Przemysław Gosiewski (12.05.1964 - 10.04.2010)
09.04.2011
, aktualizacja: 10.04.2011 13:07
Poseł PiS, jeden z najaktywniejszych polityków tej partii. - Był człowiekiem na dobre i złe czasy. Był wulkanem energii, człowiekiem, który nie uznawał, że coś jest niemożliwe, który potrafił działać w każdej sytuacji i przełamywać każdą przeszkodę - mówił na pogrzebie Gosiewskiego Jarosław Kaczyński, prezes PiS.
ZOBACZ TAKŻE
- Przemysław Gosiewski spoczął na Powązkach Wojskowych (21-04-10, 21:22)
- Przemek był niezwykły. Grzegorz Banaś wspomina Przemysława Gosiewskiego (15-04-10, 09:00)
- Wojciech Lubawski: Przemysław Gosiewski był politykiem realistą (11-04-10, 19:41)
Poseł trzeciej kadencji z kolei, był w przeszłości przewodniczącym klubu parlamentarnego partii, ministrem i wicepremierem w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. Gdy dziewięć lat temu przyjechał do Kielc zakładać PiS, przedstawiał się jako wychowanek Lecha Kaczyńskiego. Był jego studentem na Wydziale Prawa Uniwersytetu Gdańskiego, jako działacz NZS utrzymywał z nim kontakty w podziemiu, w 1989 r. został bliskim współpracownikiem w Komisji Krajowej "Solidarności", a kiedy Lech Kaczyński piastował urząd ministra sprawiedliwości, był jego doradcą.
Gdy w wyborach do Sejmu w 2001 r. po raz pierwszy kandydował ze Świętokrzyskiego, reklamował się plakatami ze zdjęciem właśnie z Lechem Kaczyńskim. Zdobył w nich 7348 głosów i po raz pierwszy został posłem. Gdy w 2005 r. był wybierany po raz drugi, głosowało na niego już ponad 38 tys. mieszkańców województwa świętokrzyskiego, a po raz trzeci w 2007 r. - aż 138 405 osób, prawie 30 proc. głosujących!
Solidnie zapracował sobie na ten wynik. Mimo że pochodził z Pomorza (urodził się w Słupsku, do liceum chodził w Darłowie), mieszkał stale w Warszawie, gdzie pełnił coraz wyższe funkcje, o Świętokrzyskiem nie zapominał. Jako minister i wicepremier odwiedził każdą gminę, prawie każdą parafię.
Był wyśmiewany za polityczne naciski, dzięki którym doprowadził do zbudowania przez PKP peronu we Włoszczowie. Jednak nie przez mieszkańców tego miasteczka, którzy przez 30 lat przyglądali się tylko, jak koło ich domów przemykały ekspresowe i pospieszne pociągi. Dzięki Gosiewskiemu kilka się tam dla nich zatrzymuje.
Kielce zawdzięczają mu m.in. pozytonowy tomograf emisyjny umożliwiający wczesne wykrywanie chorób nowotworowych, a także utworzenie Uniwersytetu Jana Kochanowskiego, o którym mówiło się od lat. Gosiewski też lubił mówić, czasami nawet za dużo, ale nie tylko mówił. Zebrał naukowców i lokalnych decydentów, rozdzielił role, wyznaczył terminy i dopiął swego.
Uczestniczył w setkach spotkań i uroczystości, zwłaszcza patriotycznych. Było jasne, że poleci i do Katynia, gdy jego prezydent jedzie na obchody tak ważnej dla Polaków rocznicy, w tak szczególne miejsce!
Często z nim się nie zgadzaliśmy, nierzadko krytykowaliśmy czy opisywaliśmy ironicznie jego działania. W przeciwieństwie do wielu innych polityków nigdy się za to nie obrażał. Nie wyłączał telefonu. Dalej mówił i robił swoje.
Został pochowany na Cmentarzy Wojskowym na warszawskich Powązkach. Odznaczony pośmiertnie Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.
Gdy w wyborach do Sejmu w 2001 r. po raz pierwszy kandydował ze Świętokrzyskiego, reklamował się plakatami ze zdjęciem właśnie z Lechem Kaczyńskim. Zdobył w nich 7348 głosów i po raz pierwszy został posłem. Gdy w 2005 r. był wybierany po raz drugi, głosowało na niego już ponad 38 tys. mieszkańców województwa świętokrzyskiego, a po raz trzeci w 2007 r. - aż 138 405 osób, prawie 30 proc. głosujących!
Solidnie zapracował sobie na ten wynik. Mimo że pochodził z Pomorza (urodził się w Słupsku, do liceum chodził w Darłowie), mieszkał stale w Warszawie, gdzie pełnił coraz wyższe funkcje, o Świętokrzyskiem nie zapominał. Jako minister i wicepremier odwiedził każdą gminę, prawie każdą parafię.
Był wyśmiewany za polityczne naciski, dzięki którym doprowadził do zbudowania przez PKP peronu we Włoszczowie. Jednak nie przez mieszkańców tego miasteczka, którzy przez 30 lat przyglądali się tylko, jak koło ich domów przemykały ekspresowe i pospieszne pociągi. Dzięki Gosiewskiemu kilka się tam dla nich zatrzymuje.
Kielce zawdzięczają mu m.in. pozytonowy tomograf emisyjny umożliwiający wczesne wykrywanie chorób nowotworowych, a także utworzenie Uniwersytetu Jana Kochanowskiego, o którym mówiło się od lat. Gosiewski też lubił mówić, czasami nawet za dużo, ale nie tylko mówił. Zebrał naukowców i lokalnych decydentów, rozdzielił role, wyznaczył terminy i dopiął swego.
Uczestniczył w setkach spotkań i uroczystości, zwłaszcza patriotycznych. Było jasne, że poleci i do Katynia, gdy jego prezydent jedzie na obchody tak ważnej dla Polaków rocznicy, w tak szczególne miejsce!
Często z nim się nie zgadzaliśmy, nierzadko krytykowaliśmy czy opisywaliśmy ironicznie jego działania. W przeciwieństwie do wielu innych polityków nigdy się za to nie obrażał. Nie wyłączał telefonu. Dalej mówił i robił swoje.
Został pochowany na Cmentarzy Wojskowym na warszawskich Powązkach. Odznaczony pośmiertnie Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.
Najczęściej czytane
- 1.Pisała fizykę, a myślała, że to... WOS. Matura do powtórki?
- 2.Najwięcej samobójstw księży jest w najbardziej religijnym regionie Polski
- 3."Polityka" o Marcie Kaczyńskiej: Może być problemem dla prezesa PiS
- 4.Wałęsa: Tusk powinien spałować związkowców przed Sejmem
- 5.Wstrząsająca pomyłka: Teksas stracił niewinnego mężczyznę. Opowieść o dwóch Carlosach
- 6."Marsz w Brukseli to będzie samobój, PiS wyjdzie na eksportera obciachu"
- 7.Jądro ateizmu tuż za granicą Polski. Dawne wschodnie Niemcy bez Boga



