Zabójstwo Polki: Kinga Legg i Ian Griffin często się kłócili

Brytyjscy znajomi zamordowanej bestialsko w Paryżu Polki są wstrząśnięci tym, co spotkało Kingę Legg. Znajomi pary opowiadają, że kobieta była wybuchowa i między nią a Ianem Griffinem często dochodziło do sprzeczek. Specjalna korespondencja Gazeta.pl z Wielkiej Brytanii.
36-letnia Kinga Legg i jej o trzy lata starszy partner Ian Griffin mieszkali razem w niewielkiej elitarnej miejscowości w hrabstwie Surrey. W Oxshott ma również swoją siedzibę zajmujący się eksportem pomidorów polski Vegex. To właśnie tam pracowała Kinga.

Para mieszkała na prywatnym osiedlu, do którego wiedzie nienagannie utrzymana droga dostępna tylko dla mieszkańców. Osada jednorodzinnych domów usytuowana jest w najbardziej malowniczej części Oxshott. Wynajmowana przez Legg i Griffina posiadłość warta jest co najmniej 5 milionów funtów. Zbudowana z czerwonej cegły willa stoi teraz pusta. Na podjeździe widać szary samochód, prawdopodobnie należący do Kingi.

- Wczoraj i przedwczoraj pod bramą stało kilka policyjnych wozów. Funkcjonariusze kręcili się gorączkowo wokół domu. Było przeszukanie - relacjonuje młody chłopak, który remontuje jeden z pobliskich domów. Mieszkańcy spokojnego Oxshott są wstrząśnięci tym, co spotkało "tę śliczną, młodą dziewczynę".

Nigdy nie wiesz, kim są Twoi sąsiedzi

Większość dowiedziała się o morderstwie z prasy. Z rozmów z sąsiadami Kingi i Iana wynika, że para "trzymała się raczej na uboczu" i "ceniła sobie prywatność".

- Wydawali się być zakochani i zachowywali się jak przeciętni młodzi ludzie. Nie słyszałam kłótni ani krzyków dobiegających z ich domu - mówi mieszkająca w domu obok Angela, zadbana kobieta około pięćdziesiątki. - Nigdy nie wiesz, kim są Twoi sąsiedzi - dodaje po chwili.

Bardziej wyrobione zdanie na temat Legg i Griffina mają bywalcy lokalnego pubu "The Victoria". Okazuje się, że tam para była dobrze znana, ponieważ często przychodzili razem na drinka. - Wiele razy byłam świadkiem spięć. Nawet, jeśli to on, to musiała go sprowokować. To prawda, że często się kłócili, ale zazwyczaj Kinga pierwsza wszczynała sprzeczki - opowiada portalowi Gazeta.pl Lucy, która podaje się za "dobrą znajomą pary".

"Nie wiedzieliśmy, że jest poszukiwany"

W przystani w Shepperton, w której już po śmierci Polki, pojawił się uciekający przed policją Griffin, nikt nie spodziewał się, że mężczyzna jest podejrzewany o morderstwo - Tego dnia przyjechał sam taksówką. Zazwyczaj widzieliśmy ich razem w jego porsche. Wbrew temu, jak podała brytyjska prasa, nie wyglądał na specjalnie zdenerwowanego. Był pobudzony, ale nie był wstrząśnięty. Nie miał żadnych ran czy zadrapań - opowiada portalowi Gazeta.pl menedżer przystani, Steven Gray.

- Oczywiście nie wiedzieliśmy, że jest poszukiwany. Pytał o swoją motorówkę, która stoi u nas zaledwie od kilku tygodni. Mimo tego, że jej naprawa jeszcze się nie zakończyła, jest sprawna na tyle, że gdyby chciał, to mógł ją zabrać - wyjaśnia. - Po chwili jednak zmienił zdanie i zaczął wypytywać o większe jachty wystawione na sprzedaż. Interesował się też zestawem nawigacji satelitarnej. Na pewno wiedział, że swoją motorówką daleko nie dopłynie - sugeruje.

Kupno łodzi to skomplikowany proces. Kiedy Griffin usłyszał, że transakcja potrwa przynajmniej kilka dni wyszedł z biura i oddalił się w nieznanym kierunku. Kilka dni później, dzięki telefonowi od anonimowego mieszkańca wpadł w ręce policji w lesie, w pobliżu miasta Macclesfield w hrabstwie Cheshire. Choć jeszcze nie postawiono mu oficjalnych zarzutów, z ustaleń policji wynika, że to właśnie 39-latek jest domniemanym sprawcą bestialskiego morderstwa.



ITN