Fot. Piotr Molecki / AGBudynek, o który stoczyli bitwę policjanci
Dowodzący akcją zatrzymania bandytów w Magdalence będą trzeci raz sądzeni - orzekł Sąd Apelacyjny w Warszawie. Sprawa wraca do ponownego rozpatrzenia przez Sąd Okręgowy w Warszawie.
Sąd apelacyjny zajmował się opiniami dwóch zespołów ekspertów od policyjnej taktyki. Jeden z nich, powołany przez prokuraturę, stał na stanowisku, że podczas przygotowania akcji w Magdalence popełniono błędy w rozpoznaniu. Według drugiego zespołu wybrany wariant ataku był optymalny i choć były błędy, to nie maiły one wpływu na tragiczny przebieg akcji.
Najkrwawsza akcja polskiej policji
To była najtragiczniejsza w dziejach polskiej policji akcja zatrzymania bandytów. W nocy z 5 na 6 marca, o godzinie 0.42, antyterroryści ruszyli do akcji w podwarszawskiej Magdalence. Chwilę potem wybuchła bomba. Dwóch policjantów zginęło a 16 zostało rannych.
Prokuratura uznała, że za śmierć i rany policjantów odpowiada trójka szefów: Grażyna Biskupska, ówczesna naczelnik wydziału terroru kryminalnego stołecznej policji, Kuba Jałoszyński, wtedy dowódca antyterrorystów i Jan P. (zastrzegł nazwisko) w tym czasie zastępca komendanta stołecznego. Prokuratura oskarża ich o niedopełnienie obowiązków. Cała trójka została dwukrotnie uniewinniona przez sąd okręgowy. Prowadząca sprawę, prokuratura w Ostrołęce, po raz drugi odwołała się od wyroku.
Nikogo z nich nie ma już w policji
Żaden z bohaterów sądowego epilogu akcji w Magdalence już nie pracuje w policji. Wszyscy są emerytami. Kuba Jałoszyński i Jan P. odeszli z policji niedługo po tragedii.
W styczniu 2006 roku, już w trakcie pierwszego procesu, odeszła na emeryturę Grażyna Biskupska. Jak mówi, proces zajmował dużo czasu. Nie dało się połączyć zasiadania na sali sądowej z pracą. Ówczesny komendant główny policji Marek Bieńkowski i wiceszef MSWiA Władysław Stasiak zadeklarowali, że po uniewinniającym wyroku, chętnie znowu powitają ją w szeregach policji. I wróciła we wrześniu 2006 roku, w parę miesięcy po wyroku. Na początku bieżącego roku znowu odeszła na emeryturę. Tym razem nie ma to związku z procesem.
Co się stało w Magdalence
W nocy z 5 na 6 marca 2003 roku policjanci mieli zatrzymać dwóch bandytów, Igora Pikusa i Roberta Cieślaka, zamieszanych w zabójstwo policjanta w Parolach w 2002 roku. Bandyci ukrywali się w willi w podwarszawskiej Magdalence.
Wiadomo, że są groźni, mogą być uzbrojeni. Cieślaka policjanci raz już prawie mieli. Dostał cynk, że startuje helikopter. Wysiadł z taksówki i przepadł w lasach. Odgrażał się, że żywcem nie da się wziąć. Dlatego do szturmu na willę szykuje się aż 26 antyterrorystów.
Dokładnie 42 minuty po północy antyterroryści taranują samochodem bramę na posesję. Gdy są przy drzwiach, wybucha ładunek wybuchowy, umieszczony w kwietniku na tarasie. To bomba wypełniona śrubami, gwoździami, dla większej siły rażenia. Na miejscu ginie policjant, drugi umrze w szpitalu. Jest 16 rannych.
Ogrodzenie szturmuje następny land rover. Pod jego osłoną policjanci wyciągają jednego z rannych dowódców. Ma podziurawioną czaszkę. Cały czas trwa wymiana ognia. O 1.50 antyterroryści wrzucają do budynku granaty łzawiące. Robi się cicho. Jeden z rannych szturmujących twierdzi, że zabił bandytę. Drugi też miał dostać.
Po trzeciej w nocy, na pierwszym piętrze wybucha pożar. Słychać wybuchy. Potem jest już cicho. Po 12 godzinach od rozpoczęcia szturmu policjanci znajdują w środku dwa spalone ciała bandytów.
Sąd bez końca?
W październiku 2005 roku trójka policjantów oskarżona o niedopełnienie obowiązków podczas akcji w Magdalence, siada pierwszy raz na ławie oskarżonych. W czerwcu następnego roku zapada wyrok. Niewinni.
- Szkoda, że w szeregach policji nie ma już: Jana P., Kuby Jałoszyńskiego i Grażyny Biskupskiej, o których na tej sali powiedziano, że są jednymi z najlepszych policjantów w kraju - mówił sędzia Andrzej Krasnodębski. Zdaniem sądu, wbrew zarzutom prokuratury akcja została przygotowana w sposób optymalny. To nie działania podsądnych, ale Pikusa i Cieślaka spowodowały śmierć i rany policjantów.
Prokuratura odwołała się od wyroku. Sąd apelacyjny uznał, że konieczny jest powtórne rozpatrzenie sprawy. W 2009 roku ruszył kolejny proces. Prokurator chciał dla oskarżonych kar po dwa lata więzienia, z zawieszeniem na pięć lat. 28 lipca zeszłego roku, sąd znowu uniewinnił oskarżonych. Nie dopatrzył się związku między działaniem oskarżonych, a tragedią, do której doszło. Zdaniem sądu taki przebieg akcji był nie do przewidzenia.
19 kwietnia br. rozpoczęła się kolejna odsłona sądowej epopei w sprawie akcji w Magdalence. Znowu przed sądem apelacyjnym.
Niech to będzie sąd nad odpowiedzialnościa nie tylko za niezbywalne prawa człowieka -przestępcy i mordercy , ale takze za niezbywalne prawa człowieka , który w Polsce Niepodległej i Wolnej ma pecha nosic mundur policyjny. Ta odpowiedzialnośc musi być unaoczniona decydentom!. To jest taka sama sprawa jak Macierewicza. Własne widzimisie w sprawowaniu urzedu i lekceważenie praw podwładnych. To jest BRAK KWALIFIKACJI DO SPRAWOWANIA URZEDU . Tragedia wynikajaca ze złego sprawowania urzedu musi owocować ODPOWIEDZIALNOSCIĄ KARNA .
ulebyk
0
Z Magdalenki to inną przestępczą bande należy osądzić.
kharper
Oceniono 1 raz
-1
goopave psy-kowboje...bez jednego strzalu mozna bylo to zrobic,na przetrzymanie wziac...psy do budy:)
sluziniec
Oceniono 1 raz
1
@kharper
Tia, kharper na ministra MSWiA. On już nam pokaże. :/
bogota1-1
0
@kharper
Glupawy to jestes ty, i niekazdy mieszka jak ty w budzie.
kibic_rudego
0
żaden z "ekspertów" nie zauwazyl
ze śmierć policjantów nastąpiła bo instrukcje opracowane przez generalicje
nie kazały w takich akcjach mieć Pogotowia Ratunkowego
i zanim przyjechało to chłopcy się wykrwawili
prezesik007
Oceniono 2 razy
2
Snajperzy z bronią wyposażoną w podczerwień powinni najwcześniej zajmować stanowiska umożliwiające lokalizację osób wewnątrz. Byłoby to także zabezpieczenie dla szturmujących.
.
A co tu da podczerwień?
Zwykła szyba jest dla podczerwieni jednolita, nie mówiąc już o ocieplonej ścianie...więc nic tu nie da podczerwień, kolejny, co się holiłudu naoglądał.
eksperty od ośmiu boleści.
lucid25
Oceniono 1 raz
1
Poczytajcie trochę nt tej sprawy zanim zaczniecie wydawać wyroki.
Mało kto wie że wtedy (nie wiem czy nadal) przepisy wymagały od snajperów zachowania jak od zwykłego policjanta czyli ostrzeżenia głosowego, strzału ostrzegawczego itp.
Ponadto lokalizacja uniemożliwiała wykorzystanie snajperów, a poszukiwani mieli siatkę informatorów, zresztą dzień wcześniej policjanci zostali "odkrci" przez osobę wyprowadzającą psa (a dokładniej przez psa który coś wyczuł i wciągnął pana w las gdzie siedzieli wywiadowcy ze snajperami).
Ponadto nie było możliwości podejścia do posesji po cichu, bo jak tylko ktokolwiek się pojawiał to szczekały psy z całej okolicy - stąd decyzja o ataku z wyłamaniem bramy - zresztą taka taktyka jest aktualnie wykorzystywana przez SWAT w stanach.
Proponuję trochę lektury przed oceną sytuacji i trochę więcej obiektywnego spojrzenia na tą sprawę.
Właśnie pięknie wyglądające akcje ze snajperami, granatami ogłuszającymi i szturmowaniem okien i drzwi to właśnie Hollywood. Wchodząc przez wszystkie drzwi i okna zwiększa się ryzyko postrzału wzajemnego przez policjantów.
Naprawdę jest wiele czynników decydujących o powodzeniu / niepowodzeniu akcji.
Wtedy nie było nigdy wcześniej w Europie sytuacji wykorzystania ukrytych bomb przeciwko policjantom.
Jest jeszcze jedna kwestia nie wiem czy nie najważeniejsza.
Policjant ma przede wszystkim zatrzymać, a nie zabijać pamiętajcie o tym układając akcję po swojemu...
"coś mataczysz - gdyby snajper już tam poszedł, to by zamiatał"
W Polsce tak naprawdę nawet w armii nie ma porządnych jednostek wojskowych snajperów(o ile mamy więcej niż jedną). Jakkolwiek nie śmiem oceniać umiejętności ludzi w nich służących to mogę śmiało stwierdzić że sprzęt z którego mają korzystać to bubel. Sami kupują ekwipunek na własną rękę - zresztą jak większość żołnierzy którzy muszą robić coś więcej niż puszczać bąki w koszarach. Jeśli tak jest w wojsku to jak miałoby być w policji gdzie brakuje pieniędzy na benzynę i szkolenia na strzelnicy?
"a i z tym prawem, że snajper ma dać ostrzegawczy strzał, albo krzyk"
Tak niestety jest. Zapomniałeś że mieszkamy w Polsce?
cillian1
0
@mleczanetakrydyny0.1g
nie liczy się ekwipunek, a umiejętność - II WŚ, sprzęt słaby - a snajper skuteczny - itd.
>Tak niestety jest. Zapomniałeś że mieszkamy w Polsce?
to jest mało wykonalne, zwłaszcza z 1500 metrów!
A snajperów mamy dobrych, ale ich nie wykorzystują - bo się boją konsekwencji. Albo przypadkowych trupów
:)
A do sprawy - wiem, że zabrakło rozpoznania, a sprawa była gorąca - pośpiesznie montowana. Nie wiem tylko dlaczego - może jakiś szycha, pragnął sukcesu, i przez to spartolił.
mleczanetakrydyny0.1g
0
@cillian1
"nie liczy się ekwipunek"
Po tym stwierdzeniu możemy chyba zrezygnować z technicznej strony tej "dyskusji" bo nie wiem czy śmiać się czy płakać mam... Sądzisz że snajper z drugiej wojny światowej miałby równe szanse w starciu ze swoim teraźniejszym kolegą po fachu z nowoczesnym sprzętem? Poważnie?:-D
"to jest mało wykonalne, zwłaszcza z 1500 metrów! "
a kto tu twierdzi że przepisy zawsze są wykonalne? :-D
Wiem na pewno że wtedy takowe obowiązywały. Nie twierdzę że tak jest obecnie, wydaje mi się że przygotowując się do Euro coś majstrowali przy ich uprawnieniach ale głowy uciąć sobie nie dam.