Centrum Krakowa dla odważnych

18.09.2008 23:00
Wbrew czarnej legendzie to nie Nowa Huta jest najbardziej niebezpiecznym miejscem w Krakowie. Palmę pierwszeństwa przejęło odwiedzane masowo przez turystów... Stare Miasto.
Gdyby w pełni ufać policyjnym statystykom, można dojść do wniosku, że Kraków staje się bezpieczniejszy. Z danych wynika bowiem, że z każdym rokiem maleje liczba włamań, rozbojów i kradzieży. Gdy jeszcze dwa lata temu w rejonie Starego Miasta odnotowano prawie 1700 włamań do mieszkań, to w zeszłym roku takich zgłoszeń było ledwie trochę ponad 500.

Jeszcze w latach 90. miasto nękali złodzieje samochodów. Codziennością były haracze za zwrot skradzionego pojazdu - do tego stopnia, że w krakowskiej policji powołano specjalną sekcję do walki z przestępczością samochodową. W Podgórzu, choćby w okolicy ul. Kalwaryjskiej, strach było zostawić samochód choćby na chwilę. Teraz notuje jest tam o połowę mniej kradzieży. Podobnie jest w innych dzielnicach. - Oczywiście najprościej jest powiedzieć, że to zasługa policji, choć w dużym stopniu to rzeczywiście tak jest. Ale na zmniejszającą się liczbę kradzieży samochodów wpływ ma też import używanych aut z Zachodu. Teraz, jeżeli ginie samochód, to tylko luksusowy lub taki, który można rozłożyć na części - przyznaje rzecznik małopolskiej policji Dariusz Nowak.

Spadkowy trend dotyczy też innych przestępstw. W Bieżanowie i Prokocimiu, uważanym za twierdze pseudokibiców, w ciągu roku o połowę spadła liczba rozbojów. Jedynymi miejscami, gdzie było ich więcej, są Śródmieście i, o dziwo, Krowodrza.

Statystyki policyjne przynoszą też inną niespodziankę. Wynika z nich bowiem, że w uchodzącej dotąd za spokojną Krowodrzy popełniono więcej przestępstw niż w niecieszącym się zbyt dobrą opinią Bieżanowie! Na terenie Krowodrzy było bowiem nie tylko dwa razy więcej włamań, ale też więcej rozbojów i bójek z pobiciem.

Prawdziwą oazą spokoju wydają się być za to Grzegórzki. To tam statystycznie najrzadziej krakowianie padają ofiarą przestępców. Włamań, rozbojów czy kradzieży jest tam dwa, trzy razy mniej niż w innych dzielnicach Krakowa.

Huta nie tak straszna, jak ją malują

Gdy w połowie lat 80. Lech Janerka z kultowego zespołu Klaus Mitffoch śpiewał słynny hymn "Strzeż się tych miejsc", krakowianom nieodmiennie kojarzył się on z Nową Hutą. Do dziś zresztą od policjantów z dłuższym stażem można usłyszeć barwne opowieści o ich zmaganiach z nowohuckim półświatkiem.

- Przed laty w Hucie był bar Meksyk. Jak wchodził tam patrol, to jedynym sposobem na uspokojenie towarzystwa była seria z pepeszy w sufit - wspomina funkcjonariusz pracujący kiedyś w nowohuckiej dochodzeniówce.

Nic dziwnego, że jeszcze w 2001 roku uczeni z Uniwersytetu Łódzkiego i Łódzkiego Towarzystwa Naukowego, badając wyobrażenia mieszkańców o poziomie przestępczości w ich miastach, od krakowian usłyszeli, że najniebezpieczniejszą dzielnicą jest właśnie Nowa Huta. "To ponure i niebezpieczne miejsce, zwłaszcza po zmroku" - jeszcze niedawno pisał anonimowy internauta na jednym z forów poświęconych historii robotniczej dzielnicy Krakowa.

Kłam tym ocenom zadają jednak od paru lat policyjne statystyki. Z roku na rok spada tu bowiem liczba przestępstw. Gdy w 2006 roku było tu 11 zabójstw, to w zeszłym już tylko jedno. Mniej, i to znacznie, jest też włamań do mieszkań i kradzieży samochodów. W ciągu roku liczba tych pierwszych zmniejszyła się o ponad 25 proc. O jedną trzecią mniej zginęło też aut. "Jeśli ktoś uważa, że Nowa Huta jest brzydka i niebezpieczna, to znaczy, że nie zna tej dzielnicy albo w ogóle tu nie był, a na pewno niewiele wie. Taki głupi stereotyp jest rozszerzany przez pogłoski i głupotę ludzką. Trzeba z tym skończyć wreszcie!" - napisał na forum poświęconym Nowej Hucie internauta o nicku "enhael".

Stereotyp

Zdaniem autora cytowanej już pracy łódzkich naukowców tak złe notowania Nowej Huty wśród krakowian można wytłumaczyć kilkoma czynnikami. "Po pierwsze przestrzenna izolacja tej dzielnicy i jej niegdysiejszy 'proletariacki' charakter sprawiają, że łatwo przypisać tej dzielnicy negatywne cechy, eliminując je mentalnie z własnego otoczenia (skoro jest przestępczość, a nie jest ona na co dzień widoczna, to pewnie jest ona w Nowej Hucie; zresztą na pytanie, gdzie mieszkają przestępcy, najczęściej wskazywano Nową Hutę). Poza tym opinie o Nowej Hucie - stereotyp wysokiej przestępczości w tej dzielnicy - mają swoje źródło w stanie faktycznym, ale z lat 60. i 70., gdy była to dzielnica znacznie młodsza demograficznie niż obecnie i o bardzo słabych więzach społecznych" - wyjaśnia Robert Guzik, autor badań.

Maciej Twaróg, były radny miejski i miłośnik Nowej Huty, potwierdza: - W Hucie mieszkam od urodzenia i mogę powiedzieć, że ta dzielnica się zmienia. Stara część Huty to dziś spokojne miejsce, niemające już wiele wspólnego z czarną legendą. Huta się starzeje, trochę osób też wyjechało do pracy za granicą, część tych, którzy wcześniej chuliganili, dojrzała, pozakładała rodziny.

- Huta ma jeszcze tę przewagę, że złodzieje z innych dzielnic bądź podkrakowskich miejscowości nie przyjadą tutaj na "występy", bo nie potrafią się w niej odnaleźć. Dla nich wszystko jest tu takie samo. Wiadomo więc, że jak coś się dzieje, to sprawcami są miejscowi. Wystarczy, że policja ma dobrze rozpracowane lokalne środowisko - wyjaśnia krakowski funkcjonariusz.

Policja przestrzega jednak, że idylli jeszcze nie ma. - Jak wraca się późnym wieczorem i na dodatek nieco "zawianym" krokiem przez nowohuckie osiedla, to wciąż można się nadziać na kogoś, kto nas obrabuje - mówi jeden z policjantów. Mniej bezpiecznie jest zwłaszcza na młodszych osiedlach, gdzie dodatkowo dochodzą problemy z pseudokibicami. Dochodzeniowcy przyznają również, że nowohuccy złodzieje coraz częściej wyprawiają się na łowy do centrum Krakowa. - Tutaj do szkół uczęszcza sporo młodzieży z bogatych domów. Mają drogie komórki, odtwarzacze MP3. I to na nich polują - tłumaczy krakowski policjant. Huta boryka się też z rosnącą przestępczością narkotykową.

Centrum Krakowa bryluje w statystykach

Gdzie jest więc najniebezpieczniej? Statystyki mówią: w Śródmieściu. Tylko w zeszłym roku w rejonie samego Starego Miasta popełniono ponad 2000 przestępstw. Połowa z nich to wciąż włamania. O 10 proc. w porównaniu do 2006 roku wzrosła też liczba rozbojów. To akurat mniej dziwi, bo to właśnie w Śródmieściu koncentruje się nocne życie Krakowa. W weekendy puby i dyskoteki położone przy Rynku Głównym i na Kazimierzu przeżywają oblężenie. Do centrum na całonocną zabawę ściągają mieszkańcy krakowskich osiedli i zagraniczni turyści. - A za nimi schodzą się kieszonkowcy, dilerzy narkotyków i zwykli chuligani szukający adrenaliny - wymienia Jarek, barman z kazimierskiego klubu.

- Chyba każdemu z moich znajomych, a mam ich wielu, zdarzyła się w centrum jakaś przygoda - mówi z kolei Paweł, student pochodzący z Rzeszowa, który soboty spędza przeważnie w którejś ze śródmiejskich dyskotek. I wymienia: kradzieże komórek, pobicia czy kontakt z narkotykami. W ostatni weekend o tym, jak niebezpiecznie jest w sobotni wieczór na Rynku Głównym, przekonał się sam reporter "Gazety". Wraz z czwórką znajomych wychodził z ul. Sławkowskiej na płytę Rynku Głównego, gdy nagle za plecami usłyszał: "Dawaj, łysy, tu nie ma monitoringu!" i... zobaczył upadającego kolegę. Okazało się, że znajomy został bez powodu zdzielony w twarz przez napakowanego jegomościa stojącego tuż za nim. Kilka metrów dalej rechotało trzech kumpli napastnika, dookoła tłumy rozwrzeszczanych ludzi, większość już nietrzeźwa. Po chwili podobny los spotkał naszego dziennikarza. Z bolącą szczęką podnosił się z bruku. Bandyci spokojnie odeszli, choć do komisariatu policji było nie więcej niż 100 metrów, a Rynek Główny monitoruje system kamer.

Doświetlić ulice...

- Problemem Krakowa jest sposób patrzenia na bezpieczeństwo przez władze. Miasto zgadza się na coraz to nowe dyskoteki i ogródki z piwem, nie zapewniając przy tym dodatkowej ochrony - uważa proszący o anonimowość właściciel prestiżowej kawiarni w centrum. - Wszyscy narzekają, że nie ma służb porządkowych tam, gdzie są potrzebne, ale nikt nie zastanawia się nad istotą problemu. Przecież nie chodzi o to, żeby złapać przestępcę bijącego ludzi, ale żeby takim sytuacjom zapobiegać. Wystarczy poprawić oświetlenie niektórych ulic, zamontować monitoring z prawdziwego zdarzenia, zwiększyć liczbę patroli, a gwarantuję, że do takich zdarzeń nie będzie dochodziło. Tymczasem urzędnicy hurtowo wydają zgody na powstanie nowych dyskotek, pubów i hosteli, nie zwiększając przy tym środków bezpieczeństwa - kwituje.

Wtóruje mu przewodniczący rady Dzielnicy I Bogusław Krzeczkowski. - Rozwój sfery rozrywkowej w centrum miasta nie idzie w parze z poprawą bezpieczeństwa tych rejonów - tłumaczy. - Niedopuszczalne jest to, że ktoś idzie sobie spokojnie ul. Floriańską ze szklanką piwa w ręku lub oddaje mocz między samochodami na ul. Brackiej. A do takich sytuacji dochodzi nagminnie - oburza się. Jak temu przeciwdziałać? - W tym momencie nie jesteśmy w stanie zwiększyć liczby mundurowych patrolujących okolicę, ale można przecież zainstalować monitoring z prawdziwego zdarzenia i doświetlić ulice - wylicza Krzeczkowski.

Z policyjnych statystyk wynika, że tylko w ciągu roku w rejonie Starego Miasta liczba rozbojów wzrosła o 10 proc. i aż o 50 proc. przestępstw, których tłem były narkotyki. Ale problemy Śródmieścia to nie tylko wieczorne rozróby podchmielonych klientów nocnych lokali. Dzielnica boryka się też z plagą kieszonkowców i drobnych złodziei okradających w dzień turystów czy młodocianych przestępców ograbiających swoich rówieśników z telefonów komórkowych. - Prawda jest taka, że to w centrum robi się zakupy, tu przyjeżdża więcej osób z zasobnymi portfelami, co przyciąga złodziei z Krakowa, ale też i okolic miasta - mówi Nowak.

... i uważnie je obserwować

Władze dzielnicy liczą, że w walce z patologiami pomoże rozbudowa sieci monitoringu w Śródmieściu, która dzisiaj liczy raptem kilkanaście kamer. - Nie jest ich zbyt wiele - przyznaje Krzeczkowski i zapewnia, że do końca roku będzie ich dużo więcej. - Dokładnej liczby podać nie mogę, bo tym zajmą się eksperci, ale w planach jest duża sieć monitoringu rozplanowana w taki sposób, żeby żaden newralgiczny punkt w centrum nie uszedł naszej uwadze.

Policjanci twierdzą z kolei, że w porównaniu do lat 90. udało się w dużym stopniu oczyścić Planty z narkomanów okupujących parkowe ławki. - Bez przerwy mieliśmy skargi od ludzi na walające się po alejkach strzykawki i "kompociarzy" śpiących na ławkach. Dziś tego problemu praktycznie nie ma - zaznacza rzecznik małopolskiej policji. Przyznaje jednak, że po części to także efekt zmieniającej się sytuacji na rynku narkotyków: polski "kompot" wyparły skutecznie coraz dostępniejsze narkotyki syntetyczne oraz kokaina i heroina, rozprowadzane w dyskotekach i pod szkołami.

Na szczęście rzadziej można oglądać podpitych Brytyjczyków obnażających się na Rynku Głównym. Incydentów jest coraz mniej, bo Kraków dla wyspiarzy przestał być tani. - Z pewnością wpływ na to ma przede wszystkim drożejący Kraków, ale także działania strażników, którzy nie pobłażali Anglikom i za każdy nieobyczajny wybryk nakładali wysokie mandaty - przekonuje Janusz Wiaterek, komendant straży miejskiej.

Emigracja zarobkowa półświatka

Zarówno sami policjanci, jak i eksperci zajmujący się przestępczością przyznają, że nie bez wpływu na poprawę bezpieczeństwa w mieście pozostały masowe wyjazdy Polaków do pracy za granicą po wejściu naszego kraju do UE. - Wyjechali zarówno drobni chuligani, jak i też poważniejsi przestępcy, którzy na Zachodzie czerpią znacznie większe dochody, ściągając choćby haracze z pracujących tam Polaków - mówi Nowak.

Niebagatelny wpływ na sytuację w mieście ma fakt, że Kraków nigdy nie był zagrożony zorganizowaną przestępczością tak jak choćby Warszawa. Choć media w latach 90. mocno nagłaśniały historie o rywalizacji gangów "Pyzy" i "Marchewy", trudno było je porównywać z gangsterskimi wojnami w stolicy czy na Pomorzu. Oba gangi zostały zresztą skutecznie rozbite przez policję, podobnie jak pomniejsze grupy próbujące wypełnić po nich lukę w przestępczym półświatku. Powszechnie zresztą się mówiło o cichym pakcie między największymi gangsterskimi klanami, zgodnie z którym Kraków miał być miejscem odpoczynku i rozrywki dla przestępców wyłączonym z dzielenia stref wpływów. Co prawda od czasu do czasu Krakowem wstrząsają informacje o seryjnych napadach na banki czy sklepy jubilerskie, ale to raczej wyskoki pojedynczych rabusiów niż zorganizowanych grup.

Dużo poważniejszym problemem są wojny pseudokibiców. Policjanci uspokajają jednak, że po ostatnim zabójstwie kibica Wisły przed kilkunastoma miesiącami nie było poważniejszej rozróby z udziałem kiboli. - W dużym stopniu tłem porachunków pseudokibiców był walka o wpływy na rynku handlu narkotykami i ten podział w jakimś stopniu się dokonał. Poza tym część z nich wyjechała do pracy w Anglii, Irlandii. Wracają na mecze do Polski, ale są spokojniejsi, bo wiedzą, że mają już coś do stracenia - mówi rzecznik małopolskiej policji. Zarazem przyznaje, że pseudokibice to "wulkan, który nie wiadomo kiedy wybuchnie". Staje się to tym bardziej prawdopodobne, że wobec słabego funta część może wrócić na stałe do kraju. Z największych krakowskich osiedli wciąż zresztą dochodzą informacje o pojawiających się co jakiś czas "ustawkach" zwaśnionych grup kibicowskich, o których policja nawet nie wie. O tym, z jaką powagą traktowany jest ten problem, świadczy powołanie w krakowskiej policji sekcji do walki z bandytyzmem stadionowym.

Na obliczu miasta są też jeszcze inne skazy: to rosnąca wszędzie przestępczość związana z handlem narkotykami oraz bójki i pobicia, których liczba w ostatnich dwóch latach nie zmniejszyła się.

Czy Kraków jest bezpiecznym miastem?Napisz! Więcej informacji: Kronika Kryminalna



Skomentuj:
Centrum Krakowa dla odważnych
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje