>>
Pij piesku, pij... Piwo dla psów... Na Łódź trzeba umieć patrzeć. I należy włożyć nieco wysiłku w odnajdywanie jej czaru i powabu. To nie jest łatwa miłość jak do Paryża czy Wenecji. Urok miasta doceniają artyści, którzy chętnie tu pracują. Połączenie poprzemysłowej architektury z mnóstwem zieleni i atmosferą... nieco zapomnianego miasteczka daje niesamowity efekt. Po Łodzi można wędrować z aparatem w ręku i rejestrować zarówno przeszłość, wpisaną w cegły fabryk i bruk Księżego Młyna, jak i tętniącą życiem i energią teraźniejszość.
Miasto ostatnio wypiękniało. Kto tego nie widział na własne oczy, niech sam sprawdzi. Ten szary Kopciuszek wśród polskich miast przestaje oglądać się na zazdrosne siostry i staje do walki o trofeum - miano Europejskiej Stolicy Kultury 2016.
Czy wygra? Zobaczymy. Tymczasem zapraszamy na spacer po Łodzi.
Od pierwszego w mieście komina po willę letniskową Zacznijmy od Centralnego Muzeum Włókiennictwa przy ul. Piotrkowskiej 282, które znajduje się w najstarszym przemysłowym budynku Łodzi, w tzw. Białej Fabryce. Kiedyś była to przędzalnia Ludwika Geyera. Stanęła w tym miejscu w latach 30. XIX wieku. To tu uruchomiono pierwszą w Łodzi maszynę parową i postawiono pierwszy komin. W muzeum - jedynym takim w Polsce i jednym z niewielu na świecie - można zobaczyć, czym kiedyś była włókiennicza Łódź i jak produkowano tkaniny. W pofabrycznych halach do obejrzenia są również wspaniałe współczesne tkaniny artystyczne, wykonane przez najlepszych artystów. Intrygują zresztą nie tylko eksponaty, lecz także sam budynek. Nowe zmodernizowane skrzydło muzeum ma 18-metrowe atrium, a z ostatniego piętra rozciąga się wspaniały widok na okolicę.
Po wyjściu na zewnątrz idziemy przez brukowany dziedziniec, by na tyłach muzeum obejrzeć jedyny w Polsce Skansen Miejskiej Architektury Drewnianej, dokąd z łódzkich ulic przeniesiono domki rzemieślnicze z drugiej połowy XIX i początku XX wieku. Aż trudno uwierzyć, że miasto było kiedyś tak kolorowe. Fachowcy zapewniają, że wszystkie obiekty zostały odtworzone według oryginalnych malatur, odkrytych przez specjalistów: jeden z domów jest brązowy z niebieskimi elementami, inny - zielony z czerwonymi obramieniami okien, kolejny - żółty. Domki są zamykane na oryginalne, potężne metalowe klucze. Nieco na uboczu stoi przepiękna willa letniskowa z ulicy Scaleniowej w Rudzie Pabianickiej. Prezentuje się wspaniale, a zachwyca zwłaszcza jej secesyjna stolarka okienna i oryginalne witraże. Jednym z najważniejszych elementów skansenu jest niewielki kościół ewangelicki przeniesiony z Nowosolnej. W środku świątyni powieszono odnowione malowidło, renowację przeszły też XIX-wieczny ołtarz i ambona. Przetrwała nawet niemiecka tabliczka epitafijna.
Budowa skansenu ma długą historię. Pomysł powstał jeszcze w latach 50., ale realizacja stała się możliwa dopiero dzięki funduszom unijnym.
Widoki niczym z "Ziemi Obiecanej" Z Muzeum Włókiennictwa warto przejść się do ul. Tymienieckiego, w kierunku królestwa Karola Scheiblera - największego łódzkiego przemysłowca, który zbudował prawdziwe miasto w mieście. Na początku ulicy mieści się Łódź Art Center. W starych fabrykach ulokowano tu kilka instytucji kulturalnych, gdzie organizuje się m.in. wystawy fotograficzne. Elektrownia Scheiblera, z pięknymi secesyjnymi witrażami i wyposażeniem, jest jednak na razie niedostępna. Jeszcze nie wiadomo, jak miejsce to będzie wyglądało po remoncie i co będzie się tam działo (pomysłów jest kilka). Tymczasem, jeśli komuś uda się zdobyć zezwolenie na wejście do środka (realne, choć trudne), koniecznie musi zaliczyć wizytę w... kominie.
Kierując się ul. Tymienieckiego na wschód, przechodzimy niemal przez całe imperium przemysłowe niemieckiego fabrykanta, gdzie odkryjemy widoki żywcem wyjęte z czasów "Ziemi Obiecanej". Dłużej warto się zatrzymać w Muzeum Książki Artystycznej - to też unikat na skalę europejską. W piwnicach dawnej willi Henryka Grohmana można dowiedzieć się, jak kiedyś powstawały książki - Paweł Tryzno zgromadził w niej mnóstwo zabytkowych maszyn poligraficznych z milionem czcionek, które wykorzystują współcześni artyści do tworzenia wyjątkowych książek. Niektóre z nich można zobaczyć na miejscu. Dalej przed nami Księży Młyn i wspaniałe osiedle robotnicze złożone z ponad 50 budynków z czerwonej cegły. Zwracam uwagę na piękne żeliwne studnie, które gdzieniegdzie jeszcze przetrwały.
Miłośnicy sztuki mogą zajrzeć do pałacu Herbsta, by obejrzeć Muzeum Wnętrz Fabrykanckich albo posłuchać kameralnego koncertu, a zwolennicy natury - przespacerować się do dawnego folwarku lub do najstarszego w Łodzi miejskiego parku Źródliska.
Stąd już niedaleko do legendarnej szkoły filmowej. To tu studiowali Roman Polański i Andrzej Wajda, szlify reżyserskie zdobywał Krzysztof Kieślowski, a pierwsze kroki aktorskie stawiał Janusz Gajos. Stąd wyszli wspaniali polscy operatorzy: Witold Sobociński, Andrzej Bartkowiak, Sławomir Idziak, Zbigniew Rybczyński (zdobywca pierwszego polskiego Oskara za "Tango"). Można zajrzeć do pałacyku, gdzie wciąż w tej samej starej sali kinowej studenci oglądają filmy (jeśli dopisze szczęście, trafimy akurat na pokaz studenckich etiud, wykonanych m.in. przez słynnych absolwentów).
Śladów filmowych jest w Łodzi mnóstwo. Powstało tu ponad tysiąc filmów, więc da się jeszcze odnaleźć plenery wielu obrazów. Nikt nie uwierzy, że zdjęcia do "Zakazanych piosenek" - filmu, bądź co bądź, o Warszawie - były także kręcone w Łodzi. Nie mówiąc już o "Ziemi Obiecanej", "Ucieczce z kina Wolność" czy "Daleko od szosy". Niedaleko filmówki, w dawnym pałacu Scheiblera, mieści się jedyne w Polsce Muzeum Kinematografii z ciekawą kolekcją starych aparatów fotograficznych i kamer a także wspaniałą prezentacją polskiej animacji. Przy okazji warto przyjrzeć się detalom wystroju fabrykanckiej rezydencji, zwłaszcza przepięknym piecom (każdy jest inny) i wspaniałej mozaice wykonanej w weneckiej pracowni Antonio Salviattiego. W mieście mamy trzy inne jego dzieła, w tym składającą się z ponoć 2 milionów kawałeczków mozaikę w kopule mauzoleum Izraela Poznańskiego. A tego miejsca podczas pobytu w Łodzi zdecydowanie nie powinno się ominąć.
Nastrojowy cmentarz i muzeum sztuki Cmentarz żydowski należy do najwspanialszych łódzkich zabytków. Można spędzić długie godziny, oglądając wystawne grobowce przemysłowców, pochylone, oplecione bluszczem zabytkowe nagrobki, liczące już ponad sto lat, a także tysiące kamiennych macew. Te ostatnie swoją symboliką przypominają, że w Łodzi, obok pochowanych w rodzinnych grobowcach przy głównej alei bogatych przemysłowców (Poznański, Silberstein), lekarzy (Seweryn Sterling - ten od leczenia gruźlicy), artystów (są tu groby rodziców Artura Rubinsteina i Juliana Tuwima), mieszkali religijni Żydzi, których zgodnie z tradycją grzebano w kwaterach oddzielnych dla kobiet i mężczyzn. Znaki na wielu grobach upamiętniają pochodzenie zmarłych - ród kohenów (kapłanów), wywodzących się w linii męskiej od Aarona, brata Mojżesza. Jeśli ktoś ma do dyspozycji samochód, może przejechać na ul. Ogrodową, na piękny trójwyznaniowy Stary Cmentarz, na którym stoi jeden z najpiękniejszych w Europie grobowców - neogotycka kaplica Karola Scheiblera, pilnowana już tylko przez dwa ostatnie muzykujące anioły...
Oczywiście obowiązkowym punktem programu są dwie siedziby Muzeum Sztuki z jego wspaniałą kolekcją, bez wątpienia najciekawszą w Polsce i jedną z najważniejszych na świecie. Jeśli ktoś, będąc w Paryżu, zwiedza Centrum Pompidou, a w Nowym Jorku Muzeum Sztuki Współczesnej (MoMA), nie wolno mu wyjechać z Łodzi bez odwiedzenia MS2 i obejrzenia rzeźb przestrzennych Katarzyny Kobro, prac Kurta Schwittersa czy kolekcji Josepha Beuysa. Z nowej siedziby MS2 już niedaleko do Piotrkowskiej - zagłębia restauracji, pubów i kawiarni. Ale i w Manufakturze można odpocząć przy kieliszku dobrego wina czy filiżance czekolady. Przyda się po zwiedzaniu.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl