>>
Zimowy punkt pomocy dla ptaków 1842 mln dolarów - tyle zarobił "Titanic" Jamesa Camerona, który przez dwanaście lat królował na liście najlepiej zarabiających filmów w dziejach kina. Dłużej utrzymywały się tylko "Przeminęło z wiatrem" - 34 lata i "Czterej jeźdźcy Apokalipsy" - 16. Ale filmy te trudno uznać za konkurencję - pierwszy powstał w 1939 roku, a drugi w 1921. Teraz korona przechodzi na "Avatara", trójwymiarową baśń Jamesa Camerona, który tym samym wygrywa pojedynek sam ze sobą i zostaje najbardziej dochodowym reżyserem w historii kina.
Kiedy pisałam ten tekst, "Avatarowi" brakowało do pokonania "Titanica" 6 mln dolarów, ale kiedy go czytasz, drogi czytelniku, jest już zapewne najlepiej zarabiającym filmem wszech czasów. Chodzą na niego Amerykanie (36 mln dolarów w szósty weekend wyświetlania), chodzimy my (danych z tego weekendu jeszcze nie ma, ale jest prawdopodobne, że film zobaczyły już dwa miliony widzów), chodzą Chińczycy (11,7 mln dolarów zarobionych w weekend, mimo że wersja 2D filmu musiała ustąpić rodzimej superprodukcji o Konfucjuszu) i reszta świata.
I humoru Cameronowi nie popsuje nawet fakt, że jeśli wziąć pod uwagę inflację, "Avatarowi" do "Titanica" dużo dalej, a do szczytu listy najlepiej zarabiających produkcji, na którym znajduje się "Przeminęło z wiatrem" jeszcze dalej. Nie mówiąc już o liście filmów przynoszących największy zysk, gdzie zwycięzcą jest horror "Paranormal Activity", który kosztował 15 tys. dolarów (to nie jest literówka), a zarobił 123 mln (to też nie jest literówka). Pozostaje pytanie, czy "Avatarowi" uda się złamać magiczną granicę dwóch miliardów dolarów.
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl