Rośnie przemyt zagrożonych gatunków. Winni są...

Ptaki poupychane w butelki, żółwie wciśnięte między karoserie a tapicerkę samochodu. W ten sposób przemytnicy próbują wwozić do Polski zwierzęta zagrożone wyginięciem. Zdaniem celników zjawisko cały czas przybiera na sile.
Przemycane zwierzęta - ZDJĘCIA

W całym zeszłym roku celnicy ujawnili 176 prób przemytu ginących gatunków, a tylko w pierwszej połowie tego roku już ponad 130. Przemytnicy chwytają się przy tym coraz to nowych pomysłów. Zwierzęta są przewożone w zbiornikach paliwa, kołach zapasowych czy wysyłane pocztą lotniczą jako zabawki. - Ostatnio mieliśmy próbę przemytu dwustu żółwi stepowych - mówi Witold Lisicki ze Służby Celnej. Jak się okazało żółwie były wciśnięte między tapicerkę, a karoserię samochodu.

200 żółwi stepowych upchanych w samochodzie | wideo


Przemytnik wpadł przez przypadek. Mężczyzna czekając na odprawę graniczną cały czas miał włączony silnik. Celnicy poprosili go o wyłączenie samochodu. Ten tłumaczył się, że nie może bo ma zepsuty gaźnik i później go nie. Po dłuższej rozmowie i obietnicy celników, że popchną auto po odprawie mężczyzna zgasił silnik. Wtedy jeden z celników usłyszał dziwne dźwięki dochodzące z samochodu.

Okazało się, że to hałasowały żółwie wciśnięte pod karoserię. Mimo zaklejenia ich taśmą, w ten sposób, że nie mogły wychylić się ze skorupy.

Ptaki bez oczu

Jedną z okrutniejszych metod przemytu ptaków jest upychanie ich w butelki. W tym celu przemytnicy rozcinają bok butelki i wciskają w nią zwierzę w ten sposób, żeby dziób wystawał przez otwór, który normalnie służy do picia. Następnie butelka jest zaklejana i owijana etykietą. W ten sposób skrępowany ptak nie może się ruszać przez wiele godzin.

Przestępcy na przemycie rzadkich gatunków przez granicę zarabiają tak duże pieniądze, że nie liczą się z ich życiem. W większości przypadków taką podróż przeżywa kilka procent zwierząt. Kolejnych kilka procent mimo tego, że żyje nie nadaje się do sprzedaży z powodu trwałego okaleczenia.

Tak jak w przypadku odzyskanych przez celników ośmiu papug żako, które były przewożone w klatkach z zagiętymi prętami do środka. Jak mówi Witold Lisicki w ten sposób próbowano zapobiec hałasowaniu ptaków w klatkach. W momencie gdy taka papuga zaczynała się wiercić automatycznie kaleczył ją drut. - W wyniku tej próby przemytu sześć z ośmiu papug wykuło sobie oczy. Dodatkowo część z ich poobcinało sobie łapki, ponieważ podłoga klatek była ostro zakończona - opowiada Lisicki.

Kosz na śmieci z nogi słonia | wideo


Noga słonia i zęby aligatora czyli pamiątki z wakacji

Osobny problem to przemyt wyrobów z ginących gatunków. Za to zjawisko coraz częściej odpowiedzialni są zwykli turyści, którzy wracając z egzotycznych wypraw przywożą ze sobą najróżniejsze 'zakazane' pamiątki. - Zwykle są to koralowce, skóry dużych kotów, torebki z krokodyli. - wymienia Magdalena Romanowicz z WWF Polska. Ale celnikom zdarzało się też znaleźć w bagażu maski ze skorupy żółwia, nalewki z ginących węży, a nawet kosze na śmieci zrobione z nogi słonia.

Często ludzie nie mają nawet świadomości, że robią coś złego. Dowiadują się o tym dopiero na lotnisku. Wtedy najczęściej pamiątka jest im odbierana a oni sami trafiają przed sąd - Jeżeli nie mamy pewności, że daną rzecz można przywieźć do Polski najlepiej jej w ogóle nie kupować - dodaje Magdalena Romanowicz. W przeciwnym wypadku nasz urlop może się wydłużyć o pięć lat - tyle, że nie na plaży a w więzieniu, bo właśnie taką karą zagrożony jest - nawet nieświadomy - przemyt zagrożonych gatunków.

Więcej o: