Izabela Jaruga-Nowacka (23.08.1950 - 10.04.2010)
09.04.2011
, aktualizacja: 11.04.2011 14:08
Posłanka na Sejm RP. Jedna z najbardziej charyzmatycznych kobiet w polskiej polityce, czołowa działaczka lewicy i ruchów feministycznych. Amatorka kawy i kultury Wschodu.
ZOBACZ TAKŻE
- Polityka w jej wykonaniu była do bólu autentyczna - mówi Ryszard Kalisz, jeden z liderów SLD i przyjaciel posłanki.
W czasach PRL nie należała do organizacji politycznych, skupiała się na działalności naukowej. Skończyła etnografię na Uniwersytecie Warszawskim, pracowała w Instytucie Polityki Naukowej i Szkolnictwa Wyższego oraz PAN. W połowie lat 80. zapisała się do Ligi Kobiet Polskich i wkrótce została jej przewodniczącą. W 1993 r. dostała się pierwszy raz do Sejmu z listy Unii Pracy. Była wówczas jedną z dwóch posłanek wchodzących w skład delegacji Sejmu do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy.
Ponownie do Sejmu dostała się w 2001 r. z okręgu gdyńsko-słupskiego z listy SLD-UP. - Iza była prawdziwym człowiekiem lewicy - otwarta, życzliwa, wrażliwa na ludzką krzywdę - mówi Jarosław Szczukowski, szef SLD na Pomorzu. - Pochylała się nad każdym człowiekiem, który do niej przychodził.
- Iza była z jednej strony niezwykle subtelna, kobieca, ciepła, a z drugiej - odważna, uparta, potrafiąca bronić swoich racji - dodaje Ryszard Kalisz.
W Sejmie doprowadziła m.in. do likwidacji tzw. starego portfela, walczyła o waloryzację rent i emerytur, obroniła przed likwidacją zasiłek dla samotnych matek. Wspierała protesty środowisk medycznych. W latach 2001-04 była pełnomocniczką rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn. Doprowadziła wtedy m.in. do przyjęcia Programu Działań na rzecz Kobiet, uchwalenia ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, zmian w kodeksie pracy, m.in. chroniących przed dyskryminacją i mobbingiem. Kontynuowała tę pracę w rządzie Marka Belki, w którym była wicepremierem, ministrem bez teki.
W 2005 r. odeszła z Unii Pracy i założyła własną partię o nazwie Unia Lewicy, wspierała Włodzimierza Cimoszewicza w wyborach prezydenckich. Dwa lata później znowu dostała się do Sejmu z listy Lewicy i Demokratów. Dała się poznać jako przeciwniczka wojny w Iraku i w Afganistanie. Za działalność na równouprawnienia kobiet wielokrotnie była nagradzana przez organizacje feministyczne.
Była żoną prof. Jerzego Nowackiego, matematyka, rektora Polsko-Japońskiej Wyższej Szkoły Technik Komputerowych w Warszawie. - To niezwykła para - opowiada Kalisz. - Oboje byli zafascynowani kulturą Wschodu, często podróżowali w te rejony, kolekcjonowali japońską sztukę. Mieli barwnych przyjaciół, ludzi różnych narodowości, kultur. Co roku na rozpoczęcie lata organizowali z Jerzym u siebie garden party.
Była niezwykle elegancka. Koledzy z klubu wspominają, że uwielbiała kawę, wypijanie filiżanki przed posiedzeniem komisji to był jej rytuał. Osierociła dwie dorosłe córki Katarzynę i Barbarę, miała 3-letniego wnuka Jakuba. Wkrótce miała zostać babcią po raz drugi.
Została pochowana na warszawskich Powązkach. Odznaczona pośmiertnie Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.
W księdze kondolencyjnej na założonej przez przyjaciół i współpracowników stronie, dzień przed rocznicą katastrofy jest 1434 wpisów. Ostatnie z nich: "...pamiętam, tęsknię, nie mogę uwierzyć, że mija już rok gdy Pani nie ma.Tak bardzo brakuje mi Pani mądrości, głosu, cudownego śmiechu i otwartości na ludzi...Za 2 dni minie rok od tej tragedii, a ja wciąż nie jestem ani o krok bliżej, by się z tym pogodzić. (ewaigla)",
"minął już prawie rok, a Ciebie tu nie ma i nie mogłaś zobaczyć jak rodzi się Twoj drugi wnuk (...) brakuje mi ciebie mamusiu w tych dniach, nawet nie wiesz jak bardzo jesteś mi teraz potrzebna by poprowadzić mnie dalej (...) tęsknię za Tobą tak bardzo (...)(josephin)"
"Już minął rok, a pamięć o Niej nie wygasa. Coraz dotkliwiej odczuwam brak ludzi tego Jej formatu." (Ola)
W czasach PRL nie należała do organizacji politycznych, skupiała się na działalności naukowej. Skończyła etnografię na Uniwersytecie Warszawskim, pracowała w Instytucie Polityki Naukowej i Szkolnictwa Wyższego oraz PAN. W połowie lat 80. zapisała się do Ligi Kobiet Polskich i wkrótce została jej przewodniczącą. W 1993 r. dostała się pierwszy raz do Sejmu z listy Unii Pracy. Była wówczas jedną z dwóch posłanek wchodzących w skład delegacji Sejmu do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy.
Ponownie do Sejmu dostała się w 2001 r. z okręgu gdyńsko-słupskiego z listy SLD-UP. - Iza była prawdziwym człowiekiem lewicy - otwarta, życzliwa, wrażliwa na ludzką krzywdę - mówi Jarosław Szczukowski, szef SLD na Pomorzu. - Pochylała się nad każdym człowiekiem, który do niej przychodził.
- Iza była z jednej strony niezwykle subtelna, kobieca, ciepła, a z drugiej - odważna, uparta, potrafiąca bronić swoich racji - dodaje Ryszard Kalisz.
W Sejmie doprowadziła m.in. do likwidacji tzw. starego portfela, walczyła o waloryzację rent i emerytur, obroniła przed likwidacją zasiłek dla samotnych matek. Wspierała protesty środowisk medycznych. W latach 2001-04 była pełnomocniczką rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn. Doprowadziła wtedy m.in. do przyjęcia Programu Działań na rzecz Kobiet, uchwalenia ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, zmian w kodeksie pracy, m.in. chroniących przed dyskryminacją i mobbingiem. Kontynuowała tę pracę w rządzie Marka Belki, w którym była wicepremierem, ministrem bez teki.
W 2005 r. odeszła z Unii Pracy i założyła własną partię o nazwie Unia Lewicy, wspierała Włodzimierza Cimoszewicza w wyborach prezydenckich. Dwa lata później znowu dostała się do Sejmu z listy Lewicy i Demokratów. Dała się poznać jako przeciwniczka wojny w Iraku i w Afganistanie. Za działalność na równouprawnienia kobiet wielokrotnie była nagradzana przez organizacje feministyczne.
Była żoną prof. Jerzego Nowackiego, matematyka, rektora Polsko-Japońskiej Wyższej Szkoły Technik Komputerowych w Warszawie. - To niezwykła para - opowiada Kalisz. - Oboje byli zafascynowani kulturą Wschodu, często podróżowali w te rejony, kolekcjonowali japońską sztukę. Mieli barwnych przyjaciół, ludzi różnych narodowości, kultur. Co roku na rozpoczęcie lata organizowali z Jerzym u siebie garden party.
Była niezwykle elegancka. Koledzy z klubu wspominają, że uwielbiała kawę, wypijanie filiżanki przed posiedzeniem komisji to był jej rytuał. Osierociła dwie dorosłe córki Katarzynę i Barbarę, miała 3-letniego wnuka Jakuba. Wkrótce miała zostać babcią po raz drugi.
Została pochowana na warszawskich Powązkach. Odznaczona pośmiertnie Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.
W księdze kondolencyjnej na założonej przez przyjaciół i współpracowników stronie, dzień przed rocznicą katastrofy jest 1434 wpisów. Ostatnie z nich: "...pamiętam, tęsknię, nie mogę uwierzyć, że mija już rok gdy Pani nie ma.Tak bardzo brakuje mi Pani mądrości, głosu, cudownego śmiechu i otwartości na ludzi...Za 2 dni minie rok od tej tragedii, a ja wciąż nie jestem ani o krok bliżej, by się z tym pogodzić. (ewaigla)",
"minął już prawie rok, a Ciebie tu nie ma i nie mogłaś zobaczyć jak rodzi się Twoj drugi wnuk (...) brakuje mi ciebie mamusiu w tych dniach, nawet nie wiesz jak bardzo jesteś mi teraz potrzebna by poprowadzić mnie dalej (...) tęsknię za Tobą tak bardzo (...)(josephin)"
"Już minął rok, a pamięć o Niej nie wygasa. Coraz dotkliwiej odczuwam brak ludzi tego Jej formatu." (Ola)
Najczęściej czytane
- 1.Pisała fizykę, a myślała, że to... WOS. Matura do powtórki?
- 2.Najwięcej samobójstw księży jest w najbardziej religijnym regionie Polski
- 3."Polityka" o Marcie Kaczyńskiej: Może być problemem dla prezesa PiS
- 4.Wałęsa: Tusk powinien spałować związkowców przed Sejmem
- 5.Wstrząsająca pomyłka: Teksas stracił niewinnego mężczyznę. Opowieść o dwóch Carlosach
- 6."Marsz w Brukseli to będzie samobój, PiS wyjdzie na eksportera obciachu"
- 7.Jądro ateizmu tuż za granicą Polski. Dawne wschodnie Niemcy bez Boga



