>>
Pies policyjny działa jak brońOd 2004 roku, kiedy otwarto Muzeum Powstania Warszawskiego odwiedziło je ponad 2 mln widzów. Jedni Ołdakowskiego uwielbiają, inni nazywają pieszczochem władzy dmącym w polityczną trąbkę. Przy okazji dyskusji "Metra" i Radia Tokfm o finansowaniu kultury pytamy go skąd zdobywać pieniądze?
Z Janem Ołdakowskim, dyrektorem Muzeum Powstania Warszawskiego rozmawiają Edyta Błaszczak, "Metro" i Patrycja Wanat, TOK FMMówi się że to najnowocześniejsze i najlepsze muzeum w Polsce, a na pewno najbardziej nagłośnione medialnie. Czy to za sprawą obfitego finansowania? Starcza wam na wszystko? - Nie mamy większych problemów finansowych. W sumie dysponujemy 17 mln złotych, ale sukces muzeum to nie tylko budżet, są placówki, które mają większe fundusze i nie są tak popularne. Ważny jest pomysł komunikacyjny, jak stworzyć narrację i ja jak najszerzej przedstawić.
Państwowe Muzeum Narodowe w Warszawie z nieporównywalnie większymi wydatkami i zbiorami ma tylko o 10 mln więcej. Nie czuje się Pan rozpieszczany? - Muzeum sztuki działa inaczej, tam bazą są zbiory, które trzeba pokazać w wyjątkowy sposób, my jesteśmy muzeum narracyjnym o wąskiej specjalizacji - opowiadamy jedną historię.
A oprócz pieniędzy samorządowych mamy wpływy z biletów- 850 tys i 1,2 mln ze sprzedaży książek i pamiątek w sklepiku. Reszta budżetu to sponsorzy i darowizny które liczymy w setkach tysięcy złotych. Ale też walczymy. Kryzys spowodował olbrzymi ubytek, kiedy na początku roku straciliśmy obiecane wcześniej 400 tys. euro.
Nie myślał Pan, żeby podwyższyć ceny biletów i uniezależnić się bardziej od miejskich pieniędzy?- Nie do końca mam na to wpływ. Radni m.st Warszawy proponowali, żeby wstęp był bezpłatny wzorem londyńskich muzeów czy waszyngtońskiego Muzeum Holocaustu. Doszliśmy do wniosku, ze jeśli Polacy za coś nie zapłacą, to nie uszanują tego, stąd ta niewygórowana opłata 5 zł. Gdybyśmy podwyższyli cenę, muzeum odwiedzałoby mniej osób.
Mówi się o ogromnych honorariach, które pozwala muzeum tak łatwo zdobywać artystów na obchody. Ile wydaliście na nie w tym roku. - Połowa naszego budżetu to pensje 120 pracowników. Na całą działalność merytoryczną wydaliśmy 4,5 mln złotych, w tym na promocję milion złotych. A propos plotek - kiedyś jeden z artystów za nagranie piosenki zażądał 40 tysięcy złotych, skończyło się na tym, że nagrał za 3 tysiące.
Nie czuje Pan, ze Muzeum kolonizuje świadomość turystów i warszawiaków? Złośliwi mówią o nim jako muzeum spalonego miasta, tylko tyle właściwie o Warszawie można się dowiedzieć z perspektywy obserwatora?- Warszawa jest miastem dwóch powstań. Nie da się od tej historii uciec, więc my ją opowiadamy. Chciałbym rywalizacji i innymi placówkami, bo teraz mam poczucie, ze ścigam się sam ze sobą. Ja uczyłem się muzealnictwa w USA i tam jest normą, że muzea o bardzo rożnym zakresie tematycznym starają się ściągnąć widzów różnymi sposobami, nawiązują współpracę ze szkołami i wygrywają te, które mają najlepszą ofertę. U nas myśli się, ze skoro widz nie rozumie wystawy, to ma problem. Na świecie jest odwrotnie, jeśli nie zrobi się tak, żeby widz zrozumiał, coś przeżył, to się nie istnieje.
Pan musi codziennie sprzedawać ten sam produkt, czyli Powstanie Warszawskie. Nie boi się Pan, ze pomysły się wyczerpią. Czy może na 5 rocznicę uruchomi Pan powstańczą telewizję?- Powstanie ma ogromny potencjał, chociażby w pytaniu czy miało sens. Powstaniec to patriota , my cieszymy się wspólnie z młodymi ludźmi, że dziś już nie trzeba używać karabinów w obronie ojczyzny, ale o wspólnotowość trzeba dbać. Działania Muzeum przenoszą się na grunt społeczny, pytania o powstanie są współczesne i to widać choćby w przedstawieniach teatralnych. Ale boję się każdego dnia, kiedy okaże się, że to co robimy będzie banalne. Telewizji nie będziemy robić, ale mamy w planach współpracę z kombatanckim radiem.
Trwa debata o finansowaniu kultury, także i muzeum więcej funduszy by nie zaszkodziło. Co robić? Zwiększyć dotacje państwowa, oddać kulturę rynkowi czy liczyć na to, że przedsiębiorcy przekażą 1 proc. z CIT?- Muzea powinny zacząć walczyć o widza, ale bez pieniędzy im się to nie uda. W Polsce wciąż nie ma ustawy o sponsoringu, bo sponsoring jako taki nie istnieje w polskim systemie finansowym, dlaczego mamy tu do czynienia z fikcją - bo albo muszę przekonywać sponsorów do przekazania darowizny i wtedy on płaci podatek, albo musi wystawić faktury kompensacyjne- czyli tak jakbyśmy mu sprzedawali usługi promocyjne. Pomysł Jerzego Hausnera [były minister gospodarki] przekazywania pieniędzy z CIT jest dobry, bo silne placówki będą wtedy miały szansę walczyć o realne pieniądze. Natomiast zwiększenie dotacji państwowych niewiele by przyniósł pożytku.
Czy na takie Muzeum Powstania Warszawskiego miasto powinno dawać aż tyle pieniędzy? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl