Literacka reanimacja

Marcin Lewandowicz
2010-02-14 , aktualizacja: 14.02.2010 20:42
A A A Drukuj
Jak przy zbiorze truskawek - na wielkim betonowym polu przycupnęło kilkadziesiąt osób, które zachłannie przeszukują ułożone w grządki tekturowe pudła. W BUW-ie trwał wczoraj 17. Festiwal Książek Przeczytanych. Każdy z gości za 20 złotych mógł wziąć do domu tyle tomów, ile zdołał unieść
Listopadowy kiermasz tanich książek w BUW-ie. Przez miesiąc z Cmentarzyska Starych Książek zabrano 50 tys. woluminów. Bilet wstępu kosztował 30 zł
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Listopadowy kiermasz tanich książek w BUW-ie. Przez miesiąc z Cmentarzyska Starych Książek zabrano 50 tys. woluminów. Bilet wstępu kosztował 30 zł
ZOBACZ TAKŻE
>> Gustaw, kot z nadwagą...

Już przed wejściem do BUW-u było widać, co dzieję się w środku. Milena i Wojtek ledwo niosą różową nylonową siatkę, wypchaną po brzegi książkami. - Za 20 złotych wybraliśmy około 20 książek - mówi dziewczyna. - Mam podręcznik do matematyki dla młodszego brata, a dla siebie książki historyczne. Wypatrzyłam nawet pięknie ilustrowany album National Geographic - opowiada.

W środku kilkadziesiąt osób z pochylonymi głowami szpera w kartonach w poszukiwaniu książek. Co chwilę puste pudła zastępowane są nowymi. Ci, którzy przyszli do BUW-u w innym celu i na festiwal trafili przypadkiem, upychają książki do toreb od laptopów. Zdecydowana większość jest przygotowana: mają wielkie siatki lub plecaki.

- Dla znajomych wybieram fantastykę i kryminały, a dla siebie klasykę literatury. Znalazłam jeszcze: "Nowe technologie w ogrodnictwie" i "Atlas gruszek" - śmieje się 20-letnia Iza, która studiuje ogrodnictwo na SGGW. - Poszperam jeszcze z pół godziny, bo poluję na Terry'ego Pratchetta - mówi. - To teść usłyszał o festiwalu. O 10. rano zerwał nas z łóżka i wpakował całą rodzinę w samochód. Miał rację! - śmieje się młode małżeństwo. Pokazują pełną torbę, w której dźwigają już słowniki rosyjskie i niemieckie, "Moje przestworza" Władysława Hermaszewskiego i "Potępienie" Paganiniego. Rząd dalej spotykam Bartka, plastyka po ASP, który trafił na kiermasz przypadkiem, ale upolował już kilka cennych pozycji. - Teraz przydałaby się nowa biblioteczka - mówi.

Wczorajsza wyprzedaż była już 17. z kolei. Za każdym razem przybywa i zainteresowanych, i książek. Skąd się biorą przecenione woluminy? - Kiedyś swoją bibliotekę miała prawie każda instytucja: banki, zakłady pracy czy np. pogotowie przy ul. Hożej. Teraz kolejno je likwidują. Ostatnio wzięliśmy kilka ton z Wytwórni Wódek "Koneser" na warszawskiej Pradze - opowiada organizator Bogusław Szostkiewicz. - Zdarza się też, że ludzie dziedziczą mieszkania z prywatnymi zbiorami i chcą się ich pozbyć, nie patrząc na wartość. Pakują je w worki i wyrzucają na śmietnik, wywożą na makulaturę albo dzwonią do nas. A my ratujemy książkom życie - mówi Szostkiewicz. Zapewnia, że okazji, by przyłączyć się do literackiej reanimacji, będzie jeszcze wiele. Najbliższa - 14 marca.

Chcesz oddać albo sprzedać książki na festiwal? Szczegóły na: www.festiwalksiazki.pl.

>> Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Podziel się