Sąd zastosował wobec Jacka T., podejrzanego o podpalenie 10 samochodów w centrum Warszawy, jedynie dozór
policyjny. 24-latek już wcześniej podpalał auta. Postawiono mu zarzuty podpalenia dziewięciu samochodów w Śródmieściu i Ursusie w kwietniu 2011 roku.
Jacek T. jest synem znanego warszawskiego adwokata. Nie przyznał się do podpalenia.
Prokuratura po podpaleniach w ostatni weekend wnioskowała do sądu o trzymiesięczny areszt dla Jacka T. Śródmiejski sąd, zamiast wsadzić mężczyznę za kratki, nakazał mu meldować się na komendzie trzy razy w tygodniu.
Prof. Piotr Kruszyński z Instytutu Prawa Karnego uważa, że wobec podejrzanego należało zastosować tzw. areszt prewencyjny, bo istnieje realna podstawa, że będzie dalej podpalał. - Co on musiałby zrobić, żeby tak się stało? Zabić 10 osób, żeby przekonać sąd, że jest niebezpieczny? Mnie się to po prostu nie mieści w głowie - komentował w
TVN 24 Kruszyński. Jego zdaniem prokuratura powinna złożyć zażalenie na decyzję sądu.
Będzie zażalenie - Prokuratura zdecydowała, że złoży zażalenie na tę decyzję sądu. W naszej opinii istnieje bowiem ryzyko, że podejrzany będzie próbował wpływać na świadków, którzy złożyli zeznania w tej sprawie, i mataczył w śledztwie. Podejrzany na pewno z imienia i nazwiska zna osobę, która go rozpoznała w trakcie okazania. Areszt uzasadniony jest też karą, która grozi za zarzucony Jackowi T. czyn - do 10 lat pozbawienia wolności - powiedział Dariusz Ślepokura z warszawskiej prokuratury okręgowej.
Jak dodał, zażalenie powinno zostać przesłane do sądu w najbliższych dniach. - Prokurator ma na to siedem dni - dodał.
Zdaniem prof. Kruszyńskiego sądy i prokuratury są po to, by chronić obywateli. Decyzje takie jak wypuszczenie na wolność Jacka T. mogą prowadzić w przyszłości do samosądów.
Do serii podpaleń samochodów doszło w sobotę wieczorem w okolicach ulic Oleandrów, Nowowiejskiej i Natolińskiej. Siedem samochodów spłonęło doszczętnie, a trzy częściowo.
Policja zatrzymała Jacka T. na podstawie nagrań monitoringu i zeznań świadków. Prokurator postawił mu zarzut wywołania pożaru, który
"zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach". Po podpaleniach z kwietnia 24-latek został aresztowany na dwa miesiące, ale wyszedł po wpłaceniu kaucji.