Problemy Rafała zaczęły się pod koniec maja 2003 r., kiedy na aukcję na Allegro wystawił laptopa California Access. Miesiąc wcześniej kupił go od kolegi, ale Urząd Podatkowy domagał się od niego zaległych podatków. Rafał musiał więc sprzęt sprzedać.
Laptopa na aukcji znalazł Piotr, któremu kilka dni wcześniej podobny model skradziono z samochodu. Zawiadomił policję, że ktoś oferuje jego komputer w internecie. Kiedy policjanci przeprowadzili rewizję w domu Rafała, okazało się, że numery seryjne procesora, twardego dysku i pamięci RAM jego laptopa są inne niż w karcie gwarancyjnej skradzionego sprzętu. Częściowo zbieżny był tylko numer obudowy. Piotr upierał się jednak, że to musi być jego komputer, bo ma takie same rysy na klapie ekranu.
Prokuratura powołała więc biegłego, który potwierdził, że numery procesora, twardego dysku i pamięci RAM komputera Rafała są inne niż sprzętu należącego do Piotra. Ekspert wykluczył, że te elementy zostały wymienione, bo nie zerwano fabrycznej pieczęci. Stwierdził jednak, że to dystrybutor lub sprzedawca mogli wpisać złe numery do karty gwarancyjnej i badany przez niego laptop mógł należeć do Piotra.
Na tej podstawie prokuratura w Sosnowcu oskarżyła Rafała o paserstwo. W 2006 r. sąd oczyścił go z zarzutów i nakazał prokuraturze zwrócić Rafałowi laptop. Okazało się jednak, że jeszcze w 2003 r. śledczy oddali komputer... Piotrowi.
- Wtedy wszystko wskazywało na to, że to naprawdę jest jego komputer. Nasza decyzja nie przesądza jednak o prawie własności tego sprzętu - mówi prokurator Elżbieta Cichy, szefowa sosnowieckiej prokuratury. W 2007 r. Rafał wytoczył prokuraturze proces cywilny. Domagał się 3 tys. zł odszkodowania za utraconego laptopa. Sąd oddalił jednak jego powództwo. Stwierdził, że prokuratura naruszyła prawo, wydając Piotrowi laptopa, ale nie jest to szkoda nieodwracalna. Sąd zasugerował, aby w tej sytuacji Rafał na drodze sądowej domagał się zwrotu komputera od Piotra.
- Jak mam to zrobić, skoro dwa lata temu ten człowiek wyjechał za chlebem za granicę? Nawet jak go namierzę, to co mi po sześcioletnim zużytym laptopie? - pyta zirytowany Rafał.
Zdaniem doktora Piotra Kładocznego z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka to klasyczna sytuacja, kiedy państwowa instytucja popełnia błąd, a konsekwencje jego naprawy spycha na obywatela. Sugeruje, żeby Rafał pozwał prokuraturę o niesłuszne oskarżenie. - Wygraną ma w kieszeni, bo przez parę lat żył przecież pod presją, musiał jeździć na rozprawy. A wszystko, jak się okazało, niesłusznie - radzi Kładoczny.
Imię bohatera zostało na jego prośbę zmienione
Polecamy: Student do złodzieja: miej honor, oddaj laptop