Drag queens podbijają polskie serca

Marcin Lewandowicz
2010-01-05 , aktualizacja: 05.01.2010 18:02
A A A Drukuj
To będzie prawdopodobnie pierwsza polska płyta drag queen. Znana bywalczyni klubów stolicy Lola Lou wydaje ją na pożegnanie z Polską. A że nas, Polaków, faceci w sukienkach naprawdę zachwycają, mogliśmy przekonać się podczas ostatniej edycji programu "Mam talent", kiedy do półfinałów, dzięki SMS-om publiczności doszedł bezkompromisowy 40-latek z Warszawy - Jacek vel Żaklina
Lola Lou
Fot. MATERIAŁY PROMOCYJNE
Lola Lou
ZOBACZ TAKŻE
>> Pies policyjny działa jak broń

Tylko że Żaklina zachwyciła bogatą wyobraźnią i grą aktorską (śpiewa z playbacku). Kiedy podczas jednego z występów podpity mężczyzna zaczął krzyczeć, że Lola Lou też jest z podkładu - ta podeszła i walnęła mężczyznę mikrofonem w głowę, aż zadudniły głośniki. Pod pseudonimem artystycznym Lola Lou kryje się Luc. Pierwszy raz przebrał się za kobietę 15 lat temu. Jak mówi - dla zabawy. Wymalowany, w peruce, wraz ze swoimi dwoma kolegami poszedł wieczorem pośpiewać do zaprzyjaźnionego klubu karaoke w rodzinnym Lille we Francji. - Wyglądałem jak Nellie Oleson z "Domku na Prerii" - śmieje się Luc - tragicznie, żółta sukienka i blond loczki. Było fajnie, ludzie w klubie i na ulicy bili im brawo. Jeszcze tego samego roku przyjechał do Warszawy, za swoją najlepszą przyjaciółką. Dlaczego? Sam nie wie. Był wtedy 18-letnim mężczyzną, chciał spróbować innego życia i wcale nie planował kariery drag queen. Na życie zarabiał jako nauczyciel języka angielskiego w stołecznych szkołach, a w domu udzielał korepetycji z malarstwa, fotografii i śpiewu, którego uczył się we Francji. Wieczorami znowu dla zabawy zaczął się przebierać za drag queen. Pierwszy raz wybrał się do gejowskiego klubu Red Club przy ul. Marszałkowskiej w andrzejki - to były narodziny Loli Lou. - Znowu było zabawnie i nie do końca profesjonalnie. Nie miałem peruki, gorsetu ani odpowiednich butów, głównie makijaż. - wspomina Luc. Nie było go stać na porządny strój. Dlatego wymyślił chytry plan. Przez miesiąc przychodził do klubów ubrany jak zwykły klient. Wszyscy pytali w barze, gdzie się podziała Lola? W końcu właściciele klubów połknęli haczyk i zaczęli mu płacić, by przychodził przebrany. Odkładał pieniądze i kupował coraz lepsze kosmetyki i najdroższe w tym biznesie sukienki oraz buty. - Łatwo nie było -wspomina. - Wyobrażasz sobie dostać wtedy w Polsce lateksowe szpilki w rozmiarze 44,5? - śmieje się. Dlatego kupował głównie zagranicą. W Berlinie, Belgii i we Francji, kiedy odwiedzał rodzinę i znajomych. Pod koniec lat 90. było już dużo łatwiej, bo zamawiał przez internet. Droga do sukcesu była trudna, ale się opłacało. Od dziewięciu lat Luc utrzymuje się tylko z występów.

Cała sala śpiewa "Y.M.C.A."

Teraz Lola Lou jest długowłosą blondynką, ma oddzielną garderobę z kilkudziesięcioma różnymi strojami, sukniami, butami. Kosztowało to majątek, ale było warto, bo Luc w końcu zaczął wyglądać jak drag queen z prawdziwego zdarzenia. Ciuchy to jedno, bo na scenie, w blasku lamp, widać każdą niedoskonałość. Żeby mieć taką figurę jak jego idolka Cher, Luc co dwa dni odwiedza siłownię i ma specjalną dietę. Uwielbia piosenki kabaretowe, klubowe i dance. Występ zaczyna od spokojnej ballady. Mocną stroną show są wspólne śpiewanie przebojów i wspólny taniec, np. "Y.M.C.A." Village People. Na końcu występu nikt się już nie zastanawia się, czy jest kobietą, facetem, transwestytą czy transseksualistą, bo - jak twierdzi Luc - nie ma to już znaczenia. Jest po prostu Lola.

Lola na scenie, Luc na ulicy

Mimo ekscentrycznego wyglądu, nigdy podczas występów w Polsce nie spotkał się z przejawami homofobii czy nienawiści. -Nawet ci, którzy widzą mnie pierwszy raz, są bardziej zaciekawieni niż zniesmaczeni, bo Lola Lou jest zbyt piękna, zbyt dobrze śpiewa - mówi. Właśnie dlatego jego zdaniem tłum nie gwiżdże i nie pozwala sobie na chamskie zachowanie. Ludzie dostrzegają w tym sztukę, a nie błazenadę. - Widzą, że Lola nie jest wulgarna, ale zabawna - tłumaczy. Dziewczyny nie czują się zagrożone, bo nie podrywam ich facetów i na odwrót, dlatego panuje luźna atmosfera. W latach 90. Polacy nie mieli pojęcia, co to jest drag queen. Nawet jeden dziennikarz napisał w gazecie: "Lola Lou - królowa narkotyków", bo uznał, że "drag" to "drug" (ang. narkotyk). Najlepsze drag queens są w Brazylii, Hiszpanii, Belgii i oczywiście we Francji. Interesujące są także w Niemczech i Anglii - tam głównie króluje styl "thrash" (ang. chłostać), co Lucowi niezbyt odpowiada. Nie wszystkie drag queens po występie zostawiają swoje sukienki na wieszaku w garderobie. Luc traktuje występy wyłącznie jako pracę. Kiedy schodzi ze sceny, znika także Lola. Znowu jest krótko ostrzyżonym, 38-letnim mężczyzną o łagodnym usposobieniu, lekko zmanierowanym, palącym elektronicznego papierosa.

Pierwsza w Polsce

To będzie pierwsza płyta CD drag queen w Polsce i zarazem pożegnalna Loli Lou. Luc, choć nie kończy swojej kariery jako drag queen, za kilka miesięcy przeprowadza się na stałe wraz ze swoim mężem do RPA i tam chce występować. Płyty nie będzie można kupić w sklepach muzycznych, dostaniemy ją zupełnie za darmo w polskich klubach, podczas pożegnalnego tournée Loli Lou w lutym i marcu. Tego, gdzie dokładnie odbędą się występy, jeszcze nie wiadomo. Na krążku znajdzie się pięć utworów. - Muzyka klubowa, kabaretowa i jedna piosenka z tekstem mojego autorstwa, piosenka pożegnalna - mówi Luc. - Możesz mówić o Polakach co chcesz: że są nietolerancyjni. Ale ja wielu z nich mnóstwo zawdzięczam. Mogłem się tu rozwinąć, spełnić swoje marzenia, mogłem z tego żyć. Co ja mam powiedzieć? Dziękuję.

Kim jest drag queen? To mężczyzna przebrany za kobietę, występujący na estradach klubowych. Przesadny makijaż, strój i choreografia odróżniają go od zwyczajnych kobiet. Elementem występu jest często także upodobnienie się do znanych kobiet estrady, czasem ich zabawna parodia. Słowo "drag" pochodzi ponoć z epoki elżbietańskiej, kiedy role kobiece w teatrze odgrywali mężczyźni. Szekspir miał zwyczaj zapisywać w swoim scenopisie przy takich kwestiach "dress as girl" - w skrócie "drag".

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Podziel się