Tragedia na Hubach. Policja znalazła cztery martwe osoby

27.05.2014 10:02
Tragedia w mieszkaniu przy ul. Ślicznej

Tragedia w mieszkaniu przy ul. Ślicznej (Fot. Kamila Kubat)

Zwłoki czterech osób znalazła we wtorek policja w mieszkaniu przy ul. Ślicznej we Wrocławiu. Policja i prokuratura nie wykluczają, że było to tzw. samobójstwo rozszerzone
W mieszkaniu leżały ciała kobiety, dwóch nastolatek i mężczyzny. Prawdopodobnie to on zamordował żonę i dzieci, po czym sam popełnił samobójstwo. Taką wersję usłyszeliśmy od sąsiadów rodziny. Policja wypowiada się w tej sprawie bardzo ostrożnie.

Małżeństwo miało 36 i 37 lat, ich córki 14 i 17.

Rodzina mieszkała na parterze. Mąż Adam pracował jako kierowca, żona Barbara była kucharką w przedszkolu.

- To była bardzo spokojna, katolicka rodzina. Wyjeżdżali na weekendy, razem wychodzili na spacery i zakupy. Dziewczyny dobrze się uczyły - opowiadają sąsiedzi.

Joanna Dworak, która mieszka w tej samej bramie, twierdzi, że nigdy nie było u nich żadnych awantur. - Czasem do pani Barbary chodziłam na herbatę. To była miła, uprzejma i zawsze uśmiechnięta kobieta. Nigdy nie narzekała. Znałyśmy się od 10 lat.

Chwali również dzieci - Elmę i Dorotę: - Bardzo miłe i uczynne. Gdy wracałam z zakupami, dziewczynki wybiegały i pomagały mi je wnieść.

Pani Irena, również sąsiadka z tej samej klatki, opowiada, że poprzedniego dnia widziała sąsiada Adama. - Wyglądał na zmartwionego, był nieogolony, zamyślony i roztargniony, co mu się nie zdarzało. Teraz żałuję, że do niego nie zagadnęłam. Jeżeli coś go trapiło, może by się wygadał i nie doszłoby do takiej tragedii. Na początku myślałam, że nie żyje tylko żona. Nie wierzę, że spotkało to też dziewczynki - mówi sąsiadka.

Dodaje, że starsza córka chodziła do szkoły gastronomicznej przy ul. Kamiennej.

- Jestem wstrząśnięta. Znałam Dorotę. Była bardzo pilna, kulturalna i koleżeńska. To jedna z najlepszych uczennic w szkole. Jej zachowanie nie wskazywało na to, by w domu miała jakieś problemy. Na wywiadówki przychodziła mama - mówi Krystyna Szumilak, dyrektor Zespołu Szkół Gastronomicznych. Dodaje, że w poniedziałek koledzy z klasy Doroty będą mieć spotkanie z psychologiem. Tłumaczy, że teraz jest to niemożliwe, bo uczniowie mają praktyki.

Dziadek 17-letniej Doroty nie chciał mówić o tym, co się stało. - Dzwoniłem do zięcia w poniedziałek około godz. 16. Nic nie wskazywało na to, że może dojść do takiej tragedii. Nie skarżyli się na nic. Pieniądze też mieli.

Potwierdzają to sąsiedzi. - Niedawno remontowali pokój jednej z córek - mówią.

Krzysztof Zaporowski z zespołu prasowego dolnośląskiej policji informuje, że rano dyżurny dostał zgłoszenie, że w mieszkaniu gra głośna muzyka, a sąsiedzi nie mogą skontaktować się z mieszkańcami. - Przy pomocy straży pożarnej weszliśmy do mieszkania. Znaleźliśmy cztery ciała. Wszystko wskazuje na to, że jedna osoba popełniła samobójstwo. Ustalamy okoliczności śmierci pozostałych osób - tłumaczy Zaporowski.

Przez kilka godzin trwały oględziny ciał i zabezpieczanie śladów w mieszkaniu. Krzysztof Sztur z Prokuratury Rejonowej Wrocław Krzyki-Zachód przekonuje, że nie ma jednoznacznej tezy na temat śmierci rodziny. Policja i prokuratura nie wykluczają, że było to tzw. samobójstwo rozszerzone, czyli mąż najpierw zabił rodzinę, a później siebie.

Na miejscu było dwóch biegłych medyków sądowych, trzech techników kryminalistyki i kilku policjantów z dochodzeniówki. - Kilka osób już zostało przesłuchanych. Więcej informacji będzie dopiero po przeprowadzeniu sekcji zwłok i zakończeniu pracy przez biegłych - informuje prokurator Sztur. Przed godz. 16 karawan zabrał zwłoki z mieszkania, w którym doszło do tragedii.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Jeśli znasz osobę w kryzysie psychicznym lub potrzebujesz wsparcia, jedną z metod pomocy może być skorzystanie z telefonu zaufania - nr. 116 111 (dla dzieci lub młodzieży) lub 71 776 62 08 (Wrocławski Telefon Zaufania)

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje