Jestem trochę pokręcony, dlatego zagrałem psychiatrę

Edyta Błaszczak
2009-09-02 , aktualizacja: 02.09.2009 20:35
A A A Drukuj
W najnowszym thrillerze Feliksa Falka "Enen" zobaczymy Borysa Szyca w roli lekarza psychiatry szukającego odpowiedzi na pytania, których być może lepiej, aby nie zadawał
Borys Szyc w roli lekarza psychiatry w filmie Enen
Fot. Monolith Plus
Borys Szyc w roli lekarza psychiatry w filmie Enen
ZOBACZ TAKŻE
Filmy
>> Coś z niczego - zabawki dla oszczędnych

Edyta Błaszczak: Jaką książkę pan teraz czyta?

Borys Szyc: Właśnie skończyłem "Krótki i niezwykły żywot Oskara Wao". To jest saga dominikańskiego rodu. Prześmieszna i wciągająca książka.

Czy wraca pan do jakichś lektur?

- Do "Mistrza i Małgorzaty". Ostatnio mam więcej czasu na czytanie, a że mieszkam blisko "Czułego Barbarzyńcy" [modna kluboksięgarnia na warszawskim Powiślu], to tam zaglądam. Właściciel Tomek Brzozowski odkłada mi książki i doradza - jaka na jaki humor, co przeczytać, gdy mam mało czasu. Więc czytam Petera Esterhazego "Nanizane na sznurek" albo Judy Budnitz, która pisze dla kobiet, ale dzięki temu faceci mogą dowiedzieć się więcej o kobiecej naturze.

Czy do roli psychiatry w "ENEN" przygotowywał się pan, czytając literaturę przedmiotu?

- Nie, ale spędziliśmy wiele godzin na rozmowach z "naszym" panem psychiatrą, zawsze obecnym na planie filmowym. Chodziło o to, żeby nie powielać prostych stereotypów o pracy psychiatry. Gram pasjonata, którego nagle coś zaciekawiło, więc postanawia złamać zasady, postawiwszy na szali swoją rodzinę i karierę.

Kim jest główny bohater - młody psychiatra, którego pan gra?

- Jest detektywem na swoje potrzeby. Gnębi go własna historia - śmierć ojca. Zauważa w zakładzie psychiatrycznym człowieka, który wykonuje taki sam gest, jaki wykonywał tylko jego tata. Zagląda w jego teczkę, ale nic tam nie ma. Nie wiadomo, skąd facet się wziął, jak się nazywa, jak był leczony. Zagadka wciąga bohatera.

Choroby psychiczne to w Polsce temat tabu. Czy ten film odczarowuje rzeczywistość?

- Nie ma tu takiego loachowskiego przedstawienia, że wariaci są akceptowani. Skupiamy się na zmaganiu faceta ze sobą i zagadką, której nie potrafi rozwiązać. Przez chwilę widzimy w filmie, w jakich warunkach są hospitalizowani chorzy psychicznie. A właściwie przechowywani - w brudzie, smrodzie, niczym w celi. Ośmiu facetów na 14 metrach - to brutalna rzeczywistość, w której ja bym zwariował po kilku dniach. Jak oni mają wyzdrowieć?

Był pan kiedyś w szpitalu psychiatrycznym?

- Kilka dni planu filmowego "Oficera" mieliśmy w podwarszawskich Tworkach. I podobnie jak podczas kręcenia"ENEN" zastanawiałem się, dlaczego się tak dzieje, że nagle jakaś klepka się odkleja i nic nie jest takie, jak było.

Skoro o marzeniach - gdyby na chwilę dostał pan nieograniczoną moc zmieniania świata, co by pan zrobił jako superbohater?

- Zlikwidowałbym wszystkie choroby - choćby z racji tego, że jestem hipochondrykiem. Chciałbym, aby śmierć wyglądała inaczej, tak, jak opowiadała mama, żeby nic nie bolało i żebyśmy rozpływali się w chmurkę. Widzi pani - jestem trochę pokręcony. I może dlatego zagrałem psychiatrę.

Rozterki młodego psychiatry

Jakie mroczne tajemnice kryją się w chorobach duszy? O kulisach wchodzącego do kin filmu "Enen" rozmawiamy z Feliksem Falkiem, scenarzystą i reżyserem

Edyta Błaszczak: Słyszałam, że na pomysł filmu i zarazem scenariusza wpadł pan bardzo filmowo - po zobaczeniu ogłoszenia w gazecie. To prawda?

Feliks Falk: Tak, ktoś mi pokazał notatkę w gazecie o osobie znajdującej się w szpitalu psychiatrycznym, której wszystkie dokumenty gdzieś zaginęły. Tak powstał pierwszy scenariusz - sześć lat temu, na zamówienie ówczesnego dyrektora Teatru Telewizji Jacka Wekslera. Ale wtedy nie doszło do realizacji pomysłu.

I dlatego, gdy pojawiła się szansa nakręcenia filmu, zaproponował pan współpracę Agnieszce Holland?

- Kiedyś w zespołach filmowych do tradycji należała współpraca przy różnych projektach. Radziliśmy się wzajemnie, podsuwaliśmy pomysły itd. Przyjaźnię się z Agnieszką od lat i pomyślałem sobie, że mogę ją poprosić, aby pomogła mi poprawić scenariusz. Dzięki niej zmieniłem wiele scen, dialogów, pomogła mi też w wypełnieniu postaci.

Czy "Enen" to thriller z podtekstem społecznym?

- Nie, to nie jest film o "trudnych warunkach w szpitalach psychiatrycznych". Ma on kilka płaszczyzn. Ale najważniejszym wątkiem jest próba odkrycia przez bohatera tajemnicy człowieka pozbawionego tożsamości. A także skomplikowane wybory ludzi w epoce PRL-u.

Czyli jest to film z przesłaniem?

- Przede wszystkim ma trzymać widza w napięciu i nie pozwolić wyjść z kina, aż do zaskakującego zakończenia. Ale jeśli przy okazji zmusi oglądającego do refleksji, będę w pełni usatysfakcjonowany.

Słuszne są porównania do "Lotu nad kukułczym gniazdem"?

- Przeciwnie. "Lot" był filmem o poszukiwaniu wolności, "Enen" dotyka zupełnie innych rejonów - głównie mówi o bezradności człowieka wobec tajemnicy drugiego człowieka.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Podziel się