Ruszył ponowny proces ws. śmierci policjantów w Magdalence

mil, PAP
30.11.2009 , aktualizacja: 16.08.2010 15:40
A A A Drukuj
27.03.2003 Miejsce strzelaniny w Magdalence Fot. Jerzy Gumowski / AG 27.03.2003 Miejsce strzelaniny w Magdalence
Ponowny proces trojga policjantów oskarżonych o niedopełnienie obowiązków podczas akcji zatrzymania w marcu 2003 r. dwóch bandytów w podwarszawskiej Magdalence rozpoczął się dzisiaj przed Sądem Okręgowym w Warszawie. Podczas akcji zginęło dwóch policjantów, a 16 zostało rannych.
Na ławie oskarżonych Sądu Okręgowego w Warszawie zasiadają Grażyna Biskupska - b. naczelnik wydziału ds. walki z terrorem kryminalnym Komendy Stołecznej Policji, Kuba Jałoszyński - b. dowódca pododdziału antyterrorystycznego i Jan P. - b. zastępca komendanta stołecznego policji (Biskupska i Jałoszyński zgadzają się na podawanie nazwisk). Grozi im kara do ośmiu lat więzienia. Prokurator odczytał akt oskarżenia, w którym zarzucił oskarżonym m.in. nieodpowiednie przygotowanie akcji, brak odpowiedniego przepływu informacji, zaniedbanie przygotowania planu realizacji, brak odpowiedniej taktyki działania oraz brak zabezpieczenia medycznego na początkowym etapie akcji. Jak dodał, akt oskarżenia opiera się głównie na zebranych opiniach biegłych.



Nikt z oskarżonych nie przyznaje się do winy. Ich zdaniem tragedia, do której doszło w Magdalence była zbiegiem nieszczęśliwych wypadków. - Nie można było przewidzieć, że przestępcy wykażą taką determinacje żeby zaminować teren - mówi obrońca Jana P. Piotr Dewiński. Na korzyść oskarżonych policjantów wpływa fakt, że nigdy wcześniej w historii europejskiej policji nie zdarzyło się, żeby przestępcy zaminowali teren.

Biskupska: "Zależy mi na pełnym wyjaśnieniu sprawy"

Obecnie sąd odczytuje obszerne wyjaśnienia Grażyny Biskupskiej złożone w śledztwie, które dotyczyły m.in. odpraw w dotyczących akcji. "Zależy mi na pełnym wyjaśnieniu sprawy" - tak rozpoczęła ona swoje zeznania kilka lat temu w prokuraturze. Jak wówczas dodawała, śmierć kolegów nie była wynikiem błędów i niedociągnięć, tylko "wybuchu zakamuflowanego urządzenia, którego nie sposób wykryć nawet podczas długiej obserwacji".- Gdybym wiedziała, że ta bomba tam jest, to sama bym tam poszła - mówiła ze łzami w oczach przed prokuratorem. Po odczytaniu wyjaśnień oskarżonej i ewentualnych pytaniach sąd przejdzie do wyjaśnień pozostałych dwóch oskarżonych.

Policjantów zabiła mina - pułapka

W marcu 2003 r. policjanci podjęli próbę zatrzymania dwóch przestępców - Roberta Cieślaka i Igora Pikusa - zamieszanych w zabójstwo policjanta w podwarszawskich Parolach w 2002 r. Na terenie posesji, gdzie ukrywali się bandyci, rozmieścili oni miny-pułapki, z które jedna wybuchła w pobliżu policjantów. - To była tzw. brudna bomba z fragmentami śrub i opiłków metalu - dodaje Dewiński. Jeden z funkcjonariuszy zginął w wyniku wybuchu, inny zmarł od ran. W rezultacie wymiany ognia budynek częściowo spłonął, a przestępcy zaczadzieli. Proces ruszył w październiku 2005 r. W czerwcu 2006 r. Sąd Okręgowy w Warszawie uniewinnił podsądnych, uznając m.in., że to nie działania oskarżonych, lecz Pikusa i Cieślaka spowodowały śmierć i rany policjantów. W czerwcu 2007 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie zdecydował jednak, że będzie ponowny proces i uchylił ten wyrok. SA przychylił się do apelacji prokuratury, która wskazując na błędy "w ustaleniach faktycznych i obrazę przepisów postępowania" sądu I instancji, domagała się ponownego procesu. Od wyroku odwoływały się też oskarżycielki posiłkowe - matki zabitych policjantów.

W serwisie policyjni.pl także: Skatowali 21-latka kijem bejsbolowym i kluczem samochodowym



Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy