Dan Brown i masoni czyli trzy zwroty akcji na stronę

Na polski przekład najnowszej powieści Dana Browna musimy poczekać do przyszłego roku. Ale nasza dziennikarka już sprawdziła czy w ?The Lost Symbol? znajduje się wszystko to, co wielbiciele spisków i zagadek lubią najbardziej
>> Hotel dla psa i kota

W samym sercu Waszyngtonu - w Rotundzie Kapitolu - mały chłopiec, który przyszedł z rodzicami zwiedzić jeden z najważniejszych budynków w kraju, zaczyna przeraźliwe krzyczeć. Gdy dorośli odkrywają, co go tak przestraszyło, są nie mniej przerażeni: to odcięta ludzka ręka o tatuowanych palcach, wskazująca w niebo.

Za jej sprawą dla profesora Roberta Langdona, światowego specjalisty od symboli, który już poznał tajemnice Watykanu ("Anioły i demony") i zgłębił zagadkę świętego Graala ("Kod Leonarda da Vinci") zaczyna się właśnie najdłuższa i najbardziej przerażająca noc w życiu.

Na bohaterów powieści Brown wybrał masonów oskarżanych o całe zło tego świata - od czczenia diabła po tworzenie wszechświatowego rządu. Jak obrazowo porównuje Robert Langdon, masoni są jak Coca-cola - jest wszędzie, ale jej receptura to sekret, poznasz ją po latach pracy w koncernie, jeśli uda ci się zajść odpowiednio wysoko, udowodnisz wierność i zyskasz zaufanie kierownictwa.

Jak się okazuje, dostać się do masonów, nawet na najwyższy, 33. poziom wtajemniczenia, nie jest tak trudno. Udało się to człowiekowi, który nazywa siebie Mal'akh (z hebrajskiego "anioł posłaniec"). To Mal'akh zwabił Langdona do Waszyngtonu i umieścił na Kapitolu tatuowaną rękę. Bo nie jest ona przypadkowa - odcięto ją przyjacielowi i mentorowi Langdona, jednocześnie najwyższemu rangą amerykańskiemu masonowi. Profesor zrobi wszystko, żeby uwolnić Petera Solomona. Warunek - musi zdobyć masońską piramidę, którą do tej pory uważał za mit, a która ma doprowadzić do odkrycia najważniejszych tajemnic, jakie światli ludzie z dawnych wieków ukryli przed wzrokiem maluczkich. Czeka go karkołomna rozgrywka między żądnym tych tajemnic szaleńcem a szychą z CIA, bezwzględną dyrektor Inoue Sato, która ma wobec piramidy własne plany... Pomocą służy bohaterowi siostra porwanego przyjaciela, Katherine Solomon, specjalistka od nowej nauki - noetyki, w której fizyka spotyka się z filozofią. Katherine dokonała odkryć, które mogą zmienić sposób, w jaki ludzkość postrzega świat. Czy mają coś wspólnego z tajemnicami sprzed wieków, strzeżonymi przez masońską piramidę? Można się tego dowiedzieć, jeśli, tak jak Robert Landgon, ma się wolne 12 godzin. Tyle bowiem zajmuje przeczytanie "The Lost Symbol", bo to jedna z tych książek, której nie sposób odłożyć.

Tempo, w jakim toczą się wydarzenia w powieści, jest zaiste karkołomne. Krótkie chwile wytchnienia zapewniają jedynie nieliczne retrospekcje czy szczegółowe opisy budynków, w których rozgrywa się akcja (a jest to przegląd najważniejszych miejsc w Waszyngtonie, od Kapitolu, przez Bibliotekę Kongresu, Katedrę Narodową, po masońską świątynię położoną zaledwie kilka przecznic od Białego Domu). Brown potrafi utrzymać uwagę czytelnika, a kiedy opisuje pościg Mal'akha za ofiarą, strony przewracają się same. Gorzej z fabularną częścią zagadki, w której jedno odkrycie mechanicznie prowadzi do następnego i następnego, a Robert Langdon zdaje się mieć w głowie całą Encyklopedię Brittanicę. Rozczarowujące jest też to, że zarówno odgadnięcie pierwszej ofiary szalonego Mal'akha, jak i domyślenie się, jaka jest jego prawdziwa tożsamość, nie są trudne.

Gdzie ukryta jest tajemna wiedza, nie zdradzę. Choć już w połowie książki można się domyśleć.

Wielbiciele Browna będą zachwyceni "The Lost Symbol". Ci, którzy nie przebrnęli przez poprzednie książki autora, niech i tej nie próbują czytać.

Polski przekład pod tytułem "Zaginiony symbol" pojawi się w księgarniach na początku 2010 roku.

Słoń Karola Wielkiego