Stoczniowcy na ulicy: "Brukselo daj nam żyć!"

Andrzej Kraśnicki jr
16.07.2008 , aktualizacja: 17.07.2008 16:44
A A A Drukuj
Manifestacja szczecińskich stoczniowców Fot. Dariusz GORAJSKI / AG Manifestacja szczecińskich stoczniowców
- Obowiązkiem każdej władzy jest obrona interesów obywateli, jeśli rząd tego nie zrobi, będziemy sami walczyć - mówił Mieczysław Jurek, szef Solidarności w regionie. Słuchało go 5 tys. demonstrantów
Manifestacja szczecińskich stoczniowców
Fot. Dariusz GORAJSKI / AG
Manifestacja szczecińskich stoczniowców
Manifestacja szczecińskich stoczniowców
Fot. Dariusz GORAJSKI / AG
Manifestacja szczecińskich stoczniowców
Zobacz film z przemarszu ul. Dubois

ul. Wyszyńskiego

i ul. Malczewskiego


value="http://klipsy.pl/Portal/F/P.swf?videoId=1310" />


Stoczniowcy, a także górnicy i związkowcy z różnych stron Polski przeszli wczoraj przez centrum miasta w obronie Stoczni Szczecińskiej Nowa i Stoczni Gdynia. Planowana od ubiegłego tygodnia demonstracja odbyła się, mimo że Bruksela przedłużyła Polsce czas do 12 września na rozwiązanie problemu restrukturyzacji i prywatyzacji obu stoczni.

Pochód wyruszył w południe spod bramy stoczni w stronę centrum. Swoją złość niepewni losu branży demonstranci skupili na obecnym rządzie.

- Znajdzie się kij na Platformy ryj! - krzyczała czołówka pochodu z szefami związków zawodowych.

Były też pretensje pod adresem Komisji Europejskiej. Na transparencie niesionym na czele pochodu demonstranci napisali "Brukselo! Wasze decyzje, nasze życie", a na innym "Brukselo daj nam żyć".

- Gdzie są posły!? Gdzie są posły!? - krzyczał jeden z organizatorów przez wiezione na samochodzie megafony.

Zaproszeni przez Solidarność górnicy (w sile kilkudziesięciu osób) maszerowali postukując w asfalt wielkimi drągami i rzucając na jezdnie świece dymne i petardy.

Po godzinie marszu przez centrum demonstranci dotarli do Wałów Chrobrego.

- Obowiązkiem każdej władzy jest obrona interesów obywateli, jeśli rząd tego nie zrobi, będziemy sami walczyć - mówił do zgromadzonych Mieczysław Jurek, szef Solidarności w regionie.

Związkowcom nie spodobało się, że mimo próśb, do Szczecina nie przyjechał premier Donald Tusk.

Jurek: - Jak były potrzebne głosy w wyborach, to przyjeżdżali, dziś mają nas...

- W dupie! - dokończyło kilka tysięcy ludzi.

Na Wałach Chrobrego demonstracja się rozwiązała. Stoczniowcy wrócili do stoczni, związkowcy z innych zakładów ze zwiniętymi transparentami poszli w stronę centrum, a grupka górników na obiad do restauracji Ładoga.

W tym samym czasie w Warszawie Minister Skarbu Państwa Aleksander Grad mówił jak zamierza wykorzystać czas podarowany przez Brukselę. Plan zakłada, że do 31 lipca skończy się pierwsza tura negocjacji z potencjalnymi inwestorami. Wyniki zostaną przedstawione Brukseli. Jeśli te pomysły na restrukturyzację stoczni zaakceptuje, przyjdzie czas na rozmowy o umowie prywatyzacyjnej. Jeśli nie, inwestorzy i MSP wrócą do rozmów. I tak aż do skutku, ale najdalej do 12 września. W środę odbyły się już pierwsze rozmowy - Grad spotkał się z szefami Mostostalu Chojnice i norweskiej stoczni Ulstein, które zainteresowane są szczecińską stocznią. Szef MSP ujawnił też, że na przełomie czerwca i lipca do jego resortu dotarło kilkanaście listów intencyjnych od nowych potencjalnych inwestorów m.in. z Indii.

Przeszkodą na drodze do dogadania się z KE jest poziom kolejnej pomocy publicznej, której domagają się inwestorzy dla zadłużonych stoczni. Mostostal Chojnice chce, by SSN wsparta została z budżetu kwotą 240 mln zł. Dotychczas Bruksela w ogóle nie chciała o tym słyszeć. Teraz, według Grada, problemem jest jedynie wysokość owego wsparcia.

- To jest zmiana jakościowa - cieszył się na środowej konferencji prasowej minister.

- Dwa miesiące na dopięcie programów restrukturyzacyjnych i negocjacji w sprawie sprzedaży stoczni to nie jest tak dużo jak nam się wydaje - ostrzega eurodeputowany Bogusław Liberadzki.

I dodaje, że dojście z KE do kompromisu nie będzie łatwe.

- W Brukseli liczy się też coś takiego jak osobiste zaufanie i sympatia, a czymś takim nie możemy się w tej chwili pochwalić - mówi Liberadzki.

Podziel się