Andrzej Przewoźnik (13.05.1963 - 10.04.2010)
09.04.2011
, aktualizacja: 10.04.2011 07:54
Sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Człowiek ciężkiej codziennej pracy, w której realizował swoje młodzieńcze fascynacje i swój patriotyzm. Promieniował ciepłem i pogodą ducha
"Wiem, co w życiu robiłem" - powtarzał Andrzej Przewoźnik podczas swojego procesu autolustracyjnego jesienią 2005 r. Najkrótszego w historii takich rozpraw, bo zakończonego po jednym posiedzeniu całkowitym oczyszczeniem z zarzutów sformułowanych na podstawie sfałszowanych zapisów bezpieki.
Tamte słowa Przewoźnika można rozciągnąć na całą jego dwudziestoletnią działalność w administracji państwowej. Był człowiekiem ciężkiej codziennej pracy, w której realizował swoje młodzieńcze fascynacje i swój patriotyzm.
Od zawsze interesował się najnowszą historią polskiej walki o niepodległość. Na studiach historycznych na UJ w Krakowie kolportował drugoobiegowe książki, zapisywał wywiady z kombatantami Armii Krajowej oraz ruchu Wolność i Niezawisłość. Jeszcze w 1987 r. organizował spotkanie kurierów AK - to wtedy zainteresowała się nim bezpieka.
Wraz z odzyskaniem przez Polskę niepodległości rozpoczął pracę nad upamiętnieniem zakłamywanych przez pół wieku zbrodni na obywatelach polskich dokonywanych w czasie II wojny światowej i tuż po niej. Już w 1992 r., w wieku zaledwie 29 lat, został szefem Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Przepracował na tym stanowisku 18 lat - chyba najdłużej z szefów centralnych urzędów w Polsce.
Wykonał ogromną pracę. Jego największą zasługą jest wyjednanie zgody Rosji i innych państw poradzieckich na utworzenie na ich terenie kompleksu Polskich Cmentarzy Wojennych - w Katyniu, Charkowie i Miednoje. Wywalczył też odbudowę i ponowne otwarcie Cmentarza Obrońców Lwowa. Doprowadził do porozumienia z Rosją w sprawie pomników i cmentarzy wojennych na terenie naszego kraju. To jego zasługą jest godne przenoszenie monumentów ku czci Armii Czerwonej, którym często towarzyszyły groby żołnierzy, na cmentarze, gdzie - pozbawione ciężaru propagandowego - strzegą pamięci poległych.
Dzięki niemu uregulowano też w Polsce problem mogił setek tysięcy leżących w naszej ziemi żołnierzy niemieckich i austriackich, którzy mają teraz swoje cmentarze pod Gliwicami na Dolnym Śląsku. Udało się to dzięki dwustronnym umowom zawieranym w myśl zasady: łączyć, nie dzielić. Zasługą Przewoźnika jest także nadanie godnej oprawy miejscom zagłady Żydów, takim jak obóz zagłady w Bełżcu.
Andrzej Przewoźnik pamiętał również o żywych - świadkach i ofiarach historii. Otoczył opieką państwa Rodziny Katyńskie i organizacje kombatanckie. Ich członkowie dobrze pamiętają, że podczas wyjazdów do miejsc pamięci w autobusach zawsze czekali na nich z pomocą, posiłkami i lekarstwami harcerze i wolontariusze.
Był człowiekiem cichym, skromnym, nienoszącym w sobie urazy. Podczas sprawy lustracyjnej ze spokojem czekał na uniewinniający wyrok. Później wrócił do tego, co było jego życiową misją i co robił najlepiej.
Oprócz niezliczonych pomników polskiej i europejskiej historii zostawił po sobie wzór urzędnika państwowego, któremu trudno będzie dorównać.
Miał żonę i dwoje dzieci. - Rodzina była jego wielką troską. Dom był bardzo ważny, był ostoją po ciężkiej pracy. Córki przepadały za Andrzejem, bo potrafił poświęcać im czas i doskonale potrafił się z nimi porozumieć. - wspominała w rozmowie z PAP kilka dni temu Jolanta Przewoźnik . - Oczywiście, mogłyśmy mieć pewien niedosyt, ale ten czas, który nam poświęcał był maksymalnie wykorzystany. Andrzej promieniował ciepłem i pogodą ducha. Młodsza córka Julka go uwielbiała. Potrafiła razem z nim siedzieć w jego gabinecie, kiedy pracował, ona rysowała. Świetnie się rozumieli.
- Andrzej był też doskonałym kucharzem - mówiła Jolanta Przewoźnik. - Kuchnia była dla niego centrum. Czasami żartował, że marnuje swoje talenty. Dom był pełen jego miłości, czułości, delikatności i dobroci, bo się o nas bardzo troszczył.
Andrzej Przewoźnik został pochowany na cmentarzu wojskowym na warszawskich Powązkach. Odznaczony pośmiertnie Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski oraz złotym medalem Gloria Artis .
Tamte słowa Przewoźnika można rozciągnąć na całą jego dwudziestoletnią działalność w administracji państwowej. Był człowiekiem ciężkiej codziennej pracy, w której realizował swoje młodzieńcze fascynacje i swój patriotyzm.
Od zawsze interesował się najnowszą historią polskiej walki o niepodległość. Na studiach historycznych na UJ w Krakowie kolportował drugoobiegowe książki, zapisywał wywiady z kombatantami Armii Krajowej oraz ruchu Wolność i Niezawisłość. Jeszcze w 1987 r. organizował spotkanie kurierów AK - to wtedy zainteresowała się nim bezpieka.
Wraz z odzyskaniem przez Polskę niepodległości rozpoczął pracę nad upamiętnieniem zakłamywanych przez pół wieku zbrodni na obywatelach polskich dokonywanych w czasie II wojny światowej i tuż po niej. Już w 1992 r., w wieku zaledwie 29 lat, został szefem Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Przepracował na tym stanowisku 18 lat - chyba najdłużej z szefów centralnych urzędów w Polsce.
Wykonał ogromną pracę. Jego największą zasługą jest wyjednanie zgody Rosji i innych państw poradzieckich na utworzenie na ich terenie kompleksu Polskich Cmentarzy Wojennych - w Katyniu, Charkowie i Miednoje. Wywalczył też odbudowę i ponowne otwarcie Cmentarza Obrońców Lwowa. Doprowadził do porozumienia z Rosją w sprawie pomników i cmentarzy wojennych na terenie naszego kraju. To jego zasługą jest godne przenoszenie monumentów ku czci Armii Czerwonej, którym często towarzyszyły groby żołnierzy, na cmentarze, gdzie - pozbawione ciężaru propagandowego - strzegą pamięci poległych.
Dzięki niemu uregulowano też w Polsce problem mogił setek tysięcy leżących w naszej ziemi żołnierzy niemieckich i austriackich, którzy mają teraz swoje cmentarze pod Gliwicami na Dolnym Śląsku. Udało się to dzięki dwustronnym umowom zawieranym w myśl zasady: łączyć, nie dzielić. Zasługą Przewoźnika jest także nadanie godnej oprawy miejscom zagłady Żydów, takim jak obóz zagłady w Bełżcu.
Andrzej Przewoźnik pamiętał również o żywych - świadkach i ofiarach historii. Otoczył opieką państwa Rodziny Katyńskie i organizacje kombatanckie. Ich członkowie dobrze pamiętają, że podczas wyjazdów do miejsc pamięci w autobusach zawsze czekali na nich z pomocą, posiłkami i lekarstwami harcerze i wolontariusze.
Był człowiekiem cichym, skromnym, nienoszącym w sobie urazy. Podczas sprawy lustracyjnej ze spokojem czekał na uniewinniający wyrok. Później wrócił do tego, co było jego życiową misją i co robił najlepiej.
Oprócz niezliczonych pomników polskiej i europejskiej historii zostawił po sobie wzór urzędnika państwowego, któremu trudno będzie dorównać.
Miał żonę i dwoje dzieci. - Rodzina była jego wielką troską. Dom był bardzo ważny, był ostoją po ciężkiej pracy. Córki przepadały za Andrzejem, bo potrafił poświęcać im czas i doskonale potrafił się z nimi porozumieć. - wspominała w rozmowie z PAP kilka dni temu Jolanta Przewoźnik . - Oczywiście, mogłyśmy mieć pewien niedosyt, ale ten czas, który nam poświęcał był maksymalnie wykorzystany. Andrzej promieniował ciepłem i pogodą ducha. Młodsza córka Julka go uwielbiała. Potrafiła razem z nim siedzieć w jego gabinecie, kiedy pracował, ona rysowała. Świetnie się rozumieli.
- Andrzej był też doskonałym kucharzem - mówiła Jolanta Przewoźnik. - Kuchnia była dla niego centrum. Czasami żartował, że marnuje swoje talenty. Dom był pełen jego miłości, czułości, delikatności i dobroci, bo się o nas bardzo troszczył.
Andrzej Przewoźnik został pochowany na cmentarzu wojskowym na warszawskich Powązkach. Odznaczony pośmiertnie Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski oraz złotym medalem Gloria Artis .
Najczęściej czytane
- 1.Pisała fizykę, a myślała, że to... WOS. Matura do powtórki?
- 2.Najwięcej samobójstw księży jest w najbardziej religijnym regionie Polski
- 3."Polityka" o Marcie Kaczyńskiej: Może być problemem dla prezesa PiS
- 4.Wałęsa: Tusk powinien spałować związkowców przed Sejmem
- 5.Wstrząsająca pomyłka: Teksas stracił niewinnego mężczyznę. Opowieść o dwóch Carlosach
- 6."Marsz w Brukseli to będzie samobój, PiS wyjdzie na eksportera obciachu"
- 7.Jądro ateizmu tuż za granicą Polski. Dawne wschodnie Niemcy bez Boga



