"Pitbull" trafiony "Ciachem"

Maja Staniszewska
2010-01-11 , aktualizacja: 11.01.2010 20:08
A A A Drukuj
Wszystko, co Patryk Vega osiągnął "Pitbullem", spuścił właśnie w toalecie. Brzmi brutalnie? Równie brutalnie z inteligencją widzów, ich poczuciem humoru i dobrego smaku obchodzi się najnowszy film tego reżysera - "Ciacho"

Fot. Syrena Films
ZOBACZ TAKŻE
Publiczność lubiąca polskie kino chętnie pójdzie na komedię, zwłaszcza jeśli w obsadzie roi się od gwiazd, za kamerą stoi człowiek odpowiedzialny za "Pitbulla", a kampania promocyjna mówi o "najlepszej polskiej komedii". Numer z "Ciachem" mógł się udać. Tym bardziej, że film podparto Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy, do której miał trafić procent ze sprzedanych biletów. W pierwszy weekend "Ciacho" obejrzało 215 971 widzów. Ilu z nich wyszło z kin w trakcie seansów - statystyki już nie podają. A musiało ich trochę być, bo tylko z tego, na którym sama byłam, wyszło sześć osób.

O filmach po premierze raczej się nie pisze, bo szkoda miejsca na zeszłoroczny śnieg. I na to zapewne producenci "Ciacha" liczą. Trochę zepsuję im humor. Otóż "Ciacho" to nie jest "najlepsza polska komedia". To w ogóle nie jest komedia. To jest żałosny zlepek scenek mało śmiesznych, wulgarnych i zwyczajnie głupich. Z taką ilością żartów analnych, jakiej do tej pory nie było w całej polskiej kinematografii razem wziętej. Do tego dołożyć należy liczne nachalne reklamy i marną grę aktorów. I tak przez dwie godziny fabułki o policjantce wrobionej w napad na konwój z narkotykami. Na portalach możemy przeczytać, że warto film zobaczyć z powodu obnażonego w jednej ze scen biustu Marty Żmudy-Trzebiatowskiej. Ale czy to powód wystarczający, by marnować czas w kinie?

Partyk Vega wyrobił sobie nazwisko "Pittbullem", serialem chwalonym za realizm i pełnokrwiste postacie oraz grę aktorską. "Ciacho" jest "Pitbulla" przeciwieństwem, zrobionym jakby przez pozbawionego talentu brata bliźniaka Vegi.

Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl

Podziel się

Jesteśmy na Facebooku! Lubisz nas?