Polska nie ma pomysłu na film

Mariusz Jałoszewski, Edyta Błaszczak
2009-08-04 , aktualizacja: 04.08.2009 21:10
A A A Drukuj
Czy polskie wytwórnie nie będą już produkowały ambitnych filmów? To całkiem prawdopodobne, bo do końca 2010 r. wszystkie muszą przekształcić się w spółki. Nikt nie ma jednak pomysłu, jak to zrobić. A jeśli nie zdążą, czeka je likwidacja
Film
fot. alexsaes / sxc.hu
Film
ZOBACZ TAKŻE
>> Konkurs *Załoga G*. Łap nagrody

W Polsce funkcjonuje 13 państwowych wytwórni filmowych. Tylko dwie z nich przynoszą straty, ale sprywatyzowane muszą być wszystkie. Wymaga tego ustawa o państwowych instytucjach filmowych uchwalono kilka lat temu przez Sejm. Komercjalizacja może nie być jednak możliwa przez ciągłe nieuporządkowane prawo do zajmowanych przez nie nieruchomości. Problem dotyczy Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Fabularnych w Warszawie, Studia Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej, "Zebry", "Toru", "Perspektywy" czy Łódzkiego Centrum Filmowego, które jest resztkami po zlikwidowanej w latach 90-tych znanej Wytwórni Filmów Fabularnych w Łodzi. Te instytucje to nie tylko pracownicy (390 osób), ale też magazyny z rekwizytami, laboratoria filmowe, hale i przede wszystkim grunty. Dlatego niektóre z nich jeśli padną, mogą być atrakcyjne dla np. deweloperów.

Już pojawiły się zakusy na teren WDFiF przy ul. Chełmskiej w stolicy. Jest bardzo atrakcyjny, nieopodal Łazienek Królewskich. Miasto przygotowując plan zagospodarowania zaproponowało, by na terenie wytwórni mogły stanąć bloki mieszkalne. Dopiero po protestach filmowców, miasto wycofało się z tego pomysłu.

Ministerstwo kultury zdaje sobie sprawę, że wytwórnie mogą nie zdążyć z komercjalizacją i chce, żeby sejm przyjął nowelizację ustawy. Według niej prywatyzacja odbywałaby się do 2012 r. - Potrzebuję więcej czasu, żeby zapewnić przyszłość tym wytwórnią. Nie mogę dopuścić do sytuacji, żeby przez jakieś perturbacje rynkowe, znikła któraś z fenomenalnie zarządzanych instytucji - mówi minister Bogdan Zdrojewski.

O tym, że potrzeba więcej czasu, mówi też Zdzisław Kudła, szef wytwórni filmów rysunkowych w Bielsku-Białej: - Bo teraz nie nikt nie ma pomysłu, jak przekształcić nasze instytucje. A likwidacja naszej placówki oznaczałaby, że majątek zostałby rozdrobniony, sprzedany za grosze. Animacje trafiłyby do Filmoteki Narodowej w Warszawie, tam leżałaby na półce, rzadziej by ktoś się nimi interesował.

Filmowcy mówią, że nie są przeciwni prywatyzacji. - Ale musi być ona przeprowadzona na sensownych warunkach - mówi Wojciech Danowski, wicedyrektor Studia Filmowego "Zebra". Jego zdaniem, gdyby nie studia, mogłyby nie powstać takie filmy jak "Nikifor" czy "Plac Zbawiciela". Bo na kinie ambitnym trudniej zarobić.

Przykład Łodzi pokazuje, że problemem nie jest także potencjalnych zagraniczny właściciel. Tam niedawno otworzono filię brytyjskiej wytwórni Break Thru. Od początku sierpnia pracuje w niej 90 proc. ekipy sprywatyzowanego przed dziesięcioma laty Se-ma-fo-ra. Film o Chopinie będzie zrealizowany pod brytyjskim szyldem, ale za polskie pieniądze i przez Polaków. - Dla widza ta zmiana nie będzie miała znaczenia - tłumaczy reżyser i szef Stowarzyszenia Filmowców Polskich Jacek Bromski.

- Polskiemu filmowi nic nie grozi - uspokaja szefowa Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej Agnieszka Odorowicz. Jednak pytana, co się stanie, jeśli studia się nie przekształcą do 2010 r., odpowiada: - Nie wiem.

38 milionowy kraj zasługuje na swoją wytwórnię

Remigiusz Podniesiński, wicedyrektor Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Fabularnych w Warszawie, największej polskiej filmówki

Nie boję się likwidacji. Nasza wytwórnia ma się połączyć z wytwórnią "Czołówka". Powinniśmy zdążyć z komercjalizacją, ale gdy miasto zaczęło sporządzać plan dla naszego terenu, to zablokowało nam uwłaszczenie. Czy wytwórnia powinna przetrwać? A czy 38 milionowy kraj ma nie mieć swojej wytwórni filmów? To tak jakby pytać, po co nam muzea, teatry. Czy trzeba nas sprywatyzować? Sukces zależy nie od tego jaki jest właściciel, ale jak się wytwórnią zarządza.

Czesi sprywatyzowali i kręcą w Polsce

Robert Gawłowski, dyrektor Wytwórni Filmów Fabularnych we Wrocławiu

Nie jestem przekonany, czy produkcję naszych filmów powinien przejąć wolny rynek. Czechy sprywatyzowały wytwórnie i teraz ich filmowcy szukają tańszych hal do kręcenia filmów w Polsce.

Dzisiejsze studia to zdechłe instytucje

Kazimierz Kutz, reżyser, poseł PO

Dzisiejsze studia filmowe i wytwórnie to zdechłe instytucje, imitacje tego, czym były kiedyś zespoły filmowe. Utworzone w latach 50-tych zespoły to był rewolucyjny pomysł, dzięki któremu kino z głupawej rozrywki przeistoczyło się w grupy artystyczne. Ich istota był zniewolony dziś reżyser. Ale w warunkach rynkowych to normalne, bo przed zmianą ustrojową filmy były dotowane w 100 procentach. Teraz od dobrej woli np. Machulskiego zależy, czy wspomoże taki film jak "Plac Zbawiciela". Ale Felliniego też dofinansowała prywatna osoba. Zresztą wytwórnie - "Tor", "Zebra", "Kadr" - nie dostają już dotacji, faktycznie stały się firmami, więc powstawanie kina ambitnego nie zależy od tych placówek, ale od rynku.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Podziel się

Jesteśmy na Facebooku! Lubisz nas?