Grażyna Gęsicka (13.12.1951 - 10.04.2010)
09.04.2011
, aktualizacja: 09.04.2011 19:05
Szefowa klubu PiS, doktor socjologii. - Była czarodziejką mnożenia talentów własnych i wyzwalania talentów w innych - mówił o niej Michał Boni.
ZOBACZ TAKŻE
- Pogrzeb Grażyny Gęsickiej. "Byłaś czarodziejką mnożenia talentów" (25-04-10, 14:41)
Anna Bikont tak wspominała Grażynę Gęsicką w "Gazecie Wyborczej": "Była uporządkowana, rzeczowa i niesamowicie serdeczna. Taką ją poznałam w 1981 roku, gdy obie brałyśmy udział w badaniach nad "Solidarnością" pod kierunkiem głośnego francuskiego socjologa Alain Touraine'a. Grażyna pracowała z działaczami szczebla zakładowego z Gdańska. Kiedy tylko w stanie wojennym zniesiono zakaz podróżowania, skontaktowała się z poznanymi w czasie badań robotnikami i przekazywała nam do podziemnego "Tygodnika Mazowsze" informacje z ich zakładów pracy. Zgodziła się też - entuzjastycznie - by jej mieszkanie służyło nam jako lokal redakcyjny.
Mieszkanie na osiedlu Lazurowa w Warszawie składało się z dwóch sypialni i salonu, w którym toczyło się całe życie rodzinne, a na parapetach, stołach, stolikach stało mnóstwo starannie ułożonych doniczek z kwiatami. Umówiłyśmy się, że redakcji wystarczy jeden pokój, i tak przecież wywracałyśmy do góry nogami życie naszych gospodarzy. Kiedy jednak przyszłyśmy w umówionym terminie z całym redakcyjnym majdanem, maszynami do pisania, torbami z papierami, czekały już na nas stanowiska pracy: doniczki w salonie zostały zestawione na ziemię, a przy pustych już stolikach stały przyniesione z kuchni krzesła. Na długim, niskim stole koło kanapy czekał na nas talerz pełen kanapek, a w kuchni - garnek zupy i sznycle. W małym pokoju, w którym zwykle pracował ówczesny mąż Grażyny Janusz Gęsicki, toczyło się przez kilka dni, kiedy okupowaliśmy mieszkanie, całe ich życie, w tym odrabianie lekcji z ich córką Klarą.
Klara nie miała chyba skończonych dziesięć lat, była więc w wieku, który według naszych reguł konspiracyjnych wykluczał korzystanie z mieszkania w tak inwazyjnych celach jak praca redakcyjna (trzy nocujące osoby, pięć-siedem osób od rana do nocy, a wszyscy palący). Ale Klara miała przykazane, że nikomu, ale to nikomu nie wolno opowiadać o najściu "ciotek", zaś dla nas było jasne, że Grażyna i Janusz są bardzo odpowiedzialnym rodzicami: jak mówią, że Klara przed nikim się nie wygada, to możemy być spokojne.
Mieszkanie na Lazurowej okupowałyśmy wielokrotnie, wielokrotnie też korzystałyśmy z pomocy Grażyny przy zbieraniu informacji. Zasada była taka, że do tego samego lokalu wracamy raz na trzy miesiące, na wydanie jednego numeru, i to pod warunkiem że gospodarze nie zauważyli w międzyczasie niczego niepokojącego. Nierzadko jednak widziałyśmy, że nasz pobyt jest tak uciążliwy dla gospodarzy, iż nie da się go powtórzyć. Ale to nie dotyczyło mieszkania Gęsickich: Grażyna nieodmiennie witała nas niczym najmilszych, długo wyczekiwanych gości.
Grażyna przez lata pracowała jako adiunkt w Instytucie Socjologii na Uniwersytecie Warszawskim. Była socjologiem z pasją. Z równą pasją od 1989 r., kiedy to uczestniczyła w czasie Okrągłego Stołu w podstoliku do spraw górnictwa, zajęła się wprowadzaniem w życie swoich pomysłów na promocję rozwoju lokalnego - była doradcą Sejmu, ministra pracy, ekspertem różnych europejskich gremiów. W 2005 r. została ministrem rozwoju regionalnego (najpierw w rządzie Marcinkiewicza, potem Jarosława Kaczyńskiego). Związana najpierw z PO, potem z PIS, w styczniu tego roku została szefową Klubu Parlamentarnego PIS.
W ostatnich latach miałyśmy zdecydowanie różne gusta polityczne. Jednak kiedy przypadkiem spotykałam czasem gdzieś Grażynę - witała mnie z równą serdecznością jak w czasach, kiedy knułyśmy razem w solidarnościowym podziemiu."
Zostawiła po sobie niedokończone projekty.
A na projektach politycznych - poza dyscyplinowaniem parlamentarzystów - szefowa klubu PiS koncentrowała swoją uwagę w ostatnich tygodniach przed katastrofą: ponowiła w Sejmie propozycję ponadpartyjnej współpracy wszystkich ugrupowań sejmowych w dziedzinie polityki prorodzinnej, reform gospodarczych i ustaleniu priorytetów polskiej prezydencji w Unii. Wcześniej zaproponowała też Platformie stworzenie "Konwentu Konstytucyjnego", w ramach którego obie największe partie sejmowe mogłyby przedsykutować ewentualne zmiany w konstytucji.
Jako poseł opozycji, Gęsicka nie była bezpośrednio zaangażowana w zarządzanie unijnymi pieniędzmi. Ale jako główna opozycyjna ekspertka, była surowym recenzentem tego, co z kasą unijną robią władze. Starała się też pomagać władzom województwa podkarpackiego - to był jej okręg wyborczy - w dobrym wykorzystaniu środków z Regionalnego Programu Operacyjnego. Podkarpacie (wcześniej krytykowane za powolne wydawanie unijnej kasy) nadrobiło opóźnienia.
- Grażyna Gęsicka była czarodziejką mnożenia talentów własnych i wyzwalania talentów w innych - mówił minister Michał Boni po mszy św., która poprzedziła uroczystości pogrzebowe szefowej klubu PiS.
- O niewielu ludziach ostatnich dziesięcioleci, którzy brali udział w polskim życiu publicznym można powiedzieć, że zrobili tak bardzo dużo i tak konkretnie - mówił z kolei Jarosław Kaczyński i dodał: - Cała Polska jest pełna pomników Grażyny.
Posłanka spoczęła na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach. Została pośmiertnie odznaczona Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.
Mieszkanie na osiedlu Lazurowa w Warszawie składało się z dwóch sypialni i salonu, w którym toczyło się całe życie rodzinne, a na parapetach, stołach, stolikach stało mnóstwo starannie ułożonych doniczek z kwiatami. Umówiłyśmy się, że redakcji wystarczy jeden pokój, i tak przecież wywracałyśmy do góry nogami życie naszych gospodarzy. Kiedy jednak przyszłyśmy w umówionym terminie z całym redakcyjnym majdanem, maszynami do pisania, torbami z papierami, czekały już na nas stanowiska pracy: doniczki w salonie zostały zestawione na ziemię, a przy pustych już stolikach stały przyniesione z kuchni krzesła. Na długim, niskim stole koło kanapy czekał na nas talerz pełen kanapek, a w kuchni - garnek zupy i sznycle. W małym pokoju, w którym zwykle pracował ówczesny mąż Grażyny Janusz Gęsicki, toczyło się przez kilka dni, kiedy okupowaliśmy mieszkanie, całe ich życie, w tym odrabianie lekcji z ich córką Klarą.
Klara nie miała chyba skończonych dziesięć lat, była więc w wieku, który według naszych reguł konspiracyjnych wykluczał korzystanie z mieszkania w tak inwazyjnych celach jak praca redakcyjna (trzy nocujące osoby, pięć-siedem osób od rana do nocy, a wszyscy palący). Ale Klara miała przykazane, że nikomu, ale to nikomu nie wolno opowiadać o najściu "ciotek", zaś dla nas było jasne, że Grażyna i Janusz są bardzo odpowiedzialnym rodzicami: jak mówią, że Klara przed nikim się nie wygada, to możemy być spokojne.
Mieszkanie na Lazurowej okupowałyśmy wielokrotnie, wielokrotnie też korzystałyśmy z pomocy Grażyny przy zbieraniu informacji. Zasada była taka, że do tego samego lokalu wracamy raz na trzy miesiące, na wydanie jednego numeru, i to pod warunkiem że gospodarze nie zauważyli w międzyczasie niczego niepokojącego. Nierzadko jednak widziałyśmy, że nasz pobyt jest tak uciążliwy dla gospodarzy, iż nie da się go powtórzyć. Ale to nie dotyczyło mieszkania Gęsickich: Grażyna nieodmiennie witała nas niczym najmilszych, długo wyczekiwanych gości.
Grażyna przez lata pracowała jako adiunkt w Instytucie Socjologii na Uniwersytecie Warszawskim. Była socjologiem z pasją. Z równą pasją od 1989 r., kiedy to uczestniczyła w czasie Okrągłego Stołu w podstoliku do spraw górnictwa, zajęła się wprowadzaniem w życie swoich pomysłów na promocję rozwoju lokalnego - była doradcą Sejmu, ministra pracy, ekspertem różnych europejskich gremiów. W 2005 r. została ministrem rozwoju regionalnego (najpierw w rządzie Marcinkiewicza, potem Jarosława Kaczyńskiego). Związana najpierw z PO, potem z PIS, w styczniu tego roku została szefową Klubu Parlamentarnego PIS.
W ostatnich latach miałyśmy zdecydowanie różne gusta polityczne. Jednak kiedy przypadkiem spotykałam czasem gdzieś Grażynę - witała mnie z równą serdecznością jak w czasach, kiedy knułyśmy razem w solidarnościowym podziemiu."
Zostawiła po sobie niedokończone projekty.
A na projektach politycznych - poza dyscyplinowaniem parlamentarzystów - szefowa klubu PiS koncentrowała swoją uwagę w ostatnich tygodniach przed katastrofą: ponowiła w Sejmie propozycję ponadpartyjnej współpracy wszystkich ugrupowań sejmowych w dziedzinie polityki prorodzinnej, reform gospodarczych i ustaleniu priorytetów polskiej prezydencji w Unii. Wcześniej zaproponowała też Platformie stworzenie "Konwentu Konstytucyjnego", w ramach którego obie największe partie sejmowe mogłyby przedsykutować ewentualne zmiany w konstytucji.
Jako poseł opozycji, Gęsicka nie była bezpośrednio zaangażowana w zarządzanie unijnymi pieniędzmi. Ale jako główna opozycyjna ekspertka, była surowym recenzentem tego, co z kasą unijną robią władze. Starała się też pomagać władzom województwa podkarpackiego - to był jej okręg wyborczy - w dobrym wykorzystaniu środków z Regionalnego Programu Operacyjnego. Podkarpacie (wcześniej krytykowane za powolne wydawanie unijnej kasy) nadrobiło opóźnienia.
- Grażyna Gęsicka była czarodziejką mnożenia talentów własnych i wyzwalania talentów w innych - mówił minister Michał Boni po mszy św., która poprzedziła uroczystości pogrzebowe szefowej klubu PiS.
- O niewielu ludziach ostatnich dziesięcioleci, którzy brali udział w polskim życiu publicznym można powiedzieć, że zrobili tak bardzo dużo i tak konkretnie - mówił z kolei Jarosław Kaczyński i dodał: - Cała Polska jest pełna pomników Grażyny.
Posłanka spoczęła na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach. Została pośmiertnie odznaczona Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.
Najczęściej czytane
- 1.Pisała fizykę, a myślała, że to... WOS. Matura do powtórki?
- 2.Najwięcej samobójstw księży jest w najbardziej religijnym regionie Polski
- 3."Polityka" o Marcie Kaczyńskiej: Może być problemem dla prezesa PiS
- 4.Wałęsa: Tusk powinien spałować związkowców przed Sejmem
- 5.Wstrząsająca pomyłka: Teksas stracił niewinnego mężczyznę. Opowieść o dwóch Carlosach
- 6."Marsz w Brukseli to będzie samobój, PiS wyjdzie na eksportera obciachu"
- 7.Jądro ateizmu tuż za granicą Polski. Dawne wschodnie Niemcy bez Boga



