Odbywający się nieprzerwanie przez dwie dekady Festiwal Muzyki Młodej Białorusi przez lata był jedynym miejscem, w którym artyści z tego kraju mogli śpiewać w swoim rodzimym, ale zakazanym języku - białoruskim. Były problemy z wizami, zdarzało się, że grupom nie udawało się dotrzeć, ale liczył się duch wolności. Publiczności przez lata nie przeszkadzało, że słuchają tych samych zespołów, bo tylko tam, 15 km od granicy z Białorusią, w ogóle mieli szansę je usłyszeć. Dziś sytuacja białoruskich muzyków uległa zmianie - mimo autorytarnego rządzenia Aleksandra Łukaszenki, mogą grać już bardziej swobodnie, częściej są też zapraszani do Polski - nie tylko do Gródka. Ale mimo to Basowiszcza ciągle przyciągają tłumy. - Jeszcze nigdy tak wiele osób nie złożyło wniosków o wizy - mówi Katarzyna Kuźmicz, organizatorka festiwalu. Dinozaury rocka ze swojej ojczyzny chce zobaczyć w Polsce ponad tysiąc młodych Białorusinów.
Nic dziwnego - u nich nie ma podobnego festiwalu. Rządowe imprezy - np. "Słowiański Bazar" w Witebsku to pokaz kunsztu rosyjskojęzycznej sceny z budżetem opiewającym prawdopodobnie na kilka milionów dolarów. Natomiast w Gródku impreza zorganizowana przez Białoruskie Zrzeszenie Studentów (BAS) - czyli polskich Białorusinów z Podlasia - od 1989 roku, mimo minimalnych środków, prezentowała to, co najświeższe i niezależne. Między innymi - zespół Ulis. Ten punkrockowy zespół przyjedzie również i w tym roku, podobnie jak wielokrotna gwiazda imprezy - Niezależna Republika Marzeń.
Fani Basów - bo tak mówi o wydarzeniu publiczność - na forach narzekają jednak, że festiwal traci ducha. W tym roku nie będzie na przykład wolnej sceny - czyli młodych zespołów, które mogły po raz pierwszy zagrać dla szerszej publiczności. - To ze względu na to, że chcemy podkreślić jubileusz. Będzie wielu innych znakomitych gości, będziemy często wspominać poprzednia lata - przekonuje Kuźmicz. Organizatorka dodaje, że kryzys miał swoje znaczenie. Podkreśla, że w przyszłym roku wolna scena ma powrócić. A w tym roku, choć na jednej scenie, wystąpią ci, którzy muzycznie na Białorusi znaczą najwięcej i to nie od dziś. Być może będzie to ostatnia szansa na zobaczenie na scenie wszystkich razem, bo wiele zespołów - jak mówią organizatorzy - rozpada się. A nowi muzycy nie wiedzą już jak to było, gdy białoruskie KGB zamykało z powodów sanitarnych klub, w którym mieli wystąpić.
Wstęp na imprezę jest wolny, pole namiotowe - 20 zł, szczegóły na www.basowiszcza.org
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl