Wiedzą jak się poruszać po mieście"


Złodzieje doskonale wiedzą jak się poruszać po mieście. Wiedzą gdzie są patrole, którędy jeździć tak żeby nie uchwyciły ich kamery monitoringu. Według policjantów zajmujących się, na co dzień przestępczością samochodowa problem z grupami nastawionymi na kradzież samochodów sprowadza się do ich zawodowstwa. Do tego, że traktują to jako zawód i chcą być profesjonalni w tym, co robią. - Często docierały do nas takie sygnały, że mówią rodzinie, wprost, że jadą do pracy. Rodzina oczywiście wie gdzie oni jadą, ale wszyscy traktują to jako pracę - opowiada oficer z Komendy Stołecznej Policji. - Złodzieje samochodowi w swój zawód mają wkalkulowane ryzyko zawodowe. Tak samo jak malarz przewiduje, że kiedyś może spaść z drabiny, tak samo oni wiedzą, że kiedyś wpadną w ręce policji.

Fundusz na czarną godzinę

Są grupy specjalizujące się w kradzieżach konkretnych marek. - Jedni kradną samochody japońskie, drudzy specjalizują się we "Francuzie" inni robią "volkswagen groups" - opowiada policjant. Wszystko zależy od "patentów", jakich uda się konkretnej grupie nauczyć. Jeżeli złodziej zdobędzie "patent" na daną markę, to zazwyczaj już przy niej zostaje i kradnie tylko takie samochody. A jakie samochody giną najczęściej? - Takie, na których można zarobić. Nie interesują ich raczej samochody starsze - dodaje policjant. Dużo też zależy od konkretnego zapotrzebowania. Często zdarza się, że paser składa zamówienie na dana markę czy model. Na kradzieży jednego samochodu złodzieje zarabiają od 4 do 6 tysięcy złotych.

Niektóre grupy tworzą sobie tzw. fundusz na czarną godzinę. Na fundusz odprowadzają część pieniędzy z kradzieży samochodów. W razie wpadki któregoś z członków grupy, reszta opłaca adwokata, paczki do aresztu śledczego i pomoc dla rodziny złapanego.

Pościg

Zanim jednak policjantom uda się zatrzymać złodzieja w skradzionym samochodzie, mogą być pewni, że przestępca będzie próbował uciekać. Praktycznie każde zatrzymanie poprzedzone jest pościgiem po mieście. - Zatrzymanie złodzieja samochodowego zawsze wiąże się z zagrożeniem życia policjantów i osób postronnych. Nigdy nie zdarzyło się żeby złodziej zatrzymał się do kontroli - dodaje.

Złodziej nigdy nie zatrzyma się do kontroli


Jak mówią policjanci z komendy stołecznej samo zatrzymanie złodzieja jest technicznie bardzo trudnym przedsięwzięciem. - Dla niego najważniejsze jest żeby wyrwać się z zasadzki - opowiada policjant. Nie zważają na żadne szkody czy osoby postronne. Potrafią zjechać po schodach, przejechać przez tory czy park. Zrobią wszystko, żeby tylko uciec.

A co po zatrzymaniu? - No, po zatrzymaniu możemy sobie porozmawiać owszem o tym, co się w Polsce dzieje, ale na pewno nie o kradzieży - opowiada policjant. Jak mówią funkcjonariusze z KSP w chwili aresztowania złodziej staje się niemową. Nie odpowiada na żadne pytania, nie podpisuje żadnych dokumentów.

Od powstania wydziału do walki z przestępczością samochodową liczba kradzieży aut w Warszawie spadła z 60 do dziewięciu dziennie.

W serwisie policyjni.pl także: Papierosy ukryte w kajakach reprezentacji Ukrainy [ZDJĘCIA]



Więcej o: