Piotr Nurowski (20.06.1945 - 10.04.2010)

Jakub Ciastoń, itg
09.04.2011 , aktualizacja: 09.04.2011 16:21
A A A Drukuj
Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Kochał sport, uwielbiał o nim rozmawiać, był otwartym, pogodnym człowiekiem - tak mówią wszyscy jego przyjaciele i znajomi.
Piotr Nurowski
Piotr Nurowski
Zawsze potrafił znaleźć czas dla dziennikarzy. Odbierał telefon, nawet gdy był na końcu świata. W Whistler po złotym medalu Kowalczyk przez pół godziny nie odrywał od ucha komórki, udzielając wywiadów niezliczonej liczbie stacji radiowych i telewizji. W oczach miał łzy szczęścia. Autentyczne. - Chyba zbankrutuję, ale dobrze mi tak - żartował, podliczając, że na nagrody za sześć medali musi wypłacić prawie 2 mln zł. Wypłacił wszystko. Co do złotówki.

Umiał świetnie negocjować. Pieniądze na nagrody miał, bo jako szef PKOl sprowadził do sportu wielu nowych sponsorów. Doświadczenie biznesowe wyniósł z Polsatu. Był współtwórcą stacji Zygmunta Solorza i ojcem chrzestnym kanałów sportowych stacji. Potrafił wyrwać TVP prawa do transmisji z MŚ w 2002 r. i wiele innych, łamiąc monopol publicznej stacji na ważne relacje. Polsat stał się dzięki Nurowskiemu głównym graczem na rynku.

W Kanadzie próbował łagodzić napięcia między Norwegami i Polakami, gdy rozpętała się burza wokół astmy Marit Bjorgen. Kowalczyk atakowała rywalkę, że wygrywa dzięki lekom. Nurowski spotkał się z królem Haraldem V, tłumaczył, że przez Justynę przemawiają emocje. Potrafił też jednak odważnie skarcić samą zawodniczkę, że ma zbyt długi język i dyplomacji powinna się uczyć od Adama Małysza.

Sport we krwi miał od dziecka. Jako młokos w Sandomierzu został spikerem stadionu rodzinnej Wisły, potem - już jako student prawa (skończył studia w 1967 r. na Uniwersytecie Warszawskim) - prowadził w radiu audycję "Sportu blaski, sportu troski - na antenie Piotr Nurowski".

Był działaczem socjalistycznych organizacji studenckich, potem szefem propagandy w warszawskim PZPR, pierwszym sekretarzem ambasady PRL w Moskwie. Dzięki koneksjom w wieku 28 lat został szefem Polskiego Związku Lekkoatletyki. Trafił w okres największych sukcesów, gradu medali na igrzyskach w Montrealu i Moskwie.

Komunistyczną przeszłość wielokrotnie mu wypominano, a złe wrażenie potęgowała powierzchowność. "Przemawiał jak kacyk prowincjonalnego komitetu partyjnego z czasów późnego Gierka. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że wkrótce los połączy nasze życiowe ścieżki, a partyjna powierzchowność skrywa serce dobrego człowieka (...). Był wspaniałym kompanem, towarzyskim dyplomatą, koneserem wina i co najważniejsze, naprawdę wielkim, niekoniunkturalnym pasjonatem sportu" - napisał o Nurowskim jego przyjaciel Marian Kmita z Polsatu. Tak samo ciepło wypowiadali się o nim także inni, m.in. Robert Korzeniowski, Władysław Frasyniuk, Jacek Wszoła.

Od 2005 roku był prezesem Polskiego Komitetu Olimpijskiego. - Jestem zaskoczony, bo chyba nie taki miał być wynik wyborów. Liczę jednak na to, że wszyscy uszanują demokratyczną decyzję delegatów. Tak w sporcie już bywa, że ktoś wygrywa, a ktoś musi przegrać - mówił tuż po wyborze.

Został pochowany w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach. Odznaczony pośmiertnie Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Podziel się