Balladyna z PGR-u

gw
2009-12-10 , aktualizacja: 10.12.2009 16:39
A A A Drukuj
35 lat po głośnej inscenizacji Adama Hanuszkiewicza, Teatr Narodowy wystawia nową "Balladynę". Dramat Słowackiego reżyseruje Artur Tyszkiewicz. W tytułowej roli zobaczymy tegoroczną absolwentkę warszawskiej Akademii Teatralnej - Wiktorię Gorodeckaję
AKTORKA WIKTORIA GORODECKAJA JAKO BALLADYNA I MAŁGORZATA ROZNIATOWSKA W ROLI MATKI W CZASIE PRÓBY MEDIALNEJ NOWEJ SZTUKI TEATRU NARODOWEGO
FOT. WOJCIECH SURDZIEL / AGENCJA GAZETA
AKTORKA WIKTORIA GORODECKAJA JAKO BALLADYNA I MAŁGORZATA ROZNIATOWSKA W ROLI MATKI W CZASIE PRÓBY MEDIALNEJ NOWEJ SZTUKI TEATRU NARODOWEGO "BALLADYNA".
ZOBACZ TAKŻE
Rozmowa z Arturem Tyszkiewiczem, reżyserem

Dorota Wyżyńska: Premiera twojej "Balladyny" odbędzie się z okazji Roku Słowackiego. To chyba niewdzięczne zadanie dla reżysera przygotowywać spektakl rocznicowy?

Artur Tyszkiewicz: Zaproponowałem teatrowi wystawienie "Balladyny" jeszcze przed rocznicą. Kiedy zacząłem się przymierzać do tego tekstu, nie miałem nawet świadomości, że trafię akurat na jubileusz. Ale nie jest to aż takie niewdzięczne.

Twoja premiera odbędzie się dokładnie 35 lat po premierze słynnej "Balladyny" Adama Hanuszkiewicza. To też wyzwanie?

- Należę do pokolenia ludzi, którzy nie widzieli tamtego głośnego spektaklu. Urodziłem się w 1973 r. Znam spektakl jedynie ze zdjęć, z tych fragmentów, które zostały nagrane. I nie czuję zobowiązań.

Dawniej mieliśmy na afiszu mnóstwo inscenizajcji sztuk Słowackiego, od początku lat 90. to rzadkość. Dlaczego?

- Trzeba zapytać o to tych, którzy po sztuki Słowackiego nie sięgają. Ja przy okazji pracy nad spektaklem miałem też swoje małe odkrycia. Upewniłem się - to może banał - że sztuka się nie zestarzała. Postawy ludzi, ich motywacje są bardzo współczesne. Mamy w sobie ten sam napęd. Mimo upływu stuleci człowiek tak bardzo się nie zmienia. Nie tak łatwo we współczesnej literaturze znaleźć tak świetnie napisany dramat.

"W interpretacji Artura Tyszkiewicza Balladyna jest dzieckiem swojego czasu, zdegradowanego świata, w którym wyrosła" - czytamy w materiałach promujących spektakl...

- ...jesteśmy istotami kształtowanymi przez miejsce i czasy, w których żyjemy. Takie Balladyny są i dziś. Wystarczy pojechać np. do miejscowości popegeerowskich i porozmawiać z tymi zdeterminowanymi dziewczynami, które marzą, aby wyrwać się ze swoich rodzinnych stron. Które zrobią wszystko, aby być piękniejsze, bogatsze, z lepszego świata.

Wybitny znawca teatru Jan Kott zarzucał inscenizacjom "Balladyny", które widział, że były "za bardzo dekoracyjne, fałszywie wystylizowane. A nie było w nich nic z gminnej baśni...".

- To oczywiście jest problem. Jak to, co Słowacki zapisał w tym tekście - że to pieśń gminna, ballada - przenieść na scenę. Myślałem o tym. Mam nadzieję, że u nas podkreśli to chór kobiet, który będzie niejako komentatorem wydarzeń. Szukałem odniesień do ballady, moralitetu. Chciałem, aby nasza Balladyna była takim współczesnym everymanem.

Podziel się

Jesteśmy na Facebooku! Lubisz nas?