Mariusz Handzlik (11.06.1965 - 10.04.2010)
09.04.2011
, aktualizacja: 10.04.2011 12:55
Podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP i jego bliski współpracownik. Dyplomata, polityk, wierny kibic bielskich piłkarzy.
Kilka godzin po katastrofie pod Smoleńskiem na oficjalnej stronie pierwszoligowego klubu TS Podbeskidzie ukazał się komunikat: "Zginął wieloletni kibic Podbeskidzia, będący choćby na ostatnim spotkaniu Podbeskidzia Bielsko-Biała ze Stalą Stalowa Wola".
"Tu gratulowałem mu ministerialnej nominacji, cieszyłem się, gdy się okazało, że nie wpadł w zastawioną na niego ćwierć wieku temu przez SB pułapkę [w zeszłym roku Handzlika oskarżono o współpracę z SB, wystąpił o autolustrację, sąd oczyścił go z zarzutów]. Dziś z kluchą w gardle piszę o nim w czasie przeszłym" - zanotował w blogu Grzegorz Olma, dziennikarz i specjalista PR, szkolny kolega Mariusza Handzlika.
Urodził się w Bielsku-Białej, ale na studia wyjechał do Lublina. Skończył socjologię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracę magisterską pisał u księdza profesora Joachima Kondzieli, wybitnego znawcy nauk społecznych. Zaczął robić doktorat, ale nie skończył. Pochłonęła go polityka.
Zdolny i ambitny absolwent KUL po studiach związał się z otoczeniem Hanny Suchockiej. Został doradcą pani premier ds. polityki zagranicznej. W 1994 roku Jerzy Koźmiński, ówczesny ambasador RP w Waszyngtonie, ściągnął młodego, obiecującego dyplomatę do pracy za ocean. Nie bez powodu postawił na niego: Handzlik odbył wcześniej staże w komisji spraw zagranicznych Izby Reprezentantów i komisji stosunków międzynarodowych Senatu Kongresu Stanów Zjednoczonych. Bielszczanin został pierwszym sekretarzem i radcą ds. polityczno-wojskowych w ambasadzie.
To były czasy, kiedy decydowało się wiele spraw bardzo ważnych dla późniejszej historii naszego kraju. Polska miała ambicje wstąpienia do NATO. Stany Zjednoczone oferowały nam tymczasem tylko program Partnerstwo dla Pokoju. Ambasador Koźmiński miał cel: trzeba przekonać Amerykanów do zmiany nastawienia. Mrówcza praca, setki rozmów i spotkań przyniosły efekty. Wtedy po raz pierwszy głośno zrobiło się o Handzliku. Zaczęto o nim mówić: to bardzo zdolny dyplomata, człowiek, który zrobi ogromną karierę.
Handzlik nie poddał się, gdy zdiagnozowano u niego guza mózgu. Postanowił walczyć. „Pamiętam, jak we trójkę z profesorem [Janem Karskim] świętowaliśmy pomyślny finał jego zmagań z chorobą w podwaszyngtońskiej restauracji. Mariusz z równo ogoloną po operacji głową i opatrunkiem przypomniał Kojaka. Wznosiliśmy » manhattanem « toasty za tę jego głowę. On sam nie mógł. - Dajcie chociaż powąchać - domagał się" - wspominał na portalu www.informacjeusa.com jeden z jego przyjaciół Waldemar Piasecki.
Młodego polityka dostrzegł prezydent Lech Kaczyński. W 2006 roku Handzlik rozpoczął pracę w jego kancelarii. Najpierw był dyrektorem Biura Spraw Zagranicznych, w 2008 roku został podsekretarzem stanu ds. międzynarodowych.
Samorządowcy z Podbeskidzia, Śląska Cieszyńskiego i Żywiecczyzny mówią o nim: był naszym ambasadorem w Kancelarii Prezydenta. To jego zasługą były np. wizyty Lecha Kaczyńskiego w prezydenckiej rezydencji na Zadnim Groniu w Wiśle. Sam zresztą wiele razy gościł w swoich rodzinnych stronach. Bardzo ciepło wspominają go m.in. pracownicy prezydenckiej rezydencji. Wszystkim bardzo trudno pogodzić się z tragiczną śmiercią tego zawsze uśmiechniętego człowieka. Dobrego ojca trójki dzieci: Julii, Iwony i Jana.
A Waldemar Piasecki pisał rok temu: „Piję za Ciebie » manhattana «. Profesor Jan Karski już to pewnie z Tobą robi ".
Handzlik osierocił trójkę dzieci: córki - Julię i Iwonę oraz syna - Jana. Został pochowany 26 kwietnia w Kwaterze Smoleńskiejna Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach. Odznaczony pośmiertnie Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.
"Tu gratulowałem mu ministerialnej nominacji, cieszyłem się, gdy się okazało, że nie wpadł w zastawioną na niego ćwierć wieku temu przez SB pułapkę [w zeszłym roku Handzlika oskarżono o współpracę z SB, wystąpił o autolustrację, sąd oczyścił go z zarzutów]. Dziś z kluchą w gardle piszę o nim w czasie przeszłym" - zanotował w blogu Grzegorz Olma, dziennikarz i specjalista PR, szkolny kolega Mariusza Handzlika.
Urodził się w Bielsku-Białej, ale na studia wyjechał do Lublina. Skończył socjologię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracę magisterską pisał u księdza profesora Joachima Kondzieli, wybitnego znawcy nauk społecznych. Zaczął robić doktorat, ale nie skończył. Pochłonęła go polityka.
Zdolny i ambitny absolwent KUL po studiach związał się z otoczeniem Hanny Suchockiej. Został doradcą pani premier ds. polityki zagranicznej. W 1994 roku Jerzy Koźmiński, ówczesny ambasador RP w Waszyngtonie, ściągnął młodego, obiecującego dyplomatę do pracy za ocean. Nie bez powodu postawił na niego: Handzlik odbył wcześniej staże w komisji spraw zagranicznych Izby Reprezentantów i komisji stosunków międzynarodowych Senatu Kongresu Stanów Zjednoczonych. Bielszczanin został pierwszym sekretarzem i radcą ds. polityczno-wojskowych w ambasadzie.
To były czasy, kiedy decydowało się wiele spraw bardzo ważnych dla późniejszej historii naszego kraju. Polska miała ambicje wstąpienia do NATO. Stany Zjednoczone oferowały nam tymczasem tylko program Partnerstwo dla Pokoju. Ambasador Koźmiński miał cel: trzeba przekonać Amerykanów do zmiany nastawienia. Mrówcza praca, setki rozmów i spotkań przyniosły efekty. Wtedy po raz pierwszy głośno zrobiło się o Handzliku. Zaczęto o nim mówić: to bardzo zdolny dyplomata, człowiek, który zrobi ogromną karierę.
Handzlik nie poddał się, gdy zdiagnozowano u niego guza mózgu. Postanowił walczyć. „Pamiętam, jak we trójkę z profesorem [Janem Karskim] świętowaliśmy pomyślny finał jego zmagań z chorobą w podwaszyngtońskiej restauracji. Mariusz z równo ogoloną po operacji głową i opatrunkiem przypomniał Kojaka. Wznosiliśmy » manhattanem « toasty za tę jego głowę. On sam nie mógł. - Dajcie chociaż powąchać - domagał się" - wspominał na portalu www.informacjeusa.com jeden z jego przyjaciół Waldemar Piasecki.
Młodego polityka dostrzegł prezydent Lech Kaczyński. W 2006 roku Handzlik rozpoczął pracę w jego kancelarii. Najpierw był dyrektorem Biura Spraw Zagranicznych, w 2008 roku został podsekretarzem stanu ds. międzynarodowych.
Samorządowcy z Podbeskidzia, Śląska Cieszyńskiego i Żywiecczyzny mówią o nim: był naszym ambasadorem w Kancelarii Prezydenta. To jego zasługą były np. wizyty Lecha Kaczyńskiego w prezydenckiej rezydencji na Zadnim Groniu w Wiśle. Sam zresztą wiele razy gościł w swoich rodzinnych stronach. Bardzo ciepło wspominają go m.in. pracownicy prezydenckiej rezydencji. Wszystkim bardzo trudno pogodzić się z tragiczną śmiercią tego zawsze uśmiechniętego człowieka. Dobrego ojca trójki dzieci: Julii, Iwony i Jana.
A Waldemar Piasecki pisał rok temu: „Piję za Ciebie » manhattana «. Profesor Jan Karski już to pewnie z Tobą robi ".
Handzlik osierocił trójkę dzieci: córki - Julię i Iwonę oraz syna - Jana. Został pochowany 26 kwietnia w Kwaterze Smoleńskiejna Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach. Odznaczony pośmiertnie Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.
Najczęściej czytane
- 1.Pisała fizykę, a myślała, że to... WOS. Matura do powtórki?
- 2.Najwięcej samobójstw księży jest w najbardziej religijnym regionie Polski
- 3."Polityka" o Marcie Kaczyńskiej: Może być problemem dla prezesa PiS
- 4.Wałęsa: Tusk powinien spałować związkowców przed Sejmem
- 5.Wstrząsająca pomyłka: Teksas stracił niewinnego mężczyznę. Opowieść o dwóch Carlosach
- 6."Marsz w Brukseli to będzie samobój, PiS wyjdzie na eksportera obciachu"
- 7.Jądro ateizmu tuż za granicą Polski. Dawne wschodnie Niemcy bez Boga



