18+
Uwaga!

Ta strona zawiera treści przeznaczone wyłącznie dla osób dorosłych

Mam co najmniej 18 lat. Chcę wejść
Nie mam jeszcze 18 lat. Wychodzę

Mordował prostytutki i mieszkał z ich zwłokami - historia seryjnego mordercy, Bogdana Arnolda

Spokojny, bezkonfliktowy, skromny - za takiego uważali sąsiedzi i znajomi Bogdana Arnolda. Dlatego też, nawet kiedy z jego mieszkania zaczął wydobywać się fetor rozkładających się zwłok, a u sąsiadów pojawiły się roje robactwa, długo przymykano na to oczy. Tymczasem niepozorny elektryk od miesięcy skrywał makabryczną tajemnicę...
Ósmego czerwca 1967 roku do Komendy Dzielnicowej MO Katowice-Bogucice zgłosił się mieszkaniec jednej z tamtejszych kamienic. Twierdził, że zza drzwi mieszkania nr dziewięć na poddaszu wydobywa się trudny do wytrzymania fetor. Szyby w lokalu oklejone były papierem, a okna po zewnętrznej stronie obsiadł rój much. U sąsiadów zaś, od jakiegoś czasu pojawia się coraz więcej robactwa. Mężczyzna poprosił o sprawdzenie, czy przypadkiem coś nie stało się z lokatorem.

Na miejsce udał się patrol milicji. Drzwi wskazanego mieszkania były zamknięte, więc funkcjonariusze poprosili o pomoc straż pożarną. Jeden ze strażaków, spuszczony z dachu na linie, rozbił toporkiem okno. Smród, jak wydobywał się z lokalu, nie pozwalał mu jednak na wejście do środka. Poprosił kolegów o maskę gazową. Dopiero w niej wszedł do mieszkania i otworzył milicji drzwi od środka. Chwilę później funkcjonariusze zobaczyli miejsce, którego pewnie nie zapomną do końca życia.

"Tutaj cały czas ktoś mieszkał"

Fragment sprawozdania milicjantów: "Pod parapetem leżały ludzkie zwłoki w stanie daleko posuniętego rozkładu. W łazience stała duża drewniana skrzynia murarska, obita cynkową blachą (służąca jako wanna - red.). W jej wnętrzu ujawniono kilka ciał. Nie mogliśmy określić płci, ani nawet liczby zwłok. W cuchnącej, rozkładającej się ludzkiej tkance ruszały się tysiące larw, poczwarek, owadów. Spod wanny wystawało owinięte w gazetę podudzie. Weszliśmy do kuchni. Na piecu stał garnek. (...) Na powierzchni gara pływała rozgotowana ludzka głowa. Na stole tykał budzik. Obok niego leżał mokry pędzel do golenia. Nie mieliśmy wątpliwości, że tutaj cały czas ktoś mieszkał." Zdjęcia z miejsca zbrodni [UWAGA, DRASTYCZNE]>>

Milicjanci niemal natychmiast ustalili, kto jest najemcą mieszkania - to Bogdan Arnold. Jeszcze nie wiedzieli, że w tym momencie stał w tłumie gapiów pod kamienicą. Chwilę później uciekł.

Skromny elektryk

Milicja tego samego dnia rozpoczęła intensywne poszukiwania Bogdana Arnolda, przesłuchała jego sąsiadów oraz znajomych. Śledczy dowiedzieli się, że podejrzewany to skryty w sobie, ale spokojny i skromny elektryk. Urodził się w zamożnej rodzinie inteligenckiej, był trzykrotnie żonaty, obecnie jest samotny. Ma dwójkę dzieci i ogólnie dobrą opinię. W przeszłości często zmieniał pracę z powodu nadużywania alkoholu i notorycznego spóźniania się do pracy, lub zaniedbywania obowiązków

Często widywano go w towarzystwie różnych kobiet, prawdopodobnie prostytutek. Milicja ustaliła także, że Arnold w przeszłości był karany za kradzież i niepłacenie alimentów.

Wyznania mordercy

Poszukiwania Arnolda nie trwały długo. Już 14 czerwca trafił w ręce milicji. Przyznał, że ukrywał się przed śledczymi. W międzyczasie chciał też popełnić samobójstwo, ale zerwał mu się sznur. Wyznał, że to on zamordował osoby, których ciała znajdowały się w jego mieszkaniu. Łącznie z jego rąk zginęły cztery kobiety, miał na koncie także jedno usiłowanie zabójstwa. Zeznania, jakie przedstawił śledczym, były nie mniej szokujące, niż widok, jaki zastano na miejscu zbrodni:

Arnold wyznał, że do pierwszego morderstwa doszło 12 października 1966 roku. W barze "Kujawiak" poznał prostytutkę - Marię B. Razem pili alkohol, potem kobieta stwierdziła, że nie ma gdzie spać. Arnold zaprosił ja do siebie. W mieszkaniu próbował ją pocałować, liczył na stosunek. Kobieta jednak żądała 500 złotych. Doszło do kłótni. Arnold stwierdził, że nigdy nie płacił i nie będzie płacił za seks. Kazał prostytutce wyjść. Wtedy kobieta rozdarła swoje ubranie i zagroziła, że oskarży go o napaść.

"Nie chcąc dopuścić do skandalu podszedłem do niej i kopnąłem w okolicę zginania kolan, wskutek czego B. zachwiała się. Ja chwyciłem ją przedramieniem od tyłu za szyję i rękę tę zacząłem zaciskać. Ponieważ B. broniąc się zadrapała mnie w okolicę nadgarstka, pod wpływem bólu chwyciłem leżący na kuchence młotek murarski, którym uderzyłem ją dwa lub trzy razy w głowę i poczułem, że jej ciało wiotczeje. (...) Obawiając się, że ktoś odkryje zwłoki, schowałem je do tapczanu". - zeznał.

Przez kolejne trzy dni Arnold non stop pił. W końcu postanowił pozbyć się ciała. "Początkowo chciałem palić części zwłok, ale nie miałem węgla, a przy drzewie to nie szło. Otworzyłem więc przy pomocy noża kuchennego jamę brzuszną, skąd wyjąłem wszystkie wnętrzności, które krajałem na kawałki i spuszczałem otworem kanalizacyjnym." Resztę zwłok schował do drewnianej skrzyni obitej od wewnątrz blachą i zalał je wodą z chlorem. Głowę ugotował w garnku.

Kolejne zbrodnie

Z zeznań Arnolda wynikało, że kolejne trzy zabójstwa nie były już przypadkowe. Wcześniej znęcał się nad ofiarami, brutalnie je gwałcił, bił. Orgie trwały całymi dniami, a kiedy ofiary nie miały już siły, oprawca podłączał kobiety do wykonanego przez siebie transformatora, aby je "rozbudzić". Po zaspokojeniu potrzeb dusił prostytutki rękoma, lub pończochami. Drugą i trzecią ofiarę poćwiartował, podobnie jak pierwszą. Czwartą - z powodu braku miejsca w skrzyni - pozostawił ułożoną przy oknie.

Po ostatniej zbrodni, Arnold rzadko bywał w mieszkaniu. Smród był nie do wytrzymania, wiec najczęściej pojawiał się tylko to po, żeby przewietrzyć lokal. Sypiał głównie na melinach.

Sadysta z urazem

Szokujące zeznania Arnolda wskazywały na to, że jego zbrodnie miały motyw seksualno-sadystyczny. Okazało się, że już wcześniej przejawiał takie skłonności - potwierdziły to jego byłe partnerki. "Wyzywał mnie od najgorszych. Wiązał ręce i nogi drutem, a do pochwy wkładał butelki po wódce. Dopiero kiedy mnie upokorzył, osiągał satysfakcję seksualną. Bił mnie, katował, a później przytulał i przepraszał. Wtedy osiągał orgazm" - zeznała jedna z byłych żon. Pozostałe kochanki i partnerki wyznały, że Arnold lubił brutalny seks, duszenie i wiązanie. Jedną z kobiet zgwałcił osiem razy w ciągu jednej nocy.

Arnold stwierdził, że motywem jego zbrodni była nienawiść do kobiet. Ten "uraz" miały w nim wytworzyć byłe żony. "Na moje zachowanie miało wpływ szereg okoliczności, począwszy od mojego pierwszego, nieudanego małżeństwa. Potem to wszystko narastało, aż znalazło swoje odzwierciedlenie w październiku 1966, kiedy to dopuściłem się pierwszego morderstwa". To, czy jego "uraz" był prawdziwy czy nie, mieli ocenić psychiatrzy. Bogdan Arnold trafił na obserwację do szpitala na sześć miesięcy.

Nigdy nie wyrażał żalu

Fragment oceny psychiatrycznej i psychologicznej: "W toku aktualnych badań, obserwacji i zebranej dokumentacji dodatkowej nie dostrzeżono objawów mogących świadczyć o istnieniu procesu psychotycznego. Pacjent przeczył omamom, jego wypowiedzi nie nosiły cech urojeniowych, zachowanie w życiu codziennym nie nasuwało podejrzenia, by je dyssymulował. Sugerowana przez niego nienawiść do kobiet, mająca być motywem zarzucanych mu czynów, co mogłoby nasuwać podejrzenie zaburzeń psychicznych, nie znajduje potwierdzenia."

"Był zawsze nieprawdomówny i nieszczery. Nigdy nie wyrażał żalu i nie dostrzegano u niego wyrzutów sumienia za czyny, jakich dokonał. Wszystko wskazuje na psychopatyczne, niedostateczne wykształcenie uczuciowości wyższej. (...) Wiadomo, że od 1952 roku nadużywał alkoholu, zwłaszcza w ostatnim okresie. Nie można wykluczyć możliwości, że alkohol wpłynął w pewnym stopniu na pogłębienie się cech psychopatycznych osobowości." Lekarze orzekli, że Bogdan Arnold był świadomy popełnionych zbrodni i może stanąć przed sądem.

Ostatni papieros

Proces Bogdana Arnolda toczył się przed Sądem Wojewódzkim w Katowicach. Obrona żądała powtórzenia badań psychiatrycznych uważając, że ekshibicjonizm, masochizm oraz sadyzm Arnolda świadczyły o chorobie. Sąd odrzucił ten wniosek. Sam morderca przyznał się do wszystkich zbrodni i dodał ponoć, że żałuje, że nie zdążył zabić swojej ostatniej żony. Cały proces był bardzo krótki - trwał zaledwie sześć dni.

Dziewiątego marca 1968 roku sąd skazał Arnolda na karę śmierci. Wyrok wykonano 16 grudnia 1968 roku. Przed śmiercią morderca miał jedno życzenie - chciał zapalić ostatniego papierosa.

Wypowiedzi Bogdana Arnolda, opinie psychiatryczne i sprawozdania milicji pochodzą z książki Jarosława Stukana - "Polscy seryjni mordercy".

6 kwietnia o godz. 24.00 na kanale Discovery Historia możecie obejrzeć odcinek o Bogdanie Arnoldzie pt. "Władca Much".

Więcej o:
Skomentuj:
Mordował prostytutki i mieszkał z ich zwłokami - historia seryjnego mordercy, Bogdana Arnolda
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX