Sam się porwał i obezwładnił

Bartłomiej Dreśliński
15.09.2009 , aktualizacja: 15.09.2009 16:20
A A A Drukuj
Fot. Jarosław Kubalski / AG
Zaginionego listonosza z Sochaczewa policjanci odnaleźli skrępowanego w lesie. Twierdził, że został napadnięty i okradziony. Śledczym udało się ustalić, że Robert B. sam się uprowadził, żeby rozwiązać swoje problemy finansowe.
Listonosz zaginął na początku sierpnia tego roku. Zaniepokojona rodzina zawiadomiła policję o zaginięciu Roberta B. po tym, jak pojechał do Warszawy w sprawach służbowych. Po dwudniowej nieobecności, mężczyznę odnaleziono w lesie ze skrępowanymi rękami. Napastnicy mieli mu zabrać tysiąc złotych należące do poczty. Prokuratura wszczęła śledztwo.

Fikcyjne porwanie

Zaraz po odnalezieniu mężczyzny śledczy zwrócili uwagę na brak - charakterystycznych dla tego typu sprawy - obrażeń, które wskazywałyby, że został napadnięty. Dodatkowo w odległości kilkuset metrów odnaleziono samochód Roberta B. z paczkami, które miał dostarczyć. - Pieniądze, dokumenty, kluczyki samochodowe. To wszystko było. Zeznania Roberta B. wydawały się trochę nielogiczne - mówi Iwona Śmigielska - Kowalska z Prokuratury Okręgowej w Płocku.

Wszystkie fakty wskazywały na to, że zeznania listonosza mijają się z prawdą. Jak się okazało, prokuratorzy prowadzący śledztwo mieli nosa. Robert B. przyznał się do samouprowadzenia.



Motyw

Skruszony doręczyciel zgodził się opowiedzieć śledczym, co nim kierowało i dlaczego postanowił sam się porwać.

Listonosz dzień przed zaginięciem dostarczył około 40 paczek za które pobrał trzy tysiące złotych. Po zatrzymaniu się na stacji benzynowej, postanowił spróbować swojego szczęścia grając na automatach. Mężczyzna musiał mieć zły dzień, bo udało mu się przegrać ponad tysiąc złotych z pocztowych pieniędzy. Chcąc zwrócić przegraną kwotę Robert B. poszedł do banku po pożyczkę. Bank jednak odmówił udzielenia kredytu i wtedy listonosz wpadł na inny pomysł. Następnego dnia przystąpił do realizacji planu.

Po załatwieniu spraw w Warszawie, w drodze powrotnej zatrzymał się w lesie pod Teresinem, gdzie przesiedział dwie doby w samochodzie. Następnie, za pomocą taśmy klejącej skrępował sobie ręce i czekał, aż ktoś go znajdzie. W pobliżu przejeżdżał kolega z pracy, który zauważył stojący na skraju lasu samochód zaginionego Roberta B. i wezwał policjantów, którzy odnaleźli doręczyciela.

Śledztwo w sprawie porwania zostało umorzone, natomiast za przywłaszczenie pieniędzy pomysłowemu listonoszowi grozi do 5 lat więzienia.

Serwis policyjni.pl poleca: Wyrwali bankomat ze ściany



Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów