Ks. Roman Indrzejczyk (14.11.1931 - 10.04.2010)
09.04.2011
, aktualizacja: 09.04.2011 14:44
Kapelan prezydenta. U niego gromadziła się opozycja polityczna z Jackiem Kuroniem na czele, był przyjacielem rodziny Kaczyńskich. Bardzo odważnie otwarty na naszych starszych braci w wierze, gdy był proboszczem na warszawskim Żoliborzu, tam odbywało się Święto Tory.
Niesłychanie życzliwy, po prostu bardzo mądry i dobry. Przyjaźniliśmy się bardzo. Spotykaliśmy się na różnych spotkaniach ekumenicznych i podczas któregoś z nich zwierzył mi się, że właściwie to nazywa się po prostu Jędrzejczyk. Ale ktoś wypisujący mu metrykę urodzenia pomylił się, co się okazało dopiero wtedy, gdy młody Roman miał iść do wojska. Niemniej rodzina doszła do wniosku, że nie ma co bawić się w zmianę nazwiska, majątku przecież nie mają, więc właściwie po co...
Kapłan archidiecezji warszawskiej od 1956 r. Przez 20 lat kapelan szpitala psychiatrycznego w Tworkach i proboszcz tamtejszej parafii, przez następne 18 lat, do przejścia na emeryturę, proboszcz parafii Dzieciątka Jezus na Żoliborzu. Wieloletni krajowy duszpasterz służby zdrowia.
Był księdzem niezwykle odważnym. Nie tylko jako konsekwentny ekumenista, co wciąż w Polsce nieczęsto się zdarza. W wywiadach, których udzielał "Gazecie Wyborczej", powtarza się wyznanie, że tylko raz odmówił komuś rozgrzeszenia. "Było to właściwie zawieszenie rozgrzeszenia na określony termin dla uregulowania pewnych spraw. Gdy ta osoba odeszła od konfesjonału, strasznie źle się poczułem. Chciałem za nią wybiec, bo widziałem, jak klęka z boku. Chciałem poprosić, żeby wróciła, i udzielić rozgrzeszenia. Ale nie zrobiłem tego...".
Później kiedyś jeszcze dodał: "Jeżeli człowiek przychodzi do konfesjonału, trzeba wytworzyć atmosferę, tak pokierować rozmową, żeby akt skruchy mógł mieć miejsce". Jak to robił, nie wiem, nie był moim spowiednikiem, ale znam wielu, którym także w tej roli wydawał się zupełnie niezwykły. O takich trudnych sprawach, jak aborcja czy homoseksualizm, mówił, nie lekceważąc nauczania swego Kościoła, ale i bez doktrynerskiego zamknięcia. Pisał krótkie teksty, w jednym z nich są takie słowa:
"Zamiast wmawiać światu, że nasze pomysły są najważniejsze, najbardziej trafne i wartościowe, zamiast przeświadczenia, że jesteśmy jedynymi posiadaczami prawdy, trzeba po prostu uznać różnorodność ludzkiego myślenia, zgodzić się z odmiennym sposobem rozumowania. (...). A kiedy dostrzeżemy, że to, co myślą inni ludzie, jest interesujące, zaczyna się szacunek, zrozumienie, otwartość, tolerancja oraz pragnienie zgody i jedności".
Gdy został kapelanem prezydenta Lecha Kaczyńskiego, powiedział: "Ten wybór to dla mnie wielki zaszczyt , ale i wielki obowiązek".
Ks. Roman Indrzejczyk został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. 24 kwietnia został pochowany w Kwaterze Smoleńskiej na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.
Kapłan archidiecezji warszawskiej od 1956 r. Przez 20 lat kapelan szpitala psychiatrycznego w Tworkach i proboszcz tamtejszej parafii, przez następne 18 lat, do przejścia na emeryturę, proboszcz parafii Dzieciątka Jezus na Żoliborzu. Wieloletni krajowy duszpasterz służby zdrowia.
Był księdzem niezwykle odważnym. Nie tylko jako konsekwentny ekumenista, co wciąż w Polsce nieczęsto się zdarza. W wywiadach, których udzielał "Gazecie Wyborczej", powtarza się wyznanie, że tylko raz odmówił komuś rozgrzeszenia. "Było to właściwie zawieszenie rozgrzeszenia na określony termin dla uregulowania pewnych spraw. Gdy ta osoba odeszła od konfesjonału, strasznie źle się poczułem. Chciałem za nią wybiec, bo widziałem, jak klęka z boku. Chciałem poprosić, żeby wróciła, i udzielić rozgrzeszenia. Ale nie zrobiłem tego...".
Później kiedyś jeszcze dodał: "Jeżeli człowiek przychodzi do konfesjonału, trzeba wytworzyć atmosferę, tak pokierować rozmową, żeby akt skruchy mógł mieć miejsce". Jak to robił, nie wiem, nie był moim spowiednikiem, ale znam wielu, którym także w tej roli wydawał się zupełnie niezwykły. O takich trudnych sprawach, jak aborcja czy homoseksualizm, mówił, nie lekceważąc nauczania swego Kościoła, ale i bez doktrynerskiego zamknięcia. Pisał krótkie teksty, w jednym z nich są takie słowa:
"Zamiast wmawiać światu, że nasze pomysły są najważniejsze, najbardziej trafne i wartościowe, zamiast przeświadczenia, że jesteśmy jedynymi posiadaczami prawdy, trzeba po prostu uznać różnorodność ludzkiego myślenia, zgodzić się z odmiennym sposobem rozumowania. (...). A kiedy dostrzeżemy, że to, co myślą inni ludzie, jest interesujące, zaczyna się szacunek, zrozumienie, otwartość, tolerancja oraz pragnienie zgody i jedności".
Gdy został kapelanem prezydenta Lecha Kaczyńskiego, powiedział: "Ten wybór to dla mnie wielki zaszczyt , ale i wielki obowiązek".
Ks. Roman Indrzejczyk został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. 24 kwietnia został pochowany w Kwaterze Smoleńskiej na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.
Najczęściej czytane
- 1.Pisała fizykę, a myślała, że to... WOS. Matura do powtórki?
- 2.Najwięcej samobójstw księży jest w najbardziej religijnym regionie Polski
- 3."Polityka" o Marcie Kaczyńskiej: Może być problemem dla prezesa PiS
- 4.Wałęsa: Tusk powinien spałować związkowców przed Sejmem
- 5.Wstrząsająca pomyłka: Teksas stracił niewinnego mężczyznę. Opowieść o dwóch Carlosach
- 6."Marsz w Brukseli to będzie samobój, PiS wyjdzie na eksportera obciachu"
- 7.Jądro ateizmu tuż za granicą Polski. Dawne wschodnie Niemcy bez Boga



