Wampiry nad rozlewiskiem

Kalicińska, Meyer i Larsson. Pod tymi trzema nazwiskami upłynął nam rok 2009, przynajmniej jeśli chodzi o listy bestsellerów w księgarniach. Na szczęście te listy to nie wszystko
>> Czego boją się koty?

Małgorzata Kalicińska to fenomen porównywalny jedynie z Katarzyną Grocholą. Sprzedało się ponad milion egzemplarzy jej sagi nad rozlewiskiem o Małgorzacie, kobiecie w średnim wieku, która porzuca Warszawę, by na mazurskiej wsi odnaleźć spokój i miłość. Kalicińską goni Amerykanka Stephanie Meyer, której pomysł na bestseller "Zmierzch" przyśnił się pewnej czerwcowej nocy. Również jej książek (na razie czterech) o miłości wampira i zwyczajnej nastolatki sprzedano w Polsce milion. Stieg Larsson i jego kryminalna trylogia "Millenium" - o genialnej hakerce i dziennikarzu prowadzących śledztwo we współczesnej Szwecji - wypada blado z ponad 300 tys. egzemplarzy, ale tylko w tym zestawieniu. Średni nakład książki w Polsce to bowiem niecałe 7 tys.

Czytajmy cokolwiek, bylebyśmy czytali

- Nie można czytelników traktować z góry tylko dlatego, że lubią literaturę popularną. Ktoś, kto już się wciągnął, z czasem sięgnie po poważniejsze książki - uważa Grzegorz Gauden, dyrektor Instytutu Książki promującego literaturę. Od tego, co Polacy czytają, bardziej niepokoi go, że czytają coraz mniej. Tylko 38 proc. z nas sięgnęło w ciągu roku po choć jedną książkę, a zaledwie 23 proc. przynajmniej jedną kupiło. To najgorszy wynik od 15 lat.

Z Kalicińską i Larssonem na szczytach list bestsellerów nie ma też problemu Kazimiera Szczuka. - Książki czytają głownie kobiety, wiec cieszę się, że sięgają po takie, które są dla nich rozwojowe. Trylogia Larssona to feministyczny kryminał, a Kalicińska jest pisarką popularną, ale lekko z nurtu emancypacyjnego - przekonuje krytyczka. Dla niej wydarzeniem roku była jednak inna książka - "Prowadź swój próg przez kości umarłych" Olgi Tokarczuk, ekothriller o starszej pani tropiącej zabójców myśliwych. - To wybitna rzecz, która ku mojej satysfakcji stała się popularna - mówi Szczuka.

Literatura bez emocji

- Niestety, rok 2009 nie był szczególnie obfity w wielkie dzieła poezji i prozy, nie było też ciekawie przy okazji nagród - podsumowuje Agnieszka Wolny-Hamkało, poetka i krytyczka prowadząca "Hurtownię książek" w TVP. - Dla mnie przyniósł tylko dwie duże niespodzianki. Pierwsza to "Wroniec" Jacka Dukaja, bajka o stanie wojennym. Bardzo mnie cieszy, że poważni polscy pisarze zaczynają pisać mądre i głębokie książki dla dzieci, a raczej - również dla dzieci. Druga to "Toksymia" Małgorzaty Rejmer, opowieść o mieszkańcach kamienicy na warszawskiej Pradze. To pierwsze od czasów Masłowskiej moje polskie odkrycie, rozbujana językowo, mocna, ale też melancholijna i ciepło traktująca człowieka książka autorki, która nam jeszcze wiele pokaże.

Mówiło się o "Tutaj", nowym tomiku wierszy naszej noblistki Wisławy Szymborskiej, o 50. urodzinach wydawnictwa Znak, o nagrodzonym Paszportem Polityki "Kieszonkowym atlasie kobiet" Sylwii Chutnik, nagrodach (Nike i Gdynia) dla poety Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego za tom "Piosenka o zależnościach i uzależnieniach", Noblu dla niemieckiej pisarki Herty Müller, rozliczającej się z komunistycznym reżimem w rodzinnej Rumunii. Ale żadna z tych książek nie wzbudziła prawdziwych emocji. Te wywołała praca magisterska Pawła Zyzaka "Lech Wałęsa. Idea i historia", szkalująca byłego prezydenta. Gdyby dzieła literackie budziły takie dyskusje, Polska byłaby szczęśliwym krajem.

Hotel dla psa i kota


Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl