Szwajcarski Federalny Sąd Karny zgodził się wczoraj na zwolnienie Romana Polańskiego z aresztu za kaucją 3 mln euro. To sukces prawników reżysera, który został zatrzymany pod koniec września, zaraz po wylądowaniu na lotnisku w Zurychu. Na szwajcarskim festiwalu filmowym Polański miał odebrać nagrodę za całokształt twórczości.
Podstawą zatrzymania był amerykański list gończy wydany 31 lat temu po tym, jak reżyser uciekł z USA, zanim przed kalifornijskim wymiarem sprawiedliwości zakończyła się jego sprawa o uwiedzenie nieletniej. Chodziło o 13-letną wówczas Samanthę Gailey, którą Polański miał uwieść w 1977 r. w willi aktora Jacka Nicholsona w Hollywood.
Gorliwość Szwajcarów była jednak zaskakująca: Polański wielokrotnie przyjeżdżał w ciągu ostatnich lat do tego kraju, ma tam też rezydencję. Dlatego po aresztowaniu na całym świecie rozgorzała dyskusja o pedofilii. Artyści z wielu krajów utworzyli front obrony 76-letniego Polańskiego, domagając się uwolnienia reżysera doświadczonego m.in. przez II wojnę światową. Nieco inaczej reagowali internauci - w blogach i komentarzach przeważała opinia, że Polański powinien być potraktowany jak każdy inny sprawca podobnego przestępstwa. Pod wpływem opinii publicznej niektóre gwiazdy - np. wyróżniona Oscarami Emma Thompson - odwołały swe wsparcie dla reżysera.
Wczorajsza decyzja sądu nie oznacza jednak, że Polański będzie mógł opuścić Szwajcarię. Poza wpłaceniem kaucji musi zdeponować dowody tożsamości i pozostawać w swej rezydencji (w szwajcarskim kurorcie Gstaad). Kontrolować ma go za to elektroniczny system dozoru. Szwajcarzy poza zwolnieniem Polańskiego z aresztu, muszą też zdecydować, czy w ogóle przychylić się do wniosku o ekstradycję reżysera do USA, gdzie ten byłby sądzony za gwałt.