Jak wymusić ograniczenia prędkości?

ml
23.11.2011 , aktualizacja: 12.12.2011 09:33
A A A Drukuj
Czasem uważamy, że postawiono je bez sensu, czasem nam się spieszy, czasem po prostu chcemy wcisnąć gaz do deski. Problem polega na tym, że niektórzy kierowcy łamią je wszędzie gdzie się tylko da. Jak temu przeciwdziałać?
Fotoradar straży miejskiej w Świecku
Starszy strażnik Łukasz Chareński ustawia fotoradar na ul. Sienkiewicza przy hali widowiskowo-sportowej w Świeciu, w tym miejscu mandat można dostać już nawet za jazdę z prędkością 46 km na godz.
Fotoradar straży miejskiej w Świecku

Ograniczenia prędkości, chyba wszyscy zgodzimy się z tym, że są miejsca w których wszyscy kierowcy powinni ich przestrzegać. Jeśli ktokolwiek był choć raz w Niemczech, lub w Austrii zauważył, że wszystkie samochody po wjechaniu do miasteczka zwalniają karnie do przepisowych 50 km/h. Niestety nie wszystkie narody traktują znaki drogowe jak rozkazy wydawane przez władze, bardziej traktując je jako zalecenia, lub po prostu bezsensowne "absurdy drogowe". Czasem ograniczenia nie przystają do rzeczywistości, ale są takie miejsca gdzie powinny być one bezwzględnie respektowane. Należą do nich przejścia dla pieszych, tereny zabudowane z dużym ruchem pieszym, czy niebezpieczne skrzyżowania, na których dochodzi do groźnych wypadków. Jest kilka sposobów na to by wymusić na kierowcach przestrzeganie ograniczeń prędkości. Oto większość z nich wraz z ich wadami i zaletami:

Patrole policji

Najstarszy bodaj bat na kierowców o ciężkiej nodze to policja stojąca z radarem. Zaletą jest zmienne położenie miejsc kontroli, wadą w naszych warunkach mała skuteczność odstraszająca. Rozwiązaniem może być przyjęcie jednego z rygorystycznych systemów:

- w USA przekroczenie prędkości zazwyczaj kończy się zatrzymaniem prawa jazdy przez policję. To oznacza konieczność zapłacenia mandatu i stawienia się na rozprawę sądową. Cała procedura "uwolnienia się od zarzutów" jest długotrwała, kosztowna i skutecznie zniechęca kierowców do łamania przepisów.

- w Szwajcarii czy w Norwegii obowiązują drakońsko wysokie mandaty, chociaż dla mieszkańców tych krajów są o wiele mniej dotkliwe niż dla nas. Wysokość mandatu może wynieść w przeliczeniu nawet 30 tys. zł, co dla przeciętnego Kowalskiego jest kwotą przekraczającą wartość jego samochodu. Dodatkowo utrata prawa jazdy może być trwała, co także zniechęca do łamania przepisów. Przez to skuteczność jest o wiele większa niż w Polsce

Pojawienie się urządzeń rejestrujących kierowców przekraczających prędkość montowanych w nieoznakowanych radiowozach zwiększyła skuteczność ścigania piratów drogowych. W chwili obecnej w Polsce takich aut jest 263, z czego trzy są wyposażone w fotoradary, a już niedługo funkcjonariusze ruchu drogowego otrzymają kolejnych 120 samochodów wyposażonych w wideorejestratory. Wyraźną zaletą stałą się mobilność i możliwość rejestrowania wielu wykroczeń następujących po sobie. Jednak kontrole policyjne to nie jedyne metody, jakie mają władze i zarządcy dróg w walce z nadmierną prędkością rozwijaną przez kierowców.

Rondo

Rondo to proste rozwiązanie zwiększające bezpieczeństwo i rozładowujące korki. W przypadku ronda wszystkie dochodzące drogi są podporządkowane (lub uprzywilejowane w zależności od obecności znaku pierwszeństwa), co ułatwia włączenie się do ruchu. Dodatkowo wymuszane jest znaczne zredukowanie prędkości, lub całkowite zatrzymanie się, co zwiększa bezpieczeństwo ruchu. Idąc tym tropem Francuzi postanowili przebudować większość skrzyżowań w swoich miastach (gdzie to tylko możliwe) i poza nimi (w tym na drogach krajowych) na takie o ruchu okrężnym. Niestety wadą tego rozwiązania jest ograniczenie zastosowania do... skrzyżowań.

Progi zwalniające

Progi zwalniające pojawiają się coraz częściej poza małymi osiedlami i parkingami, jednak na drogach gminnych ich ekspansja się kończy. Są jednak kraje, gdzie wcale tak nie jest. W miejscowościach przed przejściami dla pieszych progi zwalniające spotkamy np. na Litwie. Jest to prosty i bardzo skuteczny sposób wymuszenia na kierowcach redukcji prędkości, przy której ryzyko potrącenia pieszego, czy spowodowania wypadku spada niemal do zera. Takie rozwiązania stosuje się szerzej także w odległym Meksyku i to nawet na drogach krajowych. To co nam nie mieści się w głowie tam jest powszechne. Progi zwane tam "topes" są na porządku dziennym w miastach i we wsiach przez które przebiegają drogi krajowe. Trzy zabudowania na krzyż nie zachęcają do redukcji prędkości, ale "topes" wymusza ją i słusznie. Dopiero wtedy można zauważyć, że budynków jest więcej, a między nimi bawią się dzieci. Rozwiązanie kontrowersyjne, ale w 100% skuteczne.

Fotoradary

Rolę spowalniaczy na drogach krajowych w Europie, w tym w Polsce mają spełniać fotoradary. Zaletą jest czynnik finansowy i dalsze konsekwencje w postaci nakładania punktów karnych. Wadą jest... brak pieniędzy na zapełnienie wszystkich skrzynek, co jest wykorzystywane przez zorientowanych w temacie kierowców. To oznacza, że skuteczność jest tylko częściowa i ogranicza się często do oznakowanych punktów, w których rzeczywiście "błyska".

Kamery skanujące numery

W Wielkiej Brytanii montuje się na drogach kamery w odległości kilku kilometrów od siebie. Skanują one numery tablic rejestracyjnych i mierzą średni czas przejazdu. Na tej podstawie władze mogą nałożyć mandat karny za przekroczenie prędkości. Jest to jedyna metoda, która zmusza kierowcę do nieustannego stosowania się do ograniczeń prędkości i jest wysoce skuteczna. Niestety jej wadą są koszty jakie trzeba ponieść na zbudowanie sieci obejmującej większość dróg.

Wnioski

Częste kontrole policyjne, infrastruktura drogowa utrudniająca szybką jazdę na niebezpiecznych odcinkach dróg, czy urządzenia rejestrujące nasze wykroczenia mogą w różnym stopniu utrudnić nam szybką jazdę, ale tak naprawdę musimy zdać sobie sprawę z jednego, istotnego faktu. To od nas w dużej mierze zależy stopień bezpieczeństwa na drogach. Są miejsca w których należy bezwzględnie zachować ostrożność. Kiedy następnym razem będziecie "przelatywać" przez skrzyżowanie klnąc na błysk fotoradaru, lub wyprzedzać na podwójnej ciągłej by po chwili wściekać się, że nie zauważyliście nieoznakowanego radiowozu miejcie świadomość, że większość wypadków nie jest spowodowana przez "absurdy drogowe", czy zły stan dróg, ale przez nas, kierowców.

Marcin Lewandowski, moto.pl

 

Będą nowe znaki drogowe? Może zaprojektować jeden z nich >>

Więcej porad na moto.pl >>

Podziel się

  • 4
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (34)

  • decisive

    0

    pamietajcie takze o przetargach na 200mln zl ktore ten kraj organizuje na zakup fotoradarow i tore maja przyniesc zysk (juz wliczony w budzet) w wysokosci ponad 1 mld zl -
    to sie nazywa inweestycja!

  • radoslav_78

    Oceniono 2 razy 0

    Cytat: "W przypadku ronda wszystkie dochodzące drogi są podporządkowane (lub uprzywilejowane w zależności od obecności znaku pierwszeństwa), "
    Już dość dawno zdawałem na prawo jazdy, ale znaczenie znaków raczej od tego czasu się nie zmieniło. Znak ronda z założenia oznacza, że pierwszeństwo ma osoba wjeżdżająca na rondo, a jeżeli musi ona ustąpić pierwszeństwa osobom znajdującym się na rondzie, pod znakiem ronda stosuje się znak podporządkowania (ustąp pierwszeństwa). Nie stosuje się znaku pierwszeństwa na rondzie za wyjątkiem, gdy jest to rondo "przelotowe", z zaznaczeniem grubą kreską drogi głównej (wtedy na głównej drodze znajduje się "romb" pierwszeństwa).

  • chrobotek46

    Oceniono 1 raz -1

    Tak uważam : najpierw uporzadkować znaki i system ich stawiania - a potem karać surowo ! A nie takie absurdy: roboty drogowe w odległości 10 m od jezdni, ograniczenie do 30 km/godz, na dodatek często nie ma końcowego znaku, a i ten stoi przez tydzien albo dłużej po skończonych robotach.
    Z pijakami proponuję obligatoryjną zasadę: pierwszy raz kara 5000 zł bez możliwości odwołania, drugi raz 10000, trzeci raz może być konfiskata samochodu. Podzielić to na progi dochodowe i powyższe kary 2x lub 3 razy. A jak policja dba o prawdziwe bezpieczeństwo - wystarczy jechać przez wiadukt w miejscowości Bucze. na starej A2.

  • krzywelustro

    Oceniono 1 raz -1

    Bardzo często na niewielkich polskich rondach widzę taką sytuację: przy wszystkich drogach dojazdowych stoją znaki: skrzyżowanie z drogą mającą pierwszeństwo przejazdu (odwrócone trójkąty), wskazujące na pierwszeństwo pojazdów poruszających się po rondzie, a na samym rondzie nie ma żadnych znaków, w szczególności informujących, że kierowca porusza się po drodze z pierwszeństwem przejazdu (kwadrat postawiony "na sztorc"). Po pierwsze: kierowcy masowo ignorują znaki (bo cóż innego im pozostało?), a po drugie, nietrudna do wyobrażenia jest taka sytuacja: jeśli już trafi się dwóch naraz ortodoksyjnych przestrzegaczy prawa, to obydwaj na chwilę staną, a potem równocześnie ruszą. Ciekawe, kto wówczas będzie winien spowodowania wypadku?

  • myslacyszaryczlowiek1

    Oceniono 1 raz -1

    . Takich idiotyzmów trudno szukać w innych krajach. Przykłady chociażby z Niemiec. Tam jak jest teren zabudowany, to jest teren zabudowany, a nie parę chałup w odległości kilkaset metrów. To i w Polsce w terenie gęsto zabudowanym mało kto przekracza te 50=60 km/godz. W Belgii często na głównych drogach w terenie gęsto zabudowanym jest 70km/h.
    Ale jak chce się ograniczyć prędkość do 50, to oprócz znaku, są wysepki, lub inne utrudnienia, że trudno przeoczyć, a nie jakiś tam znak za krzakami. W UK często zamiast ograniczeń jest napis zwolnij, i to wystarczy. Ale przede wszystkim wszytko jest logiczne i zgrabnie zrobione, a nie jak w Polsce od sasa do lasa. Raz takie rozwiązanie, raz inne, np. pasy włączające do ruchu, raz jest,raz nie ma. W Polsce za 80% wypadków odpowiadają drogowcy i ci wszyscy mecherzy którzy te znaki ustawiają i projektują rozwiązania drogowe, które są bez składu i ładu. Przede wszystkim są jednakowe i jednolite rozwiązania dla całego poszczególnego kraju.

    • pcc6

      Oceniono 1 raz -1

      @myslacyszaryczlowiek1
      Widzisz ale Niemiec wie, że za kilka kilomertow ma zjazd na autostradę i moze nia ciąć nawet i 200 km/h przez 500 kilometrow.

  • wwojtek9

    Oceniono 2 razy 0

    Powiedzieć, że w Polsce "nadużywa" się ograniczenia prędkości, to dużo za mało. To co powinno być żadkością jest normą! No bo jak będzie wypadek, to zarzadca drogi jest kryty - postawił ograniczenie prędkości! To że nie istnieje jedna bezpieczna prędkość dla dobrego doświadczonego kierowcy w dobrym samochodzie i osiemdziesieciolatka w maluchu nikogo nie obchodzi, no to mamy efekty - kierowcy nie zwracają uwagi na bezsensowne ograniczenia prędkości i doprawdy trudno im się dziwić. Kiedyś jadąc starym garbusem na podwarszawskiej drodze zobaczyłem najpierw zakręt dość łatwy ale z ograniczeniem do 30km/h - było pusto (a ja młody) przejechałem ten zakręt 70km/h trzymająć kierownice jedym małym palcem! Kawałek dalej zakręt o 90stopni i ograniczenie do 40km/h uwierzyłem zwolniłem tylko do 40km/h wchodzę w zakręt i widze, że nie ma szans by normalnie się zmieścić - dałem gaz - wybitnie nadsterowny garbus "zarzucił dupą" i się udało od tej pory sam oceniam bezpieczną prędkość na zakręcie na znaki nie patrzę i przejechałem ponad 200 000 km a z rzdnego zakrętu nie wypadłem.

    • decisive

      0

      @wwojtek9
      dokladnie w tym o to chodzi jezeli jest zly stan nawierzchni a dojdzie do wypadku to masz prawo do odszkodowania za szkode rzeczowa czy osobowa natiomiast wystarczy postawic ograniczenie predkosci czyt durny znak i po calym klopocie obywatelu mart sie sam ze zyjesz w taki kraju

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Jesteśmy na Facebooku! Lubisz nas?