Arkadiusz Rybicki (12.01.1953 - 10.04.2010)

Marek Wąs
09.04.2011 , aktualizacja: 09.04.2011 20:50
A A A Drukuj
Poseł na Sejm RP. "Katyń, nie zapomnimy" - pisał na murach gdański licealista Aram Rybicki.
Arkadiusz Rybicki
fot. Damian Kramski / Agencja Ga
Arkadiusz Rybicki
"Urodziłem się w czepku, wkrótce miałem siedmioro rodzeństwa, to nauczyło mnie dzielić się z innymi" - tak zaczął notkę biograficzną o samym sobie.

Aram, tak na niego wszyscy mówili. Rozmawiałem z nim w wielkanocny poniedziałek - świąteczne życzenia, moja prośba o jakiś telefon. Bo na Arama zawsze można było liczyć. Zawsze uprzejmy, gotów do pomocy, z uśmiechem na twarzy. Skromny facet. A przecież to był rewolucjonista, który swoją walkę o wolną Polskę zaczął długo przed Sierpniem.

W gorącym roku 1968 był uczniem I LO w Gdańsku. Wspólnie z Aleksandrem Hallem, z Grzegorzem Grzelakiem, niszczyli PRL-owskie plakaty i rozrzucali własne ulotki.

- We wrześniu 1968 r., gdy się poznaliśmy, gorącym tematem była interwencja w Czechosłowacji - opowiadał mi kilka lat temu. - Byłem trochę dumny, że polscy spadochroniarze zdobyli jakieś lotnisko w Czechach. Taki syndrom "Czterech pancernych". A Olek Hall od razu ostro potępiał interwencję. Twierdził, że wszyscy jesteśmy w niewoli Moskwy. Dał nam do myślenia.

- To on pisał na murach, myśmy go obstawiali - wspomina Hall. - Pisał m.in.: "Katyń, nie zapomnimy".

Wkrótce trafili pod skrzydła ojca Ludwika Wiśniewskiego, który przy kościele św. Mikołaja tworzył Duszpasterstwo Akademickie. Na początku lat 70 to tam poznała się cała grupa przyszłych liderów opozycji - dziewczyny i chłopcy z "Jedynki", z "Topolówki", Bogdan Borusewicz z "Plastyka".

- Poszliśmy do ojca Ludwika i ja powiedziałem wprost: Chcemy walczyć z komuną o niepodległość Polski, tworzymy zakonspirowaną grupę, jesteśmy gotowi na wszystko! - opowiadał Aram. - Spojrzał na nas jak na wariatów: Zaraz, zaraz spokojnie, jaka konspiracja, nie tak szybko. A byliście dzisiaj na mszy? Powiedział, że jest jeszcze inna opozycja. Pokazał, że można inaczej.

W 1976 był Radom. Nawiązali kontakt ze środowiskiem warszawskiego KOR. Aram oddał się sprawie całym sercem. W 1977 studiował na Uniwersytecie Gdańskim historię i zakładał Studencki Komitet Solidarności. Współpracował z Wolnymi Związkami Zawodowymi Wybrzeża, z KPN, działał w ROPCiO. Został drukarzem "Biuletynu Informacyjnego", pomorskiej edycji "Opinii", był redaktorem "Bratniaka".

- Był filarem "Bratniaka" - mówi Hall. - Pełen inwencji, pomysłów. Człowiek zasad, olbrzymiej uczciwości, wierny w przyjaźni.

Przede wszystkim jednak, wspólnie z Hallem, od 1979 r. działał w Ruchu Młodej Polski. I to z tym środowiskiem, opozycjonistów, ale przede wszystkim przyjaciół, związany był najsilniej do końca życia.

To był czas mozolnej pracy wśród robotników. Ciągłe aresztowania przez milicję, drukowanie nielegalnych pism i ulotek, wykłady, organizowanie demonstracji w rocznice 3 Maja i Grudnia 70. Aram zawsze był w centrum wydarzeń, esbecja nadawała mu kolejne kryptonimy - Dominik, Aram, Jazon.

Tacy ludzie nie robili karier w PRL. Aram był bez pracy. Pomógł mu ksiądz Hilary Jastak, kolejna legenda trójmiejskiej opozycji. W swojej gdyńskiej parafii zatrudnił go jako archiwistę. "Jak wkładałem pensję z tacy do kieszeni, to musiałem przytrzymywać spodnie, żeby mi nie spadły. Ale byłem szczęśliwy z pierwszych pieniędzy" - pisał po latach Arkadiusz Rybicki.

Potem pracował jeszcze jako archiwista przy gdańskim kościele św. Krzyża, napisał monografie obu Parafii.

W sierpniu 1980, razem z przyjaciółmi z RMP był już w Stoczni Gdańskiej. 18 sierpnia to on, razem z przyjacielem Maciejem Grzywaczewskim, wykonali tablice z 21 postulatami Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego. Na dwóch wielkich sklejkach używanych do wykrajania arkuszy blachy. W 2003 te tablice zostały wpisane przez UNESCO na listę światowego dziedzictwa kulturalnego "Pamięć Świata". W karnawale Solidarności Aram kierował agencją prasową Biura Informacji "S", redagował "Głos Wolny".

13 grudnia został internowany, trafił do ośrodka w Strzebielinku pod Wejherowem. Wyszedł w październiku 1982. Przez całe lata 80. blisko współpracował z Lechem Wałęsą. W 1988 opublikował jego biografię, którą później wydano w 14 krajach. W tym czasie pracował w gdańskiej bibliotece PAN, a od 1986 r. w słynnej Spółdzielni Usług Wysokościowych Świetlik, razem z Donaldem Tuskiem i Maciejem Płażyńskim, który również zginął w katastrofie pod Smoleńskiem.

W wolnej Polsce był krótko sekretarzem stanu w kancelarii prezydenta Wałęsy, pisał jego przemówienia. Odszedł po konflikcie z Mieczysławem Wachowskim. "Byłem zderzakiem Wałęsy" - mawiał o tym epizodzie w swoim życiu. Potem był dyrektorem Agencji Filmowej ProFilm, szefem Nadbałtyckiego Centrum Kultury, dyrektorem departamentu kultury w gdańskim Urzędzie Marszałkowskim, gdańskim radnym.

Politycznie zawsze wśród gdańskich konserwatystów. Najpierw w Koalicji Republikańskiej, potem w Partii Konserwatywnej, od 1996 działał w SKL. Od 1999 do 2001 był wiceministrem kultury, odpowiadał za współpracę z zagranicą i integrację europejską. w 2001 r. związał się z PO. W 2005 został posłem na Sejm.

- Te ostatnie miesiące przed jego odejściem były dla niego politycznie dobre - mówi Aleksander Hall. - Robił ważne rzeczy, był rzecznikiem reformy IPN. Myślę, że zawodowo był spełniony. Ale to nie polityka, tylko rodzina, przyjaciele najbardziej go przejmowali. Był wspaniałym mężem i ojcem.

"1984 r. Urodził nam się Antoni, nasz autystyczny syn". - pisał Aram. - "Lekarze mówili, że nie ma na to lekarstwa. Ale zawzięliśmy się, założyliśmy stowarzyszenie pomocy takim dzieciom. Dziś 50 terapeutów w Gdańsku uczy dzieci autystyczne. Mój syn wiele umie, ale odkąd moja żona Małgosia została specjalistką z konieczności, od rana do wieczora dzwoni u nas telefon..."

16 kwietnia 2010 Arkadiusz Rybicki został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski. Pochowano go 26 kwietnia 2010 na cmentarzu Srebrzysko w Gdańsku.

Podziel się