Do gdańskiego sądu trafił akt oskarżenia skierowany przez mężczyznę, który domaga się ukarania tczewskich policjantów i 50 tysięcy złotych odszkodowania. Żołnierz twierdzi, że policja go skatowała.
Ziemowit Cymerman pił z kolegami w parku. Miał zaczepiać i grozić kobiecie spacerującej z małym dzieckiem. Była to teściowa i dziecko policjantki. Ta z kolegą również policjantem przyjechała na miejsce. Odtąd wersje wydarzeń się różnią.
- Spałem na ławce, przyjechała policja na interwencję - opowiada poszkodowany. - Zanim mnie obudzili skuli mi ręce do tyłu i zaczęli mnie bić. Kopali, bili pięścią, pałką. Policjantka była najbardziej brutalna - dodaje.
- Gdy przyjechaliśmy ten mężczyzna był już pobity - twierdzi jeden z oskarżonych policjantów. - Było widać, że ma zasinienia na twarzy. Nikt tego pana nie bił poza tym, że sam się bił. Uderzał się po twarzy, szarpał się, walił głową w płyty chodnikowe.
Żołnierz był kompletnie pijany, miał 3 promile alkoholu w wydychanym powietrzu.
- Liczę na jakąś sprawiedliwość w dzisiejszych sądach - mówi policjant. - Szukam w sądzie sprawiedliwości - dodaje poszkodowany.