Policjant walczy przed sądem o swe dobre imię

Małgorzata Czajkowska
13.02.2009 , aktualizacja: 13.02.2009 21:56
A A A Drukuj
Nie godzi się z karą za wykroczenia drogowe. - Ja tylko wykonywałem swoją pracę. Jak inaczej mam ścigać piratów drogowych? - tłumaczył Tomasz L.
Policjant czekał w piątek na rozpoczęcie sądowego posiedzenia w wydziale odwoławczym Sądu Okręgowego w Bydgoszczy otoczony wianuszkiem dziennikarzy. Chętnie udzielał wywiadów. Błyskały flesze.

Przed dwoma miesiącami sąd pierwszej instancji uznał funkcjonariusza za winnego licznych wykroczeń drogowych. W ten sposób podzielił zdanie inowrocławskiej prokuratury, która postawiła mu siedem zarzutów. Odpowiadał za zbyt szybką jazdę (setką po mieście, a poza Bydgoszczą nawet do 180 km na godz.), przekroczenie ciągłej linii, jazdę po chodniku i pasie wyznaczonym dla busów. Tomasz L. tłumaczył, że gonił piratów drogowych, sąd jednak ich nie dostrzegł na filmie zarejestrowanym przez wideorejestrator. Policjant musi zapłacić 800 zł grzywny.

Pikanterii sprawie dodaje fakt, że to sami policjanci zaprowadzili kolegę pod sąd. Przełożeni Tomasza L. przeprowadzili w jego nieoznakowanej skodzie octavii kontrolę, a konkretnie szczegółowo obejrzeli film z rejestratora. Dogłębna analiza ujawniła, że mundurowy, który miał ścigać piratów drogowych, sam był na bakier z prawem, siedząc za kółkiem.

Grzegorz Wołek, obrońca policjanta, prosił wczoraj sąd o uniewinnienie swego klienta. - Obrona nie kwestionuje faktu, że Tomasz L. takich czynów się dopuścił, ale to jest przecież specyfika jego służby - zwracał się do sądu. - Jak inaczej można łapać piratów drogowych i sprawców niebezpiecznych wykroczeń? Mój klient po prostu dbał o bezpieczeństwo publiczne. Przekroczenie prędkości w każdym przypadku było uzasadnione - usprawiedliwiał adwokat. Jego zdaniem sąd rejonowy wszystkie wątpliwości w tej sprawie rozpatrzył na niekorzyść obwinionego, a powinno być odwrotnie.

Oskarżyciel publiczny aspirant Piotr Siwicki poprosił o utrzymanie w mocy decyzji sądu pierwszej instancji.

Sędzia Włodzimierz Wojtasiński po wysłuchaniu obu stron wyznaczył termin posiedzenia na 20 lutego. - Mając na uwadze charakter sprawy, sąd przed wydaniem orzeczenia musi dokładnie obejrzeć zapis z rejestratora. To jest decydujący dowód w sprawie, więc to chyba zrozumiałe - powiedział sędzia.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów