Bajka, plansza, stan wojenny

Maja Staniszewska
2009-12-08 , aktualizacja: 08.12.2009 20:42
A A A Drukuj
Mroźna noc 13 grudnia 1981 roku i to, co po niej nastąpiło na razie nie znalazło miejsca w kulturze, a i z pamięcią nie jest najlepiej. Dlatego organizatorom akcji społecznej "Pamiętaj o 13 grudnia" jak z nieba spadł "Wroniec" Jacka Dukaja. Czy ta niezwykła bajka ma szanse zainteresować młodych stanem wojennym?
ZOBACZ TAKŻE
>> Pies policyjny działa jak broń

Co o stanie wojennym znajdziemy w księgarniach? Ceglaste monografie, wybory dokumentów, prace naukowe. I album ze zdjęciami Chrisa Niedenthala. W telewizji - filmy dokumentalne i programy publicystyczne. Nic zatem dziwnego, że szacowne instytucje państwowe, takie jak Narodowe Centrum Kultury i Instytut Pamięci Narodowej postanowiły wykorzystać "Wrońca", fenomenalną bajkę o stanie wojennym Jacka Dukaja, do promocji swojej akcji "Pamiętaj o 13 grudnia". I to wykorzystać na wielu polach - powstał animowany spot telewizyjny autorstwa Jakuba Jabłońskiego (to on zilustrował "Wrońca"), a Kazik Staszewski nagrał dwie piosenki z książki: "Piosenkę członka" i "Piosenkę milipantów". Jest też opowiadająca o stanie wojennym gra planszowa inspirowana ilustracjami z książki.

- Bajka jest lepsza niż poważny referat - mówi Krzysztof Dudek, dyrektor Narodowego Centrum Kultury. - "Wrońcem" zachwyciłem się od pierwszego wejrzenia, i cieszę się, że najnowsza historia Polski stała się inspiracją dla twórców kultury.

Zabawa historią

Jacek Dukaj nie planował takiego zamieszania wokół swojej książki. Napisał "Wrońca", bo zaintrygowało go, że temat stanu wojennego wciąż jest przez literaturę pomijany.

Czy taka zabawa historią to dobry pomysł? Anna Brzezińska, podobnie jak Jacek Dukaj pisząca fantastykę, ale także historyczka, nie jest przekonana. - Trochę mnie martwi zamienianie historii w zabawę. Owszem, to pomaga wciągnąć ludzi w te wydarzenia, ale z drugiej strony - one nie były przecież wcale "fajne", to nie była zabawa w wojnę. Jako matka dwóch synów wolałabym, żeby się inaczej bawili - kończy Brzezińska. Inaczej ocenia to Andrzej Arseniuk z IPN: - Wiem, że taka forma przekazu historycznego jest krytykowana, ale jest też wciągająca i pobudza wyobraźnię. Właśnie tak można zachęcić młodzież do zainteresowania się historią - mówi.

Tak samo myślą "zomowcy", którzy przyszli do warszawskiego liceum przy Bednarskiej (gdzie zainaugurowano akcję "Pamiętaj o 13 grudnia"), wprowadzić nieco "stanowojennej" atmosfery. - Chodzi o to, żeby pokazać żywą historię, bo młodzieży nie interesuje czytanie książek - mówią jeden przez drugiego Radek i Mateusz (roczniki 1988 i 1989), studenci archeologii i członkowie grup rekonstrukcji historycznej. - Kiedy ludzie przechodzą obok nas, mogą zobaczyć, jak to wyglądało, dotknąć, zapytać. Wtedy jest szansa, że coś zapamiętają, a nawet się zainteresują.

Najlepszym przykładem, że to może działać, jest trzeci "zomowiec" - Gracjan, barman (rocznik 1989). - Zobaczyłem cztery lata temu rekonstrukcję akcji powstańców na Starówce. Zacząłem czytać, dołączyłem do grupy, wiem więcej i pokazuję innym. Jedni wzruszają ramionami, inni może zadadzą sobie pytanie, co było dalej i sięgną po książki - opowiada. Wszyscy trzej planują w przyszłym roku wyprawę na Grunwald i udział w inscenizacji bitwy sprzed 600 lat.

Abstrakcja czy bliska historia?

A jak to widzą młodzi, do których skierowana jest akcja? Zapytaliśmy licealistów z Bednarskiej. Na wczorajsze spotkanie nie przyszło ich wielu, "Wrońca" jeszcze nie czytali, ale opinie mieli zdecydowane:

Zuzanna i Paulina (rocznik 1991)
- U nas w szkole lekcje historii są bliskie życiu, a nauczyciele, omawiając stan wojenny, dzielą się swoimi doświadczeniami. Wiemy, że nie wszędzie tak jest i dla wielu stan wojenny to tylko kolejne hasło z podręcznika. Dlatego zdecydowanie takie prezentowanie historii pomaga. O ile nie robi się z tego głupiego żartu, nie traktuje zbyt rozrywkowo, bo można urazić tych, którzy przeżyli w tym czasie tragedię.

Anna (1991)
- Gdyby mnie ktoś zaczepił 13 grudnia na ulicy i zapytał, jaki dziś dzień pewnie w pierwszej chwili odpowiedziałabym, jaki jest dzień tygodnia. Ale pamiętam i dlatego mnie taka akcja nie jest potrzebna.

Antoni (1992)
- To zdecydowanie lepsze od tradycyjnych wykładów, można poczuć to, co się wtedy działo i lepiej zapamiętać. Ci, którzy się interesują historią nie potrzebują takich akcji ani przedstawień, ale takich osób jest niewiele. Dla mnie też stan wojenny to abstrakcja, trochę jak II wojna światowa.

Stanisław (1991)
- Dla mnie stan wojenny jest ważny, w domu dużo się o nim mówiło, bo obydwoje moi rodzice byli wtedy aresztowani za kolportowanie nielegalnych wydawnictw. Dlatego takie akcje nie są dla mnie. Ale żyjemy w takich czasach, że mało kogo z młodych obchodzi historia, warto więc próbować różnych metod, by nią zainteresować.

Bajka lepsza niż referat? Jak mówić młodym o stanie wojennym? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Podziel się

Jesteśmy na Facebooku! Lubisz nas?