Podejrzany miałby prawo poznać nazwisko świadka, gdyby znalazło się ono we wniosku o areszt. Z wnioskiem ma prawo się zapoznać zarówno oskarżony, jak i jego adwokat. Ale tam go nie było - donosi
RMF FM. Mimo to sędzia Iwona Konopka ujawniła na posiedzeniu nazwisko świadka.
Jak dowiedziało się Radio Zet, świadkiem jest kobieta. Według stacji
policja zlokalizowała też telefon komórkowy Jacka T. w rejonie podpaleń samochodów na podstawie informacji z nadajników BTS. Podejrzany został także poddany badaniu na wariografie, którego wyniki będą znane za kilka dni. Według informacji Radia Zet najsłabszym dowodem są nagrania z monitoringu, na których postać podpalacza nie jest wyraźna.
O tym, że podejrzany o podpalenia 24-latek zna nazwisko osoby, która go rozpoznała,
pisaliśmy już wczoraj. Ale nie było wiadomo, skąd je zna.
Policja zadbała o to, żeby podejrzany Jacek T. nie poznał personaliów osoby, która go zidentyfikowała. Okazanie odbyło się przez lustro weneckie. Świadek nie ma ochrony, choć może istnieć zagrożenie ze strony przebywającego na wolności podpalacza - informuje RMF FM. Sędzia, ujawniając nazwisko świadka, jednocześnie nie wsadziła za kratki podejrzanego. Zastosowała wobec Jacka T. jedynie dozór
policyjny. 24-latek już wcześniej podpalał auta. Postawiono mu zarzuty podpalenia dziewięciu samochodów w Śródmieściu i Ursusie w kwietniu 2011 roku.
Jacek T. jest synem znanego warszawskiego adwokata. Nie przyznał się do podpalenia.
"To się nie mieści w głowie" Wczoraj decyzję o wypuszczeniu na wolność Jacka T. ostro skrytykował prof. Piotr Kruszyński z Instytutu Prawa Karnego. Według niego wobec podejrzanego należało zastosować tzw. areszt prewencyjny, bo istnieje realne zagrożenie, że będzie dalej podpalał. - Co on musiałby zrobić, żeby tak się stało? Zabić 10 osób, żeby przekonać sąd, że jest niebezpieczny? Mnie się to po prostu nie mieści w głowie - komentował
TVN 24 Kruszyński. Jego zdaniem prokuratura powinna złożyć zażalenie na decyzję sądu.
Będzie zażalenie - Prokuratura zdecydowała, że złoży zażalenie na tę decyzję sądu. W naszej opinii istnieje bowiem ryzyko, że podejrzany będzie próbował wpływać na świadków, którzy złożyli zeznania w tej sprawie, i mataczyć w śledztwie. Podejrzany na pewno z imienia i nazwiska zna osobę, która go rozpoznała w trakcie okazania. Areszt uzasadniony jest też karą, która grozi za zarzucony Jackowi T. czyn - do 10 lat pozbawienia wolności - powiedział Dariusz Ślepokura z warszawskiej prokuratury okręgowej.
Jak dodał, zażalenie powinno zostać przesłane do sądu w najbliższych dniach. - Prokurator ma na to siedem dni - dodał.
Do serii podpaleń samochodów doszło w sobotę wieczorem w okolicach ulic Oleandrów, Nowowiejskiej i Natolińskiej. Siedem samochodów spłonęło doszczętnie, a trzy częściowo. Policja zatrzymała Jacka T. na podstawie nagrań monitoringu i zeznań świadków. Prokurator postawił mu zarzut wywołania pożaru, który
"zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach". Według RMF FM policja wraca do umorzonych postępowań w sprawie podpaleń samochodów w
Warszawie. Możliwe, że niektóre mogą być dziełem Jacka T.