Chcę robić filmy, ale nie zależy mi, czy się spodobają

Maja Staniszewska
2009-12-23 , aktualizacja: 23.12.2009 16:23
A A A Drukuj
Nie zrobi się filmu dla dzieci, kiedy ma się 19 lat, bo się nie wie, o czym się mówi - twierdzi Luc Besson. 1 stycznia trafia do kin jego "Artur i zemsta Maltazara"
>> Jak radzić sobie z wszystkojedzącym psem

Z Lukiem Bessonem rozmawia Maja Staniszewska.

Maja Staniszewska: Jak się pan czuje w roli reżysera filmów dla dzieci?

Luk Besson: - Ależ samolubna reakcja! Jestem dorosła, dlaczego robisz filmy dla dzieci, a nie dla mnie?! Nigdy nie mówiłem sobie - teraz zrobię film dla dorosłych, a teraz dla dzieci. Zakochiwałem się w jakiejś historii i po prostu przenosiłem ją na ekran. Kiedy zrobiłem "Wielki błękit" myślałem, że zrobiłem kino dla dorosłych, a film pokochała młodzież. A tak serio. Kiedy masz 20 lat, to chcesz skopać tyłki, zabić wszystkich, zaistnieć. Potem masz 40-45 lat, masz dzieci i stajesz się trochę bardziej świadomy istnienia tego świata. Nie zrobi się filmu dla dzieci, kiedy się ma 19 lat, bo się nie wie, o czym się mówi.

Co w historii Artura sprawiło, że się pan w niej zakochał?

- Artur żyje w dwóch światach - zwyczajnym i mikroskopijnym świecie Minimków. Musi być tolerancyjny, uczy się, że jest tylko częścią wielkiego kręgu natury, że potrzebuje wszystkich i wszystkiego, co go otacza. Łatwo człowiekowi zabić pszczołę, ale w świecie Artura okazuje się, że pszczoła, której uratował życie, może mu pomóc. W ten sposób, przez Artura, wiele można ludziom przekazać. To, że ty jesteś duży, a pszczoła mała, nie znaczy, że ty jesteś najważniejszy. Gdyby tych owadów zabrakło, bo schrzaniliśmy środowisko, umierać zaczęłyby rośliny, a potem przyszedłby koniec ludzkości. O tym jest film. Musimy dbać o środowisko, o żyjące z nami na ziemi stworzenia. Do tej pory tylko niszczyliśmy kolejne gatunki. Czas się zatrzymać.

Czyli to ekologiczna bajka?

- Bardziej ludzka niż ekologiczna. Chciałbym, żebyśmy nie musieli rozmawiać o ekologii, żeby to było oczywiste. Ale musimy, bo jesteśmy głupi. Na szczycie w Kopenhadze niczego nie osiągnięto, ale chociaż najważniejsi ludzie z całego świata tam pojechali i porozmawiali. To jest jakiś postęp, choć myślę, że za wolny. Dlatego trzeba pokazywać takie filmy dzieciom, bo jutro to one będą rządzić światem. Moim wielkim marzeniem jest, by na kolejnym szczycie w Kopenhadze w 2025 roku ktoś powiedział: pamiętam, kiedy oglądałem "Artura"... To by było osiągnięcie [śmiech]. Ale Artur to też zabawa, oczywiście.

Dlaczego dostajemy tylko pierwszą część historii?

- To frustrujące, wiem. To też lekcja dla dzieci. W dzisiejszych czasach dostają wszystko czego chcą od razu. A czasem dobrze jest poczekać.

Spodziewał się pan, ze Artur odniesie tak duży sukces - 18 mln widzów na całym świecie, w samej Francji 6,5 mln?

- Po 30 latach robienia filmów moim jedynym celem jest zrobienie filmu najlepiej jak potrafię. Reszta jest zagadką. Czasem zdarzają się pozytywne niespodzianki (jak z "Arturem"), czasem film nie podoba się we Francji, ale trafia do ludzi za granicą i nie bardzo wiadomo, dlaczego. Na przykład "Uprowadzona", film, który napisałem i wyprodukowałem we Francji, nie sprzedał się najlepiej, ale w Stanach był wielkim hitem - 160 mln dolarów. Czy się tego spodziewałem? Nie. Dlaczego tak się stało? Nie wiem, nie pytaj. To się czasem zdarza. Weźmy choćby "Brazil" Terry'ego Gilliama. Ten film nie sprzedał się dobrze, publiczność nie wiedziała, co ma o nim myśleć. Ale po 20 latach wciąż o nim mówimy, wciąż pożyczamy przyjaciołom płytę podkreślając, że "musisz to zobaczyć". Życie filmu to nie są trzy pierwsze tygodnie wyświetlania w twoim własnym kraju. Cieszę się, kiedy odchodzi się od cyferek, kiedy przemija gorączka tych pierwszych tygodni, bo wtedy tak naprawdę zaczyna się życie filmu.

A gdyby ktoś zaproponował wyreżyserowanie „Mikołajka”, francuskiego dobra narodowego?

- Nie i nie sądzę, żebym się tego podjął. To nie dla mnie. Ale podoba mi się filmowy "Mikołajek".

Może dlatego, że jest pan „mordercą francuskiego kina”?

- Kto tak mówi? Ktoś, kto kręci filmy, czy ktoś, kto o nich tylko pisze? Było takie pismo, które mnie o to oskarżało, ale dziś go już nie ma. Ciekawe dlaczego. Może pismo też zabiłem? To przynajmniej dowodzi, że wylewanie na kogoś pomyj może się źle skończyć. Nie chcę, żeby to zabrzmiało pretensjonalnie, ale gdybym 20 lat temu zdecydował się, jak wielu moich kolegów, wyjechać do Hollywood i robić filmy w wielkich studiach, to nie wiem, czy francuskie kino miało by się wtedy tak dobrze, jak ma się teraz.

Miało być tylko 10 filmów. To była podpucha?

- Nie, bo kiedy to mówiłem, byłem szczery.

Więc będą kolejne filmy Luca Bessona?

- W lecie nakręciłem kolejny film "Les Aventures extraordinaires d'Adele Blanc-Sec". Czeka na premierę. Oficjalnie zakończyłem karierę, ale zachwyciłem się tą historią. Co mam zrobić? Czy podpisałem cyrograf własną krwią - czy jestem politykiem, żeby wmawiać ludziom, że nie powiedziałem tego, co powiedziałem? Jestem wolnym człowiekiem. Kiedy mówiłem, że nie będę już reżyserował, byłem wypalony, to trwało kilka dobrych lat, ale gdy pojawiła się ta historia poczułem, że chcę ją zrobić, więc zrobiłem. I może zrobię kolejną. Ale chcę być szczery z widzami. Nie chcę robić filmów tylko dla pieniędzy, ale dlatego, że historie, które mam do opowiedzenia mi się podobają. Może więc znów przez długi czas nie będzie filmu Luca Bessona w kinach. Moje kolejne produkcje mogą się nie spodobać publiczności, ale ludzie będą przynajmniej wiedzieli, że zrobiłem je, bo tego chciałem, a nie dlatego, że musiałem. Nie będę nikogo nabierał.

Czeka nas jeszcze jedna premiera pańskiego filmu „From Paris with love”, tym razem napisanego i wyprodukowanego z Kasią Smutniak.

- Tak, zaraz, ona jest Polką? Nie wiedziałem, chociaż z tym nazwiskiem... powinienem się domyślić. Ale mogę wam powiedzieć, ze Kasia jest bardzo utalentowana, bardzo miła i bardzo pracowita. Zawsze na czas, bardzo poważnie traktująca pracę, bardzo profesjonalna. Dobrze wypada w tym filmie, a nie jest jej łatwo - gra z dwoma znanymi aktorami - Johnem Travolta i Jonathanem Rhys Meyersem - była wymagająca.

Jest szansa, że przyjedziecie z Kasią na polską premierę?

- Zobaczymy.



Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl

Podziel się

Jesteśmy na Facebooku! Lubisz nas?