Mord polityczny w Polsce. Zabójstwo 15-letniego Bohdana Piaseckiego

Z notatki policyjnej: ?W piwnicach budynku pod delikatesami vis-a-vis sądów znaleziono martwego chłopca z nożem w piersi w pozycji siedzącej, opartego o miskę klozetową?. Był ósmy grudnia 1958 roku. Bohdan Piasecki został porwany prawie dwa lata wcześniej. Porywaczy i morderców nigdy nie złapano.
Zabójstwo Bohdana Piaseckiego miało pozostać na zawsze niewyjaśnione. I tak się stało. 15-letni chłopak był synem Bolesława, twórcy i prezesa PAX, organizacji tzw. postępowych katolików.

Kim był Bolesław Piasecki

Przed II Wojną Światową Bolesław Piasecki był narodowcem, antykomunistą i antysemitą. Dowodził ONR-Falanga, której bojówka, w 1937 roku, ostrzelała pochód Bund - żydowskiej partii socjalistycznej. Zginęła wtedy 6-letnia dziewczynka. W czasie wojny działał w partyzantce. Utworzył Uderzeniowe Bataliony Kadrowe. Zarzuca im się, że mordowały błąkających się po lasach Żydów.

W listopadzie 1944 roku Piasecki zostaje aresztowany przez NKWD. Trafia do więzienia na Zamku w Lublinie. Tam dochodzi do niezwykłego spotkania. Rozmawia z nim generał Iwan Sierow, ówczesny wiceszef NKWD. Nie wiadomo, jak się dogadali, polski narodowiec z radzieckim generałem od bezpieczeństwa, ale Piasecki odzyskał wolność. Został przekazany i polecony polskim władzom. Niedługo, w porozumieniu z Władysławem Gomułką, zaczął budować PAX.

Wkrótce organizacja postępowych katolików stała się imperium. Wydawała książki, czasopisma, produkowała dewocjonalia. Miała własne, katolickie liceum.

Bolesław Piasecki budził skrajne uczucia. Albo go wielbiono, albo nienawidzono. Mało kto odnosił się do niego obojętnie.

Porwanie

22 stycznia 1957 roku, około g. 13.30, pięciu chłopców wyszło z należącego do PAX warszawskiego liceum imienia św. Augustyna. Wśród nich był Bohdan Piasecki i jego przyjaciel Wojciech Szczęsny. Szli ulicą Naruszewicza w kierunku Puławskiej. Na rogu ul. Wejnerta stali mężczyźni - sprzedawca z pobliskiego kiosku zeznał później, że dwaj (pobili go potem nieznani sprawcy). Szczęsny rzucił do kolegów: typowi tajniacy. Mężczyźni podeszli do chłopców, machnęli legitymacją. - Obywatel Piasecki? - spytali. Poszli z Bohdanem do czekającej taksówki. Zaniepokojeni koledzy Piaseckiego zanotowali numer rejestracyjny auta: T-75-222.

Samochód ruszył ul. Wejnerta i wjechał w ul. Malczewskiego. Bocznymi ulicami taksówka dojechała do gmachu sądów przy dzisiejszej Alei Solidarności (wtedy ul. Leszno).

Tego samego dnia w gabinecie dyrektora liceum św. Augustyna zadzwonił telefon. Osoba przedstawiająca się jako urzędnik Ministerstwa Oświaty spytała, czy Bohdan Piasecki to syn Bolesława. Nieznana osoba zadzwoniła też do domu Piaseckich. Poinformowała o liście czekającym na Bolesława Piaseckiego w Urzędzie Pocztowym nr 1 na poste restante. Z niego ojciec Bohdana dowiedział się o porwaniu. Syn miał być uwolniony w zamian za cztery tysiące dolarów i 100 tysięcy złotych.

Próby przekazania okupu

Porywacze poinformowali telefonicznie, że instrukcje w sprawie przekazania okupu będą czekały w restauracji Kameralna przy ul. Foksal. Poszedł tam pracownik PAX ks. Mieczysław Suwała. W pudełku zapałek znalazł on kartkę z instrukcją, że ma się udać do domu przy ul. Na Skarpie 65. Tam było kolejne pudełko z informacją, by jechać na Saską Kępę, na ul. Jakubowską 16. Następna instrukcja kierowała na Wał Miedzeszyński. W pantoflu, w którym miała czekać następna instrukcja, nie było nic. Kontakt się urwał.

Porywacze zorientowali się, że ks. Suwale towarzyszyli milicjanci.

Kolejną próbę przekazania okupu realizował bliski współpracownik Piaseckiego, Ryszard Reiff. Przy pierwszej kolumnie Mostu Poniatowskiego miał on umieścić numer telefonu do mieszkania, w którym następnego dnia miał czekać na dalsze instrukcje.

Nazajutrz w słuchawce Reiff usłyszał, że ma zdobyć rogi jelenia i stawić się z nimi przy słupie milowym na rogu ul. Marszałkowskiej i Alej Jerozolimskich. Nic tam nie znalazł. Zadzwonił do MSW. Kazali mu jeszcze raz poszukać instrukcji. Tym razem była: miał iść na ul. Topiel, wejść do bramy i czekać na dalsze informacje. Kontakt znów się urwał.

Porywacze zgłosili się jeszcze raz. Kazali czekać na kolejny kontakt, ale więcej już się nie odezwali.

Co zrobił taksówkarz?

Milicji, mimo że miała numer rejestracyjny taksówki, którą odjechał Bohdan Piasecki, nie udało się ustalić jej właściciela. Udało się to natomiast pracownikowi PAX, który w wydziale komunikacji dowiedział się, że auto należy do Miejskiego Przedsiębiorstwa Taksówkowego. Inny pracownik PAX odnalazł pojazd na Nowym Świecie, 22 stycznia wieczorem. Milicjanci zatrzymali taksówkarza. Był nim Ignacy Ekerling.

Taksówkarz zeznał, że dwóch mężczyzn kazało mu jechać na Mokotów. Potem, już z chłopcem, miał pojechać do Śródmieścia.

Jednak nikt ze świadków porwania nie widział Ekerlinga, a jego zeznania były sprzeczne z tym, co mówili świadkowie. Najprawdopodobniej pożyczył więc taksówkę porywaczom, co znaczyło, że najpewniej dobrze ich znał.

Milicja zabroniła Ekerlingowi opuszczać Warszawę. W marcu, dziwnym trafem, taksówkarz odebrał jednak paszport, o który się od dawna starał. Sprzedał mieszkanie i wysłał bagaże do Izraela. 4 kwietnia wyjechał pociągiem do Zebrzydowic, gdzie miał przekroczyć granicę. O wyjeździe dowiedział się Bolesław Piasecki. Interweniował w MSW, które z początku twierdziło, że nic o wyjeździe taksówkarza nie wie. Ostatecznie służby przechwyciły Ekerlinga w Katowicach.

Taksówkarz pozostał jednak na wolności. Odzyskał posadę w MPT i - co dziwne - dostał też przydział na mieszkanie. Większe niż miał przedtem.

Notatki Ekerlinga

W kwietniu 1958 roku zmienił się prokurator prowadzący sprawę, zapewne dzięki ciągłym skargom i interwencjom Piaseckiego u władz. Prokurator postanowił jeszcze raz przesłuchać świadków i przeprowadzić rewizję w domu Ekerlinga. Śledczy znaleźli tam notes, a w nim ciekawe kontakty. Niektóre pokrywały się z miejscami, które odwiedzał ks. Suwała, pierwszy kurier, który próbował przekazać okup.

Przy ul. Na Skarpie 65 mieszkał dyrektor MPT, a przy Jakubowskiej 18 kierowca, znajomy Ekerlinga. Taksówkarz miał również narysowany plan sytuacyjny skrzyżowania, na którym doszło do porwania.

W notesie znajdowało się też nazwisko i numer telefonu Jana Kossowskiego, dobrego znajomego Ekerlinga.

Odkrycie zwłok

8 grudnia 1958 roku do piwnic budynku przy Al. Świerczewskiego 82 (obecnie Al. Solidarności), zeszli robotnicy. Jedne z drzwi, prowadzące do pomieszczeń sanitarnych, zastali zabite gwoździami. Po otwarciu odkryli w środku ciało chłopca.

Zwłoki były naturalnie zmumifikowane. Ciało znajdowało się w pozycji siedzącej, oparte o miskę klozetową. Dookoła leżały książki i zeszyty podpisane: Bohdan Piasecki. Chłopiec miał roztrzaskaną czaszkę i sztylet w piersi. Kryminalni stwierdzili, że zginął zaraz po porwaniu, na koszuli nie było bowiem śladów potu, a mankiety były czyste.

Wieść o znalezieniu ciała rozeszła się wśród ówczesnych VIP-ów lotem błyskawicy. Oficer, który był na miejscu, zanotował: "Kiedy okazało się, że to Piasecki, do piwnicy od razu ściągnęli wipowie. Taka była sensacja. Milicjant stał w drzwiach, salutował i przepuszczał wszystkich. Żadnych śladów nie udało się niestety zabezpieczyć".

W budynku, w którym znaleziono ciało, pod numerem 120 znajdowało się mieszkanie kontaktowe milicji. W 1957 roku odpowiadał za nie Jan Kossowski, którego dane śledczy znaleźli w notesie Ekerlinga.

Proces, którego nie było

We wrześniu 1959 roku do sądu trafił akt oskarżenia przeciwko Ignacemu Ekerlingowi. Wyznaczono termin sprawy, wezwano świadków. Kilka dni przed rozprawą prokuratura poprosiła o zwrot akt - miały się pojawić nowe fakty, obciążające Ekerlinga. Akta nigdy do sądu nie wróciły, a taksówkarza zwolniono w końcu z aresztu.

Bolesław Piasecki słał listy do najwyższych władz z żądaniem wznowienia śledztwa i osądzenia Ekerlinga. Pisał między innymi do Władysława Gomułki, Józefa Cyrankiewicza, do przewodniczącego Rady Państwa, prokuratora generalnego. Nic nie wskórał. Jeszcze w 1976 roku szukał wsparcia u sekretarza KC Stanisława Kani. Jego list pozostał bez odpowiedzi.

Ignacy Ekerling zmarł w Warszawie w 1977 roku.

Kto zabił?

13 marca 1966 roku izraelski tygodnik "Maariv" pisał:

"Kilka tygodni temu Bolesław Piasecki otrzymał pismo od [Mieczysława] Moczara, polskiego ministra [spraw wewnętrznych], że śledztwo w sprawie zamordowania jego syna zostanie wznowione. Z informacji tej wynika, że Bohdan Piasecki został zamordowany przez dwóch Żydów, którzy pracowali dawniej jako kierowcy w polskiej służbie bezpieczeństwa. Uważa się, że znali oni przeszłość Piaseckiego i jego zachowanie się wobec Żydów podczas wojny, ale nie mogli wystąpić przeciwko niemu ze względu na więzy, jakie łączyły go z polską służbą bezpieczeństwa (...)".

I dalej: "Dopiero w 1956 r., gdy wydawało się, że Piasecki schodzi ze sceny politycznej, sprawcy postanowili pomścić żydowskie ofiary poprzez zabicie syna Piaseckiego. Niedługo potem opuścili Polskę i udali się do Izraela. Nie należy spodziewać się ekstradycji, bo wedle prawa międzynarodowego nie przewiduje się takowej w związku z przestępstwami politycznymi" - pisał "Maariv".

Historyk prof. Antoni Dudek uważa, że morderstwa mogli dokonać pracownicy SB pochodzenia żydowskiego. Planowali wyjazd do Izraela, ale wcześniej chcieli się zemścić na Piaseckim za jego działalność przedwojenną i z czasów okupacji. Zbrodnia nie została ukarana, żeby nie skompromitować jej protektorów, zajmujących wysokie stanowiska w Polsce.

Zdaniem prof. Andrzeja Garlickiego, mordowanie dziecka wroga "nie mieści się w polskiej kulturze politycznej". Porywacze Bohdana Piaseckiego być może chcieli tylko szantażować ojca. A zabili, bo przestraszyli się konsekwencji porwania.

Korzystałem między innymi z tekstu Ewy Winnickiej"Bez litości", "Polityka", 4 listopada 2009.

Więcej o: