10 lat temu zamordowali Bartka. Nie ma ciała, ani wyroku

Rodzina 19-letniego Bartka z Suchedniowa od 10 lat nie może zamknąć sprawy jego śmierci. Nie może go pochować, bo nie znaleziono ciała i szanse na to są znikome. Trzeci raz będzie też przeżywała proces jego zabójców, których dotychczas nie udało się prawomocnie skazać.
Sąd Apelacyjny w Krakowie drugi raz uwzględnił apelacje obrońców Marcina Piętka i Norberta Rembaka. Obaj, już dwa razy zostali skazani za zabójstwo Bartka. Ale wyroki, na morderców maturzysty z Suchedniowa, uchylono. Sąd Okręgowy w Kielcach przygotowuje się do trzeciego procesu. Jest już wyznaczony sędzia, niedługo będzie termin pierwszej rozprawy. Obaj oskarżeni nie przyznają się do winy i, co w tej sytuacji oczywiste, nie chcą zdradzić gdzie ukryli ciało. Bo przecież nie mają z tym nic wspólnego.

Właśnie brak ciała i wyników sekcji zwłok, najbardziej utrudnia wydanie ostatecznego wyroku.

Zabójstwo bez powodu

24 maja 2002 roku Bartek zdawał pisemną maturę. Potem wziął samochód ojca i z kolegą pojechał do Szydłowca. Wzięli stamtąd dwie dziewczyny i wybrali się do Radomia. Odwieźli znajome, potem kręcili się samochodem po Skarżysku-Kamiennej. Tam spotkali czterech młodych mężczyzn.

Nic nie wskazywało na to, co się wydarzy. Rozmawiali z nimi. W pewnym momencie, jeden z nich, Łukasz S., usiadł na samochodzie Bartka. Maturzysta zwrócił mu uwagę. To rozsierdziło S.

Odjechali, ale Bartek potem wrócił do Skarżyska. Jeden z grupy niedawnych rozmówców zablokował mu drogę. Wyciągnęli go z samochodu, wepchnęli na tył. Zabrali portfel, zegarek, komórkę i kluczyki. Myśleli o porwaniu i żądaniu okupu, ale doszli do wniosku, że muszą go zabić, żeby ich nie wsypał.

Zamordowali go gdzieś między Radomiem a Warszawą. Użyli bagnetu i kamienia. Dźgali i uderzali w głowę. Ciało ukryli gdzieś w rowie.

Zaginiony przez trzy lata

Przez trzy lata zbrodnia pozostawała nie wykryta. Bartek był uważany za zaginionego. Jego rodzice najpierw sądzili, że rozbił samochód i boi się wrócić. Potem, że miał wypadek, stracił pamięć i gdzieś się błąka.

Prawda wyszła na jaw dopiero po ponad trzech latach, dzięki świadkom, którzy zgłosili się po programie 997 i operatorowi sieci komórkowej, w której Bartek miał telefon.

W czerwcu 2005 roku zatrzymano trzech sprawców. Łukasz S., ten, który siedział na samochodzie Bartka, już nie żył. Jeszcze w 2003 roku zaczadział we własnym domu.

Zabójcy mieszkają w Skarżysku. Nie pracują, nie uczą się. Jeden z nich siedzi za napad z nożem na dyskotece - informowała wtedy policja. Nie spodziewali się zatrzymania. Myśleli, że sprawa już przyschła.

Dwaj z nich idą w zaparte. Marcin Piętek i Norbert Rembak nie przyznają się do zabójstwa, utrzymują, że nie mają z tym nic wspólnego. Trzeci, Krzysztof M. mięknie w śledztwie i opowiada o szczegółach zbrodni.

Bez miejsca zbrodni, bez ciała

Dzięki zeznaniom Krzysztofa M. znamy przebieg wypadków. Wiemy jak zamordowali Bartka. M przyznał, że sam, ale pod presją, dźgnął go bagnetem i uderzył kamieniem. Według jego zeznań chłopak już wtedy nie żył. Prowodyrem miał być nieżyjący Łukasz S.

Po zabójstwie cała czwórka pojechała do Ostródy, a potem do Gdańska i Sopotu. Gdy skończyły im się pieniądze sprzedali samochód - to też wiadomo z zeznań M.

Po kilku tygodniach Łukasz S. z Marcinem Piętkiem przenieśli zwłoki w inne miejsce. Obawiali się, że Krzysztof M. może ich zdradzić.

Ciągle nie wiadomo, nie tylko gdzie jest ciało, ale nawet gdzie doszło do zabójstwa. M. nie pamiętał miejsca zbrodni. Zgodził się nawet na wprowadzenie w hipnozę, co miało pomóc w wyszukaniu faktów z zakamarków jego pamięci.

Hipnoza

Sesja hipnotyczna odbyła się w Krakowie. Na sali sądowej odtworzono nagranie wideo.

Biegły do wprowadzonego w hipnozę Krzysztofa M.: - Noc, samochód, jedziesz po stronie pasażera. Masz fotograficznie zapamiętać otoczenie. Podchodzisz do ofiary, słyszysz, co do ciebie mówi. Chowacie zwłoki. Staraj się zapamiętać okolicę. Wsiadacie do samochodu. Jedziesz, przypominasz sobie wszystko, jak wtedy było. Po przebudzeniu będziesz mógł opowiadać, co zobaczyłeś. Czy teraz chcesz już coś powiedzieć? - pyta biegły. - Ręka mu wystaje - odpowiada M. dziwnym głosem.

Po wybudzeniu mówi, że nie zapamiętał miejsca zbrodni, bo po drodze spał. Dalej opowiada: - Przypominam sobie dwa budynki po prawej stronie drogi asfaltowej. Jeden miał białe ściany bez okien, przypominał mur. Drugi był oddalony od drogi, z cegły, coś jakby obora - opowiada.

Przypomina sobie też zieloną tablicę, z nazwą miejscowości, zaczynającą się na C, albo S. Niestety nie udaje się odtworzyć, co to za miejscowość.

Po pokazie nagrania w sądzie, Norbert Rembak oświadcza, że Krzysztof M. kłamie.

Dożywocie i 25 lat

Pierwszy wyrok zapada 20 lipca 2007 roku. Marcina Piętka sąd skazuje na dożywocie, z możliwością ewentualnego, przedterminowego zwolnienia po 40 latach. - Chodzi o jak najdłuższe odizolowanie go od społeczeństwa - tłumaczył sędzia. Jest nadzieja, że jak wyjdzie na wolność w wieku 64 lat, nie będzie już zagrażał nikomu.

Jako okoliczność obciążającą sąd uznał, że Piętka z "nieludzkim uporem" nie zdradził miejsca ukrycia zwłok. Przez to rodzina nie może ich pochować.

Norbert Rembak dostał tylko 25 lat. Na więcej nie można go było skazać, bo w chwili popełnienia morderstwa nie miał ukończonych 18 lat. Sąd określił, że może wyjść na wolność najwcześniej po 20 latach.

Sąd zdecydował też, że można upublicznić nazwiska obu skazanych,

Krzysztofowi M. sąd nadzwyczajnie złagodził karę. To nagroda za współpracę z organami ścigania. Sąd uwierzył jego wyjaśnieniom. Gdyby pomawiał oskarżonych, nie zgodziłby się na hipnozę. Był ostrzegany, że podczas sesji mogą wyjść na jaw fakty, które bardziej go obciążą - wyjaśniał sędzia. M. został skazany na pięć lat więzienia.

Od wyroku odwołali się obrońcy Rembaka i Piętka. Sąd Apelacyjny w Krakowie uchylił wyrok i zwrócił sprawę do ponownego rozpoznania. Uzasadnienie liczyło 50 stron. W powtórnym procesie, kielecki sąd miał rozstrzygnąć, czy oskarżeni nie powinni odpowiadać za tzw. zabójstwo nieudolne. Czyli, czy nie zadawali ciosów Bartkowi, gdy ten już nie żył.

Powtórny proces

Drugi proces rozpoczął się w maju 2009 roku. Znowu były odczytywane obszerne wyjaśnienia Krzysztofa M. Rodzice Bratka słuchali, jak ich syn dostawał kolejne ciosy bagnetem i kamieniem.

M., kolejny raz przyznał się do winy. Siedział ze spuszczoną głową. Za to Rembak i Piętka byli w dobrych humorach. Obaj znowu nie przyznali się i odmówili składania wyjaśnień.

Podczas powtórnego procesu pojawił się nowy świadek. Członek, zatrzymanej w międzyczasie, kilkunastoosobowej grupy przestępczej. Zeznawał za zamkniętymi drzwiami. Jak się potem okazało, poszedł na współpracę z policją. Dlatego, między innymi, prokurator uznał jego zeznania za wiarygodne. Nie ryzykowałby swojej wiarygodności - wyjaśniał oskarżyciel. Wyjaśnienia świadka uznał za spójne z tym, co mówił M.

Prokurator zażądał takich samych wyroków, jakie zapadły w pierwszym procesie.

Obrońcy Rembaka i Piętka żądali uniewinnienia. Obrońca Krzysztofa M. chciał takiego samego wyroku, jak w pierwszym procesie. Jego klient ten wyrok już zresztą odsiedział.

Sąd wydał takie samo orzeczenie, jak za pierwszym razem. Sędzia nie miała wątpliwości, obaj główni oskarżeni dokonali zabójstwa. Są skrajnie zdeprawowani, należą do subkultury więziennej. W areszcie wielokrotnie byli karani za wykroczenia przeciwko regulaminowi. Piętek, gdy był jeszcze na wolności, chwalił się, że załatwił Bartka.

Trzeci proces dla zasady

Trzeci już proces zabójców Bartka odbędzie się trochę dla zasady, ale jego finał wcale nie jest pewny. Teoretycznie Piętek i Rembak mogą zostać uniewinnieni.

Sąd Okręgowy w Kielcach złamał jedną zasadę. Nie można podczas powtórnego procesu, pogarszać sytuacji oskarżonego, jeśli nie było apelacji prokuratury. Czyli nie można używać, nawet w uzasadnieniu wyroku, żadnych argumentów przeciwko oskarżonemu, które nie były znane w pierwszym procesie.

Wynika to z orzecznictwa Sądu Najwyższego. A argumentów takich, w uzasadnieniu wyroku, użył sąd w Kielcach. Powołał się na świadka, który pojawił się dopiero w powtórnym procesie.

Prokuratura nie składała apelacji, bo uzyskała w pierwszym procesie co chciała, czyli najwyższe, praktycznie, możliwe wyroki.

Teraz wcale nie jest pewne, czy z materiałem dowodowym z pierwszego procesu, uda się skutecznie i prawomocnie skazać zabójców.

Więcej o: