Wtorek, godz. 11.35. Od strony Okęcia, w kierunku centrum ul. Grójecką sunie sznur samochodów. Wśród nich środkowym pasem jedzie czarne renault laguna na wrocławskich tablicach rejestracyjnych. Obok, na lewym pasie, biały peugeot partner z logo dużej agencji ochroniarskiej. Zbliżają się do skrzyżowania z ul. Banacha. Z prawej strony ze szpitala nadjeżdża karetka pogotowia. Migają koguty, wyje syrena. Kierowca laguny gwałtownie skręca w lewo. Chce zmienić pas, by zrobić miejsce karetce. Dlaczego się nie zatrzymał? Po co zmieniał pas, skoro ambulans nie był z tyłu tylko z boku? Nie wiadomo. Ale skutek manewru jest taki, że uderza w peugeota. Pickup agencji ochroniarskiej wypada ze swojego pasa i rozpędzony wjeżdża na wysepkę tuż za skrzyżowaniem. Przewraca słup sygnalizacji świetlnej i stojące na chodniku kobiety.

- Usłyszałem tylko ogromny huk. Gdy spojrzałem, co się stało, zobaczyłem starszą panią leżącą na ziemi. Musiała zginąć od razu - relacjonuje Andrzej Dziadura, sprzedawca z kiosku na rogu Grójeckiej i Banacha. Miejsce, w którym doszło do wypadku to początek długiej wysepki, na końcu której jest ruchliwy przystanek tramwajowy. Wagony zatrzymują się ok. 50 m dalej. - Strach pomyśleć, co by było, gdyby przystanek był przy samym przejściu dla pieszych - dodaje Andrzej Dziadura.

Po chwili na miejscu pojawiają się karetki i radiowozy. 69-letniej kobiecie lekarze nie mogą już pomóc. Drugą poszkodowaną w wypadku zabierają do szpitala przy ul. Lindleya. Wczoraj po południu lekarze określali jej stan jako poważny, ale stabilny.

Kto zawinił? - Dla mnie sprawa jest jasna. Istnieje jednak domniemanie niewinności, więc nie będę się na ten temat wypowiadał - mówi kom. Paweł Piasecki, wiceszef stołecznej drogówki. - Ale sądzę, że to nie będzie proste śledztwo.

Zapewne dlatego, że trzeba będzie precyzyjnie ustalić odpowiedzialność trzech kierowców: laguny, peugeota i karetki. A potem rozstrzygnąć, który z nich (a może więcej niż jeden) przyczynił się do spowodowania wypadku. Wszyscy trzej byli wczoraj po południu przesłuchiwani, podobnie jak świadkowie tragedii.

To kolejny w tym tygodniu śmiertelny wypadek, w którym wszystko zaczęło się od jadącego na sygnale pojazdu uprzywilejowanego. Wczoraj była to karetka, w poniedziałek zaś radiowóz. Na skrzyżowaniu ul. Kasprzaka z Płocką policyjna kia zderzyła się volkswagenem golfem. Pasażer z tego drugiego auta zmarł w drodze do szpitala.

Zgodnie z przepisami uczestnicy ruchu muszą ustąpić miejsca pojazdom uprzywilejowanym. Jednak kierowcy takiego pojazdu wolno złamać przepisy (czyli np. wjechać na skrzyżowanie przy czerwonym świetle) tylko wtedy, gdy ma pewność, że wszyscy go widzą i przepuszczają. - Jazda na "bombach" [czyli z włączonym kogutem] jest jak rosyjska ruletka - mówi stołeczny policjant. - Kierowcy, ale często też i piesi, albo nas nie zauważają, albo nie chcą zauważyć. A przecież my nie spieszymy się dla przyjemności, tylko do kogoś, kto potrzebuje pomocy.

Masz informację o wypadku, korku lub awarii? Napisz do nas!



Tragiczny wypadek na Ochocie

Piotr Machajski
19.08.2009 , aktualizacja: 19.08.2009 21:58
A A A Drukuj
Na skrzyżowaniu ulic Grójeckiej i Bitwy Warszawskiej w Warszawie samochód uderzył w osoby stojące na przystanku Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta Na skrzyżowaniu ulic Grójeckiej i Bitwy Warszawskiej w Warszawie samochód uderzył w osoby stojące na przystanku
Jedna osoba nie żyje, druga jest ciężko ranna w wypadku na Ochocie po tym, jak na skrzyżowanie wjechała karetka. - Kierowcy albo nie reagują na pojazdy uprzywilejowane albo reagują źle - komentują policjanci
Jedna osoba zginęła na miejscu
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja
Jedna osoba zginęła na miejscu


Wtorek, godz. 11.35. Od strony Okęcia, w kierunku centrum ul. Grójecką sunie sznur samochodów. Wśród nich środkowym pasem jedzie czarne renault laguna na wrocławskich tablicach rejestracyjnych. Obok, na lewym pasie, biały peugeot partner z logo dużej agencji ochroniarskiej. Zbliżają się do skrzyżowania z ul. Banacha. Z prawej strony ze szpitala nadjeżdża karetka pogotowia. Migają koguty, wyje syrena. Kierowca laguny gwałtownie skręca w lewo. Chce zmienić pas, by zrobić miejsce karetce. Dlaczego się nie zatrzymał? Po co zmieniał pas, skoro ambulans nie był z tyłu tylko z boku? Nie wiadomo. Ale skutek manewru jest taki, że uderza w peugeota. Pickup agencji ochroniarskiej wypada ze swojego pasa i rozpędzony wjeżdża na wysepkę tuż za skrzyżowaniem. Przewraca słup sygnalizacji świetlnej i stojące na chodniku kobiety.

- Usłyszałem tylko ogromny huk. Gdy spojrzałem, co się stało, zobaczyłem starszą panią leżącą na ziemi. Musiała zginąć od razu - relacjonuje Andrzej Dziadura, sprzedawca z kiosku na rogu Grójeckiej i Banacha. Miejsce, w którym doszło do wypadku to początek długiej wysepki, na końcu której jest ruchliwy przystanek tramwajowy. Wagony zatrzymują się ok. 50 m dalej. - Strach pomyśleć, co by było, gdyby przystanek był przy samym przejściu dla pieszych - dodaje Andrzej Dziadura.

Po chwili na miejscu pojawiają się karetki i radiowozy. 69-letniej kobiecie lekarze nie mogą już pomóc. Drugą poszkodowaną w wypadku zabierają do szpitala przy ul. Lindleya. Wczoraj po południu lekarze określali jej stan jako poważny, ale stabilny.

Kto zawinił? - Dla mnie sprawa jest jasna. Istnieje jednak domniemanie niewinności, więc nie będę się na ten temat wypowiadał - mówi kom. Paweł Piasecki, wiceszef stołecznej drogówki. - Ale sądzę, że to nie będzie proste śledztwo.

Zapewne dlatego, że trzeba będzie precyzyjnie ustalić odpowiedzialność trzech kierowców: laguny, peugeota i karetki. A potem rozstrzygnąć, który z nich (a może więcej niż jeden) przyczynił się do spowodowania wypadku. Wszyscy trzej byli wczoraj po południu przesłuchiwani, podobnie jak świadkowie tragedii.

To kolejny w tym tygodniu śmiertelny wypadek, w którym wszystko zaczęło się od jadącego na sygnale pojazdu uprzywilejowanego. Wczoraj była to karetka, w poniedziałek zaś radiowóz. Na skrzyżowaniu ul. Kasprzaka z Płocką policyjna kia zderzyła się volkswagenem golfem. Pasażer z tego drugiego auta zmarł w drodze do szpitala.

Zgodnie z przepisami uczestnicy ruchu muszą ustąpić miejsca pojazdom uprzywilejowanym. Jednak kierowcy takiego pojazdu wolno złamać przepisy (czyli np. wjechać na skrzyżowanie przy czerwonym świetle) tylko wtedy, gdy ma pewność, że wszyscy go widzą i przepuszczają. - Jazda na "bombach" [czyli z włączonym kogutem] jest jak rosyjska ruletka - mówi stołeczny policjant. - Kierowcy, ale często też i piesi, albo nas nie zauważają, albo nie chcą zauważyć. A przecież my nie spieszymy się dla przyjemności, tylko do kogoś, kto potrzebuje pomocy.

Masz informację o wypadku, korku lub awarii? Napisz do nas!



Podziel się