Widzowie jubileuszowego WFF obejrzeli w tym roku zawrotną ilość obrazów: 140 filmów pełnometrażowych, 100 krótkometrażowych, wśród nich 150 premier. Według jury na Warsaw Grand Prix (i 100 tys. zł) zasłużył "Lourdes" w reżyserii Austriaczki Jessiki Hausner. W swoim filmie podejmuje ona próbę przedstawienia fenomenu francuskiego sanktuarium, odwiedzanego corocznie przez sześć milionów osób - miejsca pełnego ludzi rozpaczliwie pragnących cudu. Oglądamy je jednak z zewnątrz, oczami dziewczyny, która tylko udaje pobożność, żeby zabierano ją na kościelne wycieczki, bo, jak szczerze przyznaje, nie ma wielu okazji do podróżowania. Jest przykuta do wózka inwalidzkiego. - Ten film wręcz poraża dojrzałością warsztatu i dojrzałością myśli - mówił przewodniczący jury Konkursu Międzynarodowego, kompozytor Jan A. P. Kaczmarek. - Doskonała kompozycja, wiele poziomów znaczeń, wyjątkowa harmonia, doskonały warsztat filmowy, nic nie dzieje się w tym filmie w sposób nieopatrzny. To historia, której nie da się zapomnieć - komentował.
Drugi nagrodzony film (przyznano mu Specjalną Nagrodę Jury) to "Pasja Gabriela" kolumbijskiego reżysera Luisa Alberto Restrepo. Pokazuje religijność od drugiej strony, tej codziennej, a jego bohaterem jest ksiądz z małej woski, który chce ulepszać życie innych. Ma jednak tajemnicę - namiętny romans, który nawiązał z młodą i piękną urzędniczką. - Ten film ma w sobie wyjątkową energię - mówi Kaczmarek.
A co najbardziej podobało się publiczności? Identyczne noty widzów - po raz pierwszy w historii Warszawskiego Festiwalu - dostały dwa filmy, więc przyznano dwie Nagrody Publiczności. Otrzymały je polski "Dom zły" Wojciecha Smarzowskiego, porównywany przez niektórych do "Fargo". To opowieść o prowadzonym w 1982 r. milicyjnym śledztwie w sprawie brutalnego morderstwa popełnionego w jednej z chałup w odległym zakątku Bieszczad. Ciąg dramatycznych zdarzeń rozpoczyna się, gdy zatrudniony w pobliskim PGR zootechnik Edward Środoń trafia do domu małżeństwa Dziabasów. Zakrapiane alkoholem spotkanie kończy się tragedią...
Drugi film, który zdobył uznanie publiczności to francuski "Witamy" Philippe'a Lioreta o pełnej przygód podróży przez Europę 17-letniego Kurda. Bilal zamierza dostać się do Anglii, by spotkać się z mieszkającą tam dziewczyną. W końcu trafia do Calais. Ma przed sobą jeszcze 32 kilometry do pokonania - przez kanał La Manche. Bilal chce przebyć go samodzielnie, nie umie jednak pływać. Reżyser filmu stworzył przejmujący obraz życia walczących o przetrwanie nielegalnych imigrantów. - To mocna historia, która z dokumentalną surowością, w minimalistycznym stylu uderza potężnym emocjonalnym przekazem - uznali ogranizatorzy festiwalu.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl